Rząd liberalny i premier Mark Carney regularnie podkreślają rekordowy napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI) do Kanady. W 2025 roku wyniósł on 96,8 mld dolarów kanadyjskich – najwyższy poziom od 2007 roku i wyraźnie więcej niż 86,6 mld w 2024. Liczba brzmi imponująco i jest wykorzystywana jako dowód atrakcyjności kanadyjskiej gospodarki. Krytycy twierdzą jednak, że pod powierzchnią tych danych kryje się zupełnie inny obraz.

Według oficjalnych danych Statistics Canada i analiz ekonomicznych (m.in. TD Economics), głównym motorem wzrostu FDI w 2025 roku były fuzje i przejęcia (M&A). W samym 2025 roku transakcje M&A wyniosły około 43,6 mld dolarów. W 2024 roku, gdy napływ FDI sięgnął 85,5 mld, fuzje i przejęcia stanowiły aż 49 proc. całości (41,9 mld), reinwestowane zyski – 28,4 proc., a pozostałe przepływy, w tym inwestycje typu greenfield (nowe fabryki, nowe zakłady od zera) – zaledwie 22,6 proc.

Komentatorzy zwracają uwagę, że kupno już istniejących kanadyjskich firm przez zagraniczne podmioty nie tworzy w praktyce nowych mocy produkcyjnych ani nowych miejsc pracy w takim stopniu, jak inwestycje greenfield. Często dochodzi do sytuacji, w której budynki i maszyny pozostają te same, a po przejęciu następuje redukcja zatrudnienia. Zyski natomiast w większym stopniu mogą być transferowane za granicę do nowego właściciela.

W mediach społecznościowych i wśród komentatorów ekonomicznych pojawia się teza, że rząd celebruje agregatową liczbę FDI, podczas gdy znaczna część tej „inwestycji” to w rzeczywistości sprzedaż już istniejących kanadyjskich aktywów. Określenie „wyprzedaż kraju kawałek po kawałku” pojawia się w dyskusjach krytycznych wobec narracji liberalnej.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Dane oficjalne potwierdzają, że M&A pozostają dominującym elementem napływu kapitału. Sektorami, które przyciągnęły najwięcej środków w 2025 roku, były handel i transport, zarządzanie spółkami oraz przemysł wytwórczy – właśnie w dużej mierze dzięki przejęciom. Stany Zjednoczone nadal są głównym źródłem tych środków.

Rząd i zwolennicy polityki inwestycyjnej argumentują, że nawet przejęcia świadczą o zaufaniu inwestorów do kanadyjskiej gospodarki i stabilności instytucjonalnej, a reinwestowane zyski pokazują, że zagraniczne firmy decydują się zostawiać kapitał w kraju. Krytycy odpowiadają, że bez wyraźnego wzrostu prawdziwych inwestycji greenfield (nowych zakładów i infrastruktury) Kanada ryzykuje utratę kontroli nad strategicznymi aktywami przy jednoczesnym ograniczeniu realnego wzrostu produktywności i miejsc pracy.

Sprawa pokazuje, jak ważna jest nie tylko sama wielkość napływu kapitału, ale jego struktura. Rekordowa liczba 96,8 mld dolarów może być jednocześnie dowodem zainteresowania Kanadą i sygnałem ostrzegawczym dotyczącym charakteru tego zainteresowania.