Tegoroczne obchody Święta Wojska Polskiego odbyły się pod znakiem sporu między panem prezydentem Karolem Nawrockim, a vaginetem obywatela Tuska Donalda. Jak zwykle poszło o pieniądze – bo powiedzmy sami – o cóż innego może spierać się z kimkolwiek vaginet obywatela Tuska Donalda, albo i Volksdeutsche Partei? Tym razem chodziło o to, za jakie pieniądze najlepiej wyposażać naszą niezwyciężoną armię. Obywatel Władysław Kosiniak-Kamysz uważa mianowicie, że najlepiej wyposażać naszą niezwyciężoną armię za pieniądze pożyczone, podczas gdy pan prezydent Nawrocki uważa, że jeszcze lepiej – za własne. Chodziło oczywiście o pożyczkę SAFE, którą wprawdzie prezydent Nawrocki ustawowo zawetował, ale vaginet obywatela Tuska Donalda machnął ręką na te wszystkie veta i pożyczkę wziął. Akurat wtedy pelnomocniczką vaginetu do sprawy pożyczki była pani Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, której wysiłki musiała zauważyć i docenić sama Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje, bo wkrótce potem pani Magdalena została wiceministrem obrony narodowej u boku obywatela Kosiniaka-Kamysza Władysława – czy przypadkiem nie gwoli dopilnowania, by pieniądze trafiły tam, gdzie trzeba – zgodnie z kolejnością dziobania? Gdyby tak było, to by znaczyło, że panią Magdalenę prowadzi Mocna Ręka, kto wie, czy nie mocniejsza od ręki, która w swoim czasie prowadziła obywatela Tuska Donalda po brukselskich salonach, gdzie zrobiono z niego człowieka? Dopiero na tym tle lepiej rozumiemy fałszywe pogłoski, według których pani Magdalena – tylko patrzeć – jak wygryzie obywatela Tuska Donalda ze stanowiska premiera i sama nim zostanie. Tymczasem pan prezydent Nawrocki uważa, że naszą niezwyciężoną armię najlepiej byłoby wyekwipować z pieniędzy własnych, które uciułał Narodowy Bank Polski w postaci złota w ilości ponad 600 ton. Toteż w przemówieniu poprzedzającym defiladę pan prezydent zauważył, że na sztandarach Wojska Polskiego wypisane było hasło „Bóg, Honor i Ojczyzna” – ale nie żadne SAFE. W słowach pełnych treści odpowiadał mu przez 40 minut obywatel Władysław Kosiniak-Kamysz, a swoje dołożył odbierający defiladę morską i kolonialną obywatel Tusk Donald, który poszedł na całość i oskarżył pana prezydenta Nawrockiego w związku z SAFE o „zdradę”. Ponieważ i pan prezydent przemawiał też około 40 minut, a po nim – obywatel Kamysz-Kosiniak – to żołnierze stojący przez tyle czasu na palącym słońcu podobno zaczęli mdleć. Na szczęście przemówienia się skończyły i defilada odbyła się już bez żadnych zakłóceń – chociaż ruski minister spraw zagranicznych Ławrow odgrażał się, że Rosja będzie karcić kraje wspierające Ukrainę.
Nie znaczy to, że te okazjonalne przemówienia nie wywołały żadnego rezonansu. Odezwała się niezawodna pani Joanna Szczepkowska, która nie zostawiła na panu prezydencie suchej nitki zarówno za „Boga, Honor i Ojczyznę”, jak i za pochwałę „obrońców Monte Cassino”. Od razu widać było, że pani Szczepkowska pana prezydenta nie kocha. A kogo kocha? Tego, rzecz prosta, nie wiemy, ale nie można wykluczyć, że jeśli już, to kocha pana Rafała Trzaskowskiego i – podobnie jak wiele innych autorytetów moralnych – nie może przeboleć, że to nie on został prezydentem. A teraz jeszcze wrogie siły pod nim ryją i zebrały już 40 tys. podpisów za zorganizowaniem referendum, w następstwie którego Rafał Trzaskowski straciłby stanowisko prezydenta Warszawy.
