95-letni historyk i sinolog o rywalizacji supermocarstw, wiarygodności USA, Tajwanie i znaczeniu historii.

Wang Gungwu, jeden z najwybitniejszych współczesnych znawców historii Chin, w wieku 95 lat wciąż precyzyjnie analizuje relacje Pekinu i Waszyngtonu. W niedawnym wywiadzie dla South China Morning Post 95-letni profesor – autorytet w zakresie długiej perspektywy historycznej Chin i chińskiej diaspory, związany z National University of Singapore oraz Australian National University – przedstawił swoją ocenę rywalizacji obu mocarstw, wiarygodności Stanów Zjednoczonych, kwestii Tajwanu oraz roli tradycji politycznej w myśleniu Xi Jinpinga.

Rywalizacja bez bezpośredniej wojny

Wang dostrzega podobieństwa między obecną konfrontacją USA–Chiny a zimną wojną. Oba państwa dysponują bronią nuklearną, co czyni bezpośredni konflikt mało prawdopodobnym. Rywalizacja będzie więc toczyć się głównie poprzez proxy, presję gospodarczą i rywalizację o wpływy. Amerykańscy stratedzy, jego zdaniem, traktują Chiny jako jedyne państwo zdolne do długofalowego wyzwania amerykańskiej dominacji i dążą do osłabienia ich potęgi metodami znanymi z konfrontacji z ZSRR – bez ryzyka otwartej wojny.

Chiny, podkreśla historyk, nie chcą wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Ich priorytetem pozostaje bezpieczeństwo morskie. Pamięć XIX wieku, gdy brytyjskie, francuskie i amerykańskie bazy w Azji Południowo-Wschodniej umożliwiały ataki na chińskie wybrzeże i narzucanie nierównoprawnych traktatów, wciąż kształtuje strategię Pekinu. Dlatego Chiny budują zdolności odstraszania – w tym systemy rakietowe na Morzu Południowochińskim – przede wszystkim w celu uniemożliwienia ataku z morza.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Czy USA upadają?

Wang zdecydowanie odrzuca tezę o nieodwracalnym upadku Ameryki. „Słowo «upadek» nie jest właściwe, bo Stany Zjednoczone wciąż są najpotężniejszą siłą militarną świata” – stwierdził. USA dysponują globalną siecią baz, lotniskowcami, potężnym lotnictwem i arsenałem nuklearnym. Ich gospodarka pozostaje silna, a zdolność do innowacji technologicznych – znaczna. Chiny nadrabiają dystans, ale wciąż się uczą, także od własnych obywateli, którzy studiują i pracują w Ameryce.

Dodatkowym atutem USA jest geografia: bezpieczeństwo na własnej półkuli, bez poważnych zagrożeń lądowych. Chiny natomiast muszą zarządzać skomplikowanymi relacjami z sąsiadami na lądzie (Rosja, Korea Północna) i na morzu (Azja Południowo-Wschodnia). Dlatego Pekin preferuje multipolarny porządek świata, który uznaje za bezpieczniejszy, podczas gdy Waszyngton widzi w nim ryzyko chaosu i woli bipolarność pozwalającą skoncentrować się na Chinach.

„Tylko partia może uratować Chiny”

Najciekawsze uwagi Wanga dotyczą wewnętrznej logiki władzy w Chinach. Historyk widzi ciągłość sięgającą czasów dynastii Qin i Han: scentralizowane państwo biurokratyczne, w którym władza centralna łączy legalizm z konfucjańskim naciskiem na opiekę nad ludem. Dynastie zmieniały się, ale idea Chin jako zjednoczonego, scentralizowanego organizmu państwowego przetrwała.

Komunistyczna Partia Chin, według Wanga, zajęła miejsce cesarza. Cesarz stał ponad prawem, bo sam je tworzył. Partia czyni to samo. Xi Jinping, który jako lokalny działacz obserwował korupcję w Fujianie i Zhejiang, po objęciu władzy nakazał studiowanie przyczyn upadku partii komunistycznej w ZSRR. Korupcja, frakcyjność i utrata rewolucyjnego ducha doprowadziły – w jego ocenie – do katastrofy. Dlatego, jak uważa Wang:

„Myślę, że on szczerze wierzy, iż tylko partia może uratować Chiny i uczynić je silnymi, tak by odzyskały swoją pozycję w dzisiejszym świecie”.

Kampania antykorupcyjna, trwająca już ponad dekadę, wciąż ujawnia problemy nawet wśród najwyższych rangą oficerów armii. Wang zauważa, że samo karanie nie wystarczy – potrzebna jest reforma instytucji. Jednocześnie atmosfera strachu sprawia, że urzędnicy unikają inicjatywy, bojąc się późniejszych oskarżeń. Do tego dochodzą problemy gospodarcze, bezrobocie wśród absolwentów i ograniczenia w dostępie do informacji. Najpoważniejsze napięcia, zdaniem historyka, rosną właśnie wewnątrz kraju, zwłaszcza wśród młodego pokolenia.

Tajwan i długi horyzont historii

Wang nie przewiduje rychłego rozwiązania kwestii tajwańskiej siłą. Status quo może trwać długo, o ile Tajwan nie ogłosi formalnej niepodległości i nie stanie się bazą do ataku na kontynent. Pekinowi zależy przede wszystkim na tym, by wyspa nie była wykorzystywana przeciwko Chinom. Historyczna perspektywa uczy cierpliwości: okresy podziału Chin powtarzały się wielokrotnie, ale dominujące przekonanie głosi, że kraj ostatecznie znów się zjednoczy.

Dla Wanga Gungwu historia nie jest zbiorem dat. To narzędzie pozwalające zrozumieć, jak społeczeństwa dochodzą do obecnego stanu, jakie błędy popełniały i jakie formy rządów okazywały się skuteczne. Rządy, które ignorują przeszłość, skazane są na powtarzanie błędów. Chiny wielokrotnie upadały i dźwigały się z powrotem. Ich przyszłość zależy nie tylko od rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, lecz także od tego, czy władza potrafi połączyć tradycję silnego, scentralizowanego państwa z wolnością i możliwościami niezbędnymi do utrzymania kreatywności społeczeństwa.

Artykuł na podstawie wywiadu Wang Gungwu opublikowanego w South China Morning Post (sierpień 2026) oraz dostępnych podsumowań.