Po przedstawieniu ogromu zniszczeń skarbca polskiej myśli twórczej dokonanych przez Niemców w części pierwszej tego cyklu oraz zaprezentowaniu – jakże krótkiej! – listy tułaczych losów nielicznych dzieł, które powróciły na łono ojczyzny w części drugiej, pora na zestawienie zrabowanych skarbów, które do dziś pozostają nieodzyskane. Ich lista wciąż liczy tysiące pozycji, a wciąż dopisują się do niej nowe rozdziały.
Historycy często mówią, że największą stratą Polski nie były pojedyncze obrazy, lecz całe kolekcje. Gdy ginie jeden obraz, pozostaje po nim fotografia. Gdy ginie kolekcja licząca kilkaset dzieł, przepada również historia jej powstawania, układ, kontekst i świadectwo epoki.
Lista dzieł, które wróciły, była – jak ukazałam w poprzednim, drugim odcinku felietonu – krótka. Ale lista tych, które nadal pozostają na emigracji lub zaginęły bez śladu, liczy tysiące pozycji. Być może część z nich wisi dziś na ścianach prywatnych niemieckich rezydencji, spoczywa w muzealnych magazynach albo czeka na odkrycie. Każde odzyskane dzieło przypomina jednak, że nawet po dziesiątkach lat historia grabieży dokonanej przez Niemców nie została jeszcze zamknięta.
A oto lista tych utraconych bogactw:
-
Archiwa i dokumenty państwowe Akta królewskie, rękopisy, dokumentacja państwowa. Przykładem są zbiory Archiwum Akt Dawnych – dokumenty zrabowane jeszcze w czasie zaborów przez władze carskie i wywiezione do Petersburga, a stamtąd ponownie dotknięte grabieżą przez Niemców w czasie wojny. Choć ostatnio wróciły 73 rękopisy pergaminowe (o czym była mowa w części II), tysiące z nich nadal znajdują się poza Polską albo zaginęły.
-
Biblioteki Ponad 70% zasobu bibliotek polskich zostało zniszczonych lub zrabowanych. Grabież objęła Bibliotekę Narodową (80% jej zasobu Niemcy zniszczyli w Powstaniu Warszawskim), biblioteki kościelne, klasztorne (benedyktynów, dominikanów, paulinów) i akademickie. Biblioteka Załuskich – najstarsza i największa publiczna biblioteka narodowa w Europie – ogromna część jej zbiorów została rozproszona już wcześniej przez Rosję, ale podczas II wojny światowej Niemcy spalili kolejne setki tysięcy książek i rękopisów. Utrata tych zbiorów to jedna z największych strat polskiego piśmiennictwa.
Szczególnym atakiem rabunkowym niemieckich okupantów poddana była Biblioteka Seminaryjna w Płocku, która przed drugą wojną światową posiadała jedną z najcenniejszych kolekcji starych ksiąg w Polsce. Zbiory te zostały w 1941 roku wywiezione przez Niemców do Królewca. Stamtąd ewakuowano je do innych miast, m.in. do Getyngi, gdzie część z nich przetrwała w zasobach instytucji naukowych. Los większości zaginionych dzieł Biblioteki Płockiej pozostaje do dziś nieznany.
Za rozproszone i zaginione uważa się też fragmenty średniowiecznego rękopisu „Kodeksu Supraskiego”, skradzione z Biblioteki Narodowej w Warszawie, która była ze szczególną furią niszczona przez Niemców w ramach zemsty za wybuch Powstania Warszawskiego.
-
Zabytki sakralne Monstrancje, kielichy, relikwiarze, ornaty, stare księgi, rzemiosło złotnicze, starodruki, skarbiec na Wawelu, wyposażenie kościołów warszawskich, lwowskich i poznańskich. Wiele z tych bezcennych obiektów sztuki sakralnej zostało wywiezionych lub zniszczonych; część znajduje się dziś w prywatnych niemieckich kolekcjach lub pozostaje nieznana.
-
Dzieła sztuki malarskiej
„Portret młodzieńca” Rafaela należał do kolekcji Czartoryskich w Krakowie. Jego wartość szacuje się dziś na setki milionów dolarów (choć w rzeczywistości, jako jedno z najwybitniejszych dzieł renesansu, w przypadku odnalezienia mógłby osiągnąć na aukcjach kwotę wielokrotnie wyższą). Jest to najbardziej poszukiwany obraz świata. Został skonfiskowany w 1939 roku z kolekcji książąt Czartoryskich w Krakowie i trafił do rezydencji Hansa Franka, generalnego gubernatora okupowanej Polski. W 1945 roku Frank uciekł z Polski przed Armią Czerwoną i obraz zniknął. Do tej pory nie trafiono na jego ślad. Jest poszukiwany przez Interpol i polskie Ministerstwo Kultury.