O ile pani Szczepkowska mogła kierować się rozmaitymi sentymentami, o tyle spięcie, do jakiego doszło na antenie telewizji „Polsat” między panią red. Gozdyrą Agnieszką, a panem red. Jankowskim Grzegorzem, miało już inne tło. Pani Agnieszka ma w Polsacie fuchę prowadzącej tak zwane „debaty”, w ramach których sztorcuje gości udzielających jej nieprawidłowych odpowiedzi na zadawane pytania, podczas gdy pan Grzegorz często podnosi głos, symulując uczucie zgrozy na widok rozmaitych bolączek. Gwoli podniesienia wiarygodności, „Polsat” puszczał na swojej antenie reklamę obydwu programów Najsampierw dowiadywaliśmy się, że „krzyk nie rozwiąże żadnego problemu”, „a milczenie nie zatrzyma ważnych pytań”, a potem pani Agnieszka i pan Grzegorz pokazywali, jak pięknie się różnią. Tym razem sytuacja wymknęła się spod kontroli i w pewnym momencie rozwścieczona pani Agnieszka poleciła panu Grzegorzowi, by „się nie darł”. Inna rzecz, że tym razem chodziło o Ukrainę – a wiadomo, że z Ukrainą nie ma żartów. Jak ujawnił już dawno pan Grzegorz Jasina, Polska ma być „sługą narodu ukraińskiego – i najwyraźniej pani Agnieszka czuje się postawiona na straży, więc reaguje na każdą próbę „szczucia”. „Szczucie” bowiem zostało pryncypialnie potępione przez Judenrat, którego Główny Cadyk, to znaczy – pan red. Adam Michnik – zaraz po ogłoszeniu strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, nie tylko rzucił hasło: „wszyscy jesteśmy Ukraińcami”, ale również na lamach „Gazety Wyborczej” doniósł gdzie trzeba, że w Polsce panuje „atmosfera przedpogromowa”, a w ogóle to „Polska brunatnieje”. W przekonaniu, że na taką poważną zastawkę oddźwięk musi być natychmiastowy, Judenrat zamarł w oczekiwaniu na rezonans. Niestety, poza codziennymi doniesieniami Propaganda Abteilung o „atakach” na „Ukraińców”, żadnego odzewu nie było – aż Judenrat musiał podkręcić „Kościół”, że „milczy”, chociaż „larum grają”. Toteż, co prawda, bodaj po tygodniu, odezwał się jednak Jego Eminencja Grzegorz kardynał Ryś, surowo napominając parafian, że Ukraińcom powinni nadstawiać „drugi policzek”. W tej sytuacji trudno się dziwić i pani Agnieszce, że nie mogła już „pięknie się różnić” z panem Jankowskim, tylko sobie ulżyła. Ukraiński prezydent też nie czekał, tylko urządził z przytupem pochówek Jewgienijowi Konowalcowi, twórcy i pierwszemu przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, od której zaczęły się wszystkie paroksyzmy. Znaczy – pierwszy kandydat do „Panteonu” już jest, no a po nim przyjdą następni. My zaś będziemy nadstawiali drugi policzek, a jak policzków nie wystarczy, to nadstawimy co innego – bo skoro „wszyscy jesteśmy Ukraińcami” – jak zarządził pan red. Adam Michnik – to widać, że z aktualnego rozdania taki los wypadł nam.
Tymczasem prezydent Donald Trump wpadł na pomysł, by zakończyć wojnę ze złowrogim Iranem, rozciągając amerykańską suwerenność nad cieśniną Ormuz. To świetny pomysł, a ja bym dodał, że na świecie jest jeszcze bardzo wiele miejsc, które można by przyłączyć do Ameryki – między innymi nasz bantustan, z którego utrzymaniem mamy coraz większe zgryzoty. Jeśli nie teraz – to kiedy?
Stanisław Michalkiewicz

































































