Świat zamiera w oczekiwaniu na upływ kolejnego ultimatum, jakie amerykański prezydent Donald Trump przedstawił złowrogiemu Iranowi – że jeśli do środy 22 kwietnia nie przyjmie amerykańskich warunków, to on w odwecie “wysadzi go w powietrze”. Czy to jest równoznaczne ze “zniszczeniem” tamtejszej “cywilizacji” – jakim zagroził pooprzednio, czy może chodzi o coś innego – na ten temat krążą wśród uczonych politologów sprzeczne opinie – a tymczasem – jak utrzymują fałszywe pogłoski – w kierunku Cieśniny Ormuz płyną chińskie okręty. Czyżby i one chciały ze swej strony zablokować wspomnianą cieśninę? Ano – jak blokować, to blokować; skoro blokuje Iran, skoro blokują Amerykanie, to dlaczegóż Chińczycy nie mogliby się do tej spółdzielni podłączyć? Omne trinum perfectum – mawiali starożytni Rzymianie, co się wykłada, że doskonałe jest wszystko, co potrójne – więc dlaczego blokada Cieśniny Ormuz nie miałaby być doskonała?
Więc kiedy świat zamiera w oczekiwaniu, nasz mniej wartościowy naród tubylczy jest dodatkowo rozdzierany rozterką, z czym właściwie ma do czynienia w przypadku Mateusza Morawieckiego, który zaraz po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów na Węgrzech, oglosił powołanie własnego stowarzyszenia “Rozwój Plus”, do którego miało doszlusować ponad 30 parlamentarzystów PiS. Wprawdzie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński wydaje z siebie groźne pomruki, że dla osób biorących udział we wspomnianym stowarzyszeniu “nie będzie miejsca” na listach wyborczych PiS – a nawet groźne pochrząkiwania – ale działacze Volksdeutsche Partei twierdzą, że to “ustawka”, że tak naprawdę celem operacji jest zwabienie do “Rozwoju Plus” skołowanych zwolenników obydwu Konfederacji, zwłaszcza gdy Konfederacja Korony Polskiej zostałaby zdelegalizowana zaraz po szczęśliwym i prawidłowym obsadzeniu Trybunału Konstytucyjnego – bo równolegle trwają intensywne działania mające na celu wpakowanie Grzegorza Brauna do kryminału – a kiedy to się uda, PiS “zleje się” ze wspomnianym stowarzyszeniem i Naczelnik Państwa stanie do wyborów razem z Mateudszem Morawieckim. Ciekawe, że podobnie nawija Wielce Czcigodny Arkadiusz Mularczyk – że nie ma tu żadnego konfliktu interesów, a przeciwnie – PiS jest zwarty jak nigdy przedtem – ale właśnie w poniedziałek 20 kwietnia Naczelnik Państwa wyznaczył Mateuszu Morawieckiemu spotkanie ostatniej szansy. Czy zatem mamy do czynienia z “ustawką”, czy też Mateusz Morawiecki właśnie przystąpił do wykonywania trzeciej części zadania zleconego mu przez Niemców (pierwsza część – zmłotowanie Naczelnika, by zrobił go wicepremierem, a potem premierem w rządzie “dobrej zmiany” – część druga – podpisanie wszystkiego, co Niemcy podsunęli mu do podpisania i część trzecia – neutralizowanie PiS). Niczego wykluczyć nie można i to nie tylko dlatego, że po węgierskich wyborach Niemcy nie muszą już utrzymywać w naszej Generalnej Guberni żadnych listków figowych, ale również dlatego, że Naczelnik jest wprawdzie wirtuozem intrygi, ale takim, co na końcu z reguły potyka się o własne nogi – więc i tutaj początkowa “ustawka” może nabrać własnej dynamiki, która w efekcie doprowadzi Naczelnika do konieczności układania się z Mateuszem Morawieckim, a być może nawet porzucenia myśli o powierzeniu funkcji premiera panu prof. Czarnkowi? Niezależnie od zamiarów Naczelnika, czy Mateusza Morawieckiego, coś do powiedzenia w tej sprawie będą mieli przecież nie tlko Niemcy, ale również Amerykanie, którzy zresztą, słodszymi od malin ustami pana ambasadora Tomasza Róży, poinformowali tubylców, że nie życzą tu sobie żadnych Konfederacji, zwłaszcza – Korony Polskiej.
