Ostatnie dni lipca 2026 r. pokazały, jak szybko eskaluje konflikt handlowy między Unią Europejską a Chinami. W odpowiedzi na 21. pakiet sankcji Brukseli wobec Rosji, który objął 14 chińskich i hongkońskich firm, Pekin niemal natychmiast wpisał na swoją listę kontroli eksportu 14 europejskich podmiotów. Zakaz dotyczy towarów podwójnego zastosowania – technologii, oprogramowania i materiałów, które mogą mieć zarówno cywilne, jak i wojskowe zastosowanie.
Chińska lista jest znacznie bardziej dotkliwa niż unijna. Bruksela celowo wybrała mało znane firmy handlowe i spedycyjne, aby ograniczyć ryzyko odwetu. Pekin poszedł w przeciwnym kierunku – na liście znalazł się m.in. największy europejski koncern zbrojeniowy Rheinmetall, a także dwa polskie podmioty: spółka Vigo Photonics z Ożarowa Mazowieckiego (specjalizująca się w detektorach podczerwieni i fotonice) oraz Politechnika Wrocławska. Chińskie restrykcje mają charakter eksterytorialny – zakazują nie tylko bezpośredniego eksportu z Chin, ale także dostarczania chińskich materiałów przez pośredników z innych krajów.
Według unijnych urzędników, cytowanych przez South China Morning Post, Chińczycy „przez lata dużo szczekali, ale nie gryźli. Tym razem prawie nie szczekali, tylko ugryźli”. Decyzja Pekinu zapadła w mniej niż 24 godziny po unijnym pakiecie, a Bruksela dostała zaledwie godzinę ostrzeżenia.
Nie tylko sankcje za Rosję
W Brukseli panuje przekonanie, że chiński odwet ma mniej wspólnego z sankcjami za wojnę na Ukrainie, a znacznie więcej z szerszą wojną handlową. Komisja Europejska wyznaczyła październik 2026 r. jako termin, w którym Pekin ma przedstawić konkretne ustępstwa w sprawie dostępu do rynku, subsydiów państwowych i nadprodukcji przemysłowej. Jeśli postępów nie będzie – a nikt w Brukseli nie spodziewa się wielkich przełomów – Unia zapowiada zdecydowane działania ochronne.
Chiny po udanym wykorzystaniu dominacji w rzadkich ziemiach przeciwko Stanom Zjednoczonym w ubiegłym roku ponownie stosują strategię „dominacji eskalacyjnej”. Chodzi o to, by na każdym etapie konfliktu być gotowym do mocniejszego uderzenia niż przeciwnik. Unia natomiast zachowuje się ostrożnie. Wstrzymano nawet część dochodzeń w sprawie nieuczciwego handlu w sektorze chemicznym, by nie psuć atmosfery negocjacji. Komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič uspokaja biznes, że Bruksela nie będzie „dolewać oliwy do ognia” przed październikiem.
Co to oznacza dla Europy?
Analitycy ostrzegają, że Europa jest w gorszej pozycji. „Jesteśmy ugotowani” – powiedziała Alicia García-Herrero z think tanku Bruegel. Unia przedkłada dialog nad natychmiastową obronę własnego przemysłu, podczas gdy Chiny nie mają podobnych wewnętrznych ograniczeń i bez wahania uderzają w najbardziej widoczne europejskie nazwy.
Dla Polski wpisanie na listę Vigo Photonics i Politechniki Wrocławskiej jest sygnałem, że Pekin nie waha się celować także w podmioty związane z technologiami podwójnego zastosowania i badaniami. W tle toczy się szersza gra o przyszłość europejskiego przemysłu – od zbrojeniówki, przez chemię, po elektromobilność – wobec chińskiej nadprodukcji i rosnącego deficytu handlowego UE z Chinami, który w 2025 r. sięgał już około miliarda euro dziennie.
Negocjacje trwają. W sierpniu kontynuowane będą rozmowy robocze, we wrześniu do Pekinu ma pojechać zastępca dyrektora generalnego Komisji Denis Redonnet, a na początku października sam Šefčovič. Październikowy szczyt liderów UE ma być momentem prawdy. Pytanie, czy europejska strategia „najpierw dialog” wytrzyma kontakt z chińską gotowością do eskalacji.
Pekin pokazał, że potrafi szybko i precyzyjnie uderzyć we wrażliwe punkty. Bruