Strasburg, 9 lipca 2026 r.
Parlament Europejski właśnie przywrócił tymczasowe przepisy znane jako Chat Control 1.0. Od dziś dostawcy usług komunikacyjnych (Messenger, Instagram, Gmail, Snapchat i inne nieszyfrowane platformy) zyskują z powrotem legalną podstawę do automatycznego skanowania prywatnych wiadomości, zdjęć i plików użytkowników w poszukiwaniu materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci (CSAM). Decyzja zapadła w sposób, który wielu europosłów i ekspertów nazywa proceduralną farsą.
Jak to się stało?
Przepisy Chat Control 1.0 (rozporządzenie 2021/1232) – stanowiące wyjątek od dyrektywy ePrivacy – wygasły 3–4 kwietnia 2026 r. po tym, jak w marcu Parlament Europejski odmówił ich przedłużenia. Wydawało się, że sprawa jest zamknięta. Tymczasem we wtorek 7 lipca przewodnicząca PE Roberta Metsola (EPL) na prośbę Rady UE i własnej frakcji wciągnęła sprawę ponownie na porządek obrad w trybie pilnym. Głosowanie nad trybem przyspieszonym wygrało wynikiem 331:304 (przy 11 wstrzymujących się).
Kluczową rolę odegrały polskie delegacje. Za uruchomieniem trybu pilnego zagłosowali europosłowie Koalicji Obywatelskiej, Nowej Lewicy, PSL-u oraz część PiS, w tym m.in.:
- Adam Bielan,
- Joachim Brudziński,
- Patryk Jaki,
- Mariusz Kamiński,
- Małgorzata Gosiewska,
- Marlena Maląg,
- Bogdan Rzońca,
- Jadwiga Wiśniewska,
- Anna Zalewska,
- Kosma Złotowski.
Dzięki temu manewrowi sprawa trafiła na czwartek 9 lipca – ostatni dzień sesji plenarnej przed wakacyjną przerwą.
Dlaczego 314 głosów nie wystarczyło?
W czwartek europosłowie głosowali nad odrzuceniem projektu. Wynik:
- 314 głosów za odrzuceniem Chat Control 1.0,
- 276 przeciw,
- 17 wstrzymujących się.
Przy frekwencji 607 posłów zwykła większość absolutnie wystarczyłaby do zablokowania przepisów. Projekt zostałby dziś odrzucony.
Problem w tym, że tryb pilny + drugie czytanie wymagają bezwzględnej większości 361 głosów, aby odrzucić lub zmienić tekst. 314 to za mało. W efekcie rozporządzenie przeszło automatycznie i będzie obowiązywać co najmniej do kwietnia 2028 r.
Co to realnie oznacza?
Chat Control 1.0 nie nakazuje skanowania – jedynie na nie zezwala. W praktyce jednak amerykańskie giganty (Meta, Google, Microsoft, Snap) od lat skanują nieszyfrowaną komunikację i zyskują teraz z powrotem solidną podstawę prawną. Skanowane są hashe zdjęć i treści pod kątem znanych materiałów CSAM. Komunikatory z domyślnym end-to-end encryption (WhatsApp, Signal, iMessage w trybie domyślnym) formalnie pozostają poza zasięgiem, choć krytycy ostrzegają, że to tylko tymczasowa bariera.
Poprawka, która miała ograniczyć skanowanie wyłącznie do osób wskazanych przez organy ścigania, również nie uzyskała wymaganych 361 głosów.
Polityczne i demokratyczne problemy
Krytycy – w tym Markéta Gregorová (Zieloni) i Patrick Breyer (były europoseł Piratów) – mówią wprost o „łamaniu regulaminu” i „farsie”. Procedura pilna w ostatnim dniu przed wakacjami, gdy frekwencja jest naturalnie niższa, pozwoliła przepchnąć przepisy wbrew woli zwykłej większości.
Szczególnie bulwersujący jest fakt, że polscy europosłowie z PiS, KO, Lewicy i PSL-u otworzyli tę furtkę. Partie te w kraju regularnie deklarują troskę o suwerenność i prywatność obywateli. W Strasburgu jednak – w kluczowym momencie – zagłosowały ramię w ramię za systemem, który wielu ekspertów nazywa masową inwigilacją „na wszelki wypadek”.
Chat Control 1.0 to tylko „wersja soft”. Jesienią wracają negocjacje nad Chat Control 2.0 (pełne rozporządzenie CSAR), które ma wprowadzić obowiązkowe wykrywanie treści, w tym potencjalnie w komunikatorach szyfrowanych.
Dziś wiemy już jedno: w Unii Europejskiej większość nie zawsze wystarcza. Czasem wystarczy 314 głosów… i odpowiednia procedura.

































































