Muszę przyznać, że takich mistrzostw świata w piłce nożnej nie spodziewałem się. Oczywiście mówię tylko po 10 dniach rozgrywek.

Zacznę od reprezentacji Kanady, bo w końcu tylko jej kibicuję.
Pierwszy mecz w Toronto był pokazem tremy w pierwszej połowie i jej przełamania – w drugiej.

Remis w inauguracyjnym meczu w obecności wymagającej publiczności Toronto trzeba uważać za sukces. W końcu Bośnia i Hercegowina to bardzo porządny przeciwnik.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Drugi mecz chyba wszystkich zaskoczył.6:0 Katarem to wynik z najśmielszych marzeń. Reprezentacja Kanady wprawdzie na papierze była lepsza, ale po to gramy mecze turniejowe, żeby akurat takim przewidywaniom zaprzeczyć.
Oczywiście – dwie czerwone kartki pokazane zawodnikom Kataru pomogły, ale nie pomogły Kanadyjczykowi Ismaëlowi Koné zapobiec złamaniu obu kości podudzia. Brutalny faul Katarczyka Assim Madibo aż do dzisiaj przywołuje mi dreszcze.

Wygląda na to, że już wszystkie drużyny gospodarzy zakwalifikowały się do finałowych rozgrywek po wyjściu z grup. Kanada jeszcze nie na 100%, ale tylko jakieś trzęsienie ziemi może temu zapobiec.

Reprezentacja Niemiec wygrała oba początkowe mecze i wyszła z grupy na pierwszym miejscu.

Pokonała Curaçao 7:1 i Wybrzeże Kości Słoniowej 2:1 (goal w ostatniej minucie).
Wprawdzie zwycięstwa się liczą, ale sama forma niekoniecznie przekonuje.
Trochę o trenerach.

Trenerem Curaçao jest znakomity holenderski trener Dick Advocaat.

Lata swoje już ma, bo przekroczył 78, ale energią błyszczy.

W swojej długiej karierze trenerskiej pracował wszędzie, na najwyższym poziomie i zawsze skutecznie.
Ktoś może powiedzieć, że jest cudotwórcą, jednak przypomnę, że Curaçao należy do Królestwa Holandii i Holendrzy, niekoniecznie z samej wyspy, mogą tę wyspę reprezentować.

I tak aż 25 z 26 zawodników reprezentujących Curaçao urodziło się w Holandii, gdzie mieszkają i grają w ligach holenderskich i innych europejskich.

Tylko jeden Tahith Chong urodził się na tej karaibskiej wyspie.

Inny przypadek – z przeciwnego bieguna.

Tunezyjski trener reprezentacji Sabri Lamouchi został zwolniony zaraz po pierwszym meczu, kiedy to reprezentacja przegrała ze Szwecją 5:1. Z tą samą Szwecją, która nie wpuściła Polski na te mistrzostwa.

Jak to zwykle bywa, prawda ma dwa dna.

Trener był skłócony z federacją i kilkoma ważnymi zawodnikami, więc, znów, jak to zwykle bywa, zawodnicy celowo przegrali, aby trenera zwolnić.

Federacja zatrudniła natychmiast innego doświadczonego trenera Herve Renarda, który przegrał z Japończykami 4:0.
Pewnie zawodnicy też go nie chcieli, bo oglądałem mecz i widziałem ich niechęć do walki.
Zobaczymy, jak długo ten stołek zagrzeje.

Ciekawostką jest sytuacja trenerska w zespole niemieckim.

Po dwóch ostatnich mundialowych niewypałach kadrę objął Julian Nagelsmann.

Jest on najmłodszym trenerem na mistrzostwach, ale z obserwacji jego zachowania i analiz wywiadów – chyba najbardziej zadufanym w sobie.

Jak już wspomniałem, Niemcy wygrali z Curaçao aż 7:1 i bardzo ten wynik świętowali.

W drugim meczu ledwo wygrali. W ostatniej minucie strzelili zwykłą bramkę reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej. Też świętowali w najlepsze, ale ich kapitan Joshua Kimmich z wyraźną troską wyrażał się o przyszłości.
Moim zdaniem daleko im do świetności zespołu sprzed 10 lat.

Mistrzostwa w pełnym tempie. Są ciekawe i, jak na razie, bez zgrzytów.

Tak trzymać!

www.bogdanpoprawski.com