Czy nasz mniej wartościowy naród tubylczy zastosuje się posłusznie do tych socjotechnik – to się dopiero okaże – chociaż przekonanie, że można w ten prostacki sposób nim manipulować, pokazuje, co tak naprawdę myślą o nim Umiłowani Przywódcy. Wprawdzie stwarzają oni wrażenie podzielonych nieprzejednanym antagonizmem, ale okazuje się, że bez trudu można zapędzić ich wszystkich do wspólnej obory. Mam na myśli niedane obchody 83 rocznicy powstania w getcie warszawskim. Z tej okazji żółte żonkile wpięli sobie w klapy zarówno przedstawiciele jednej, jak i drugiej Strony Wojującej, co było widać zwłaszca w telewizji, gdzie błyskali tymi zonkilami zarówno funkcjonariusze, jak i zaproszeni goście. Jak mawiał król Stanisław August, kiedy tylko udało mu się naciągnąć jakiegoś lichwiarza na pożyczkę – “zbawienie przychodzi od Żydów”. Skoro nawet “zbawienie”, które przecież musi angażować nawet Niebo, to cóż dopiero mówić o prostym porozumieniu ponad podziałami? Z podobną jednością poglądów można spotkać się również w kwestii ukraińskiej – bo żaden z mądrych, roztropnych i przyzwoitych, co to rozpoznają się po zapachu, nie ośmieli się pyskować przeciw Ukrainie. Czy dlatego, że jej prezydentem jest jegomość z pierwszorzędnymi korzeniami, czy dlatego, że tak nam każą Niemcy, które znowu idą ręka w rękę z Ukraińcami, jak za Hitlera, czy z obydwu powodów łącznie – dość, że wszyscy posłusznie słuchają Ukraińców, którzy dzięki temu – zanim jeszcze zapadną jakieś decyzje co do przynależności państwowej Zakierzońskiego Kraju – już z powodzeniem mogą stosować na tym terenie banderowskie prawo szariatu. Na przykład Ukraińcy sprzeciwili się organizacji w dniu 18 kwietnia Targów Książki Patriotycznej w Przemyślu. Przeniesione zostały one tedy do Lubaczowa, ale Ukraińcy i na to się nie zgodzili, w związku z czym imprezę trzeba było odwołać. W tej sytuacji hasło “sprawiedliwego pokoju” dla Ukrainy, które bezmyślnie powtarza za ukraińskim Sztabem Generalnym Książę-Małżonek, prawdopodobnie przełoży się na przesunięcie Ukrainy na zachód – również na teren Zakierzońskiego Kraju. Każdego zaś, kto ośmieliłby się przeciwko temu pyskować, jako “ruskiego agenta” skieruje się do chwilowo nieczynnego – ale wkrótce odtworzonego, zwłaszcza pod kątem przywrócenia infrastruktury – obozu w Auszwicu, gdzie zaszczytną służbę wartowniczą mógłby objąć zasłużony i zmotywowany ideowo batalion “Azow”. W ten oto sposób nie tylko tubylcza scena polityczna zostałaby przygotowana do bezbolesnego przekształcenia naszego nieszczęśliwego kraju w Generalną Gubernię, ale również nasz mniej wartościowy naród tubylczy mógłby zostać pogodzony z losem. A gdyby tak jeszcze bezcenny Izrael przypomniał sobie o ustawie 447 i przystąpił do operacji egzekwowania “roszczeń” z resztówki, jaka pozostałaby zarówno po “sprawiedliwym pokoju”, jak i dokończeniu procesu zjednoczenia Niemiec według granicy z 1937 roku, to któż ośmieliłby się pisnąć chociaż słówko protestu – oczywiście spośród tych, którzy pozostawaliby jeszcze na wolności? O naszej niezwyciężonej armii nawet nie wspominam, bo ostatnie zwycięstwo odniosła ona 13 grudnia 1981 roku i od tamtej pory stoi z bronią u nogi na nieubłaganym gruncie ustroju i sojuszów – jak było i za pierwszej komuny.
Stanisław Michalkiewicz
































