„Madonna pod jodłami” – dzieło włoskiego renesansu zdradzające manierystyczne inspiracje. Historia tego obrazu jest niezwykła. Został zrabowany z Wrocławia. Przez dziesięciolecia uważano go za zaginiony. Odnalazł się w prywatnej kolekcji. To akurat przykład szczęśliwy, bo wrócił do Polski w 2012 roku, ale przez wiele lat był symbolem zaginionych dzieł.
Ofiarą rabunku padła też przebogata i cenna kolekcja Czartoryskich. To nie tylko Rafael – zginęły stamtąd również renesansowe miniatury, rękopisy, grafiki, cenne wyroby złotnicze i militaria.
Oczywiście Niemcy nie szczędzili także kolekcji prywatnych możnych rodów polskich. Obrazy tego pochodzenia pojawiają się czasem na aukcjach w Niemczech, Austrii, Szwajcarii czy USA. Skradzione dzieła sztuki pochodzą z majątków Potockich, Lubomirskich, Radziwiłłów, Tarnowskich i Zamoyskich.
A także – o czym się mało mówi – ofiarą barbarzyńskiej chciwości Niemców padły obiekty kościelne: ołtarze, kielichy i relikwiarze. Niemcy wywieźli tysiące kielichów, monstrancji, gotyckich rzeźb i dzwonów kościelnych. Nic z tego nie wróciło.
-
Nieodnaleziony jest też rabunek dóbr kultury z Zamku Królewskiego na Wawelu. Zniknęły portrety królów, np. portret Fryderyka Augusta I. Tylko część z nich wróciła, wiele pozostaje nieodnalezionych. Ten rabunek był jednym z najważniejszych. Niemcy przejęli całe wyposażenie zamku i cały skarbiec – zrabowali meble, wyroby złotnicze, królewskie insygnia, obrazy, rzeźby, elementy wystroju wnętrz oraz drogocenne arrasy. Do dziś pozostaje to wszystko nieobecne na polskiej ziemi.
-
I jest jeszcze „Złoty Pociąg” – to brzmi jak sensacja, dlatego przedstawiam go na zakończenie tej listy. Jest to symbol niewyjaśnionych strat polskiego dziedzictwa kulturowego z okresu wojny. Informacja o „Złotym Pociągu” jest okryta nimbem tajemnicy, wybucha i cichnie, krąży zwłaszcza wśród mieszkańców Dolnego Śląska. W latach PRL-u była tajemnicą poliszynela – mówiono o tym w kręgach wojska, milicji i kolejarzy; władze nie nagłaśniały sprawy. Po upadku komunizmu mówiła już o „Złotym Pociągu” cała Polska. Powstała więc legenda; obecnie temat wraca okazjonalnie, pojawiają się kolejne próby poszukiwań, ale jak dotąd nie znaleziono dowodów na istnienie takiego pociągu pełnego drogocennych skarbów.
Legenda ta dotyczy rzekomego niemieckiego składu pancernego z końca 1944–1945 roku, który miał wyjechać z Wrocławia w kierunku Wałbrzycha, przewożąc nawet kilkanaście wagonów ze złotem, dziełami sztuki i innymi dobrami zrabowanymi na okupowanych ziemiach polskich. Według relacji świadków i późniejszych hipotez pociąg miał zostać ukryty w podziemnym tunelu w rejonie Gór Sowich lub kompleksu Riese, a wejście do niego zniszczono lub zasypano. Mimo licznych poszukiwań – szczególnie głośnych w 2015 roku – nie znaleziono żadnych dowodów potwierdzających istnienie transportu. Sama historia wpisuje się jednak w udokumentowaną praktykę III Rzeszy polegającą na masowym rabunku i ukrywaniu zagrabionych dóbr.
Ten rabunek skarbów kultury polskiej dokonany przez Niemców miał charakter systemowy – był zaplanowany, masowy, połączony z eksterminacją i miał jasny cel: zniszczyć polską tożsamość narodową. Mimo wieloletnich działań restytucyjnych znaczna część tych strat pozostaje nieodwracalna i wiele zrabowanych dzieł do dziś nie zostało odnalezionych ani zwróconych Polsce.
Do dziś nierozstrzygniętą kwestią pozostaje także problem pełnych odszkodowań dla Polski za zniszczenia – w tym za masową grabież dóbr kultury. W tym kontekście kwestia restytucji oraz odszkodowań pozostaje ważnym elementem debaty historycznej, prawnej i politycznej, nierozwiązanym do dziś.
Te pełne goryczy i niepokoju słowa kończą moje spotkanie z czytelnikami. Pozostawiam Was w niepewności co do niewyjaśnionych strat polskiego dziedzictwa kulturowego, którego restytucja w aktualnie trwającej polityce w Polsce stoi pod znakiem zapytania. Nie bezpodstawne wydają się podejrzenia, że jako odszkodowania za ten rabunek Niemcy postawią następny głaz przed budynkiem Reichstagu – tak jak to się zdarzyło przed rokiem…
Maria Legieć

































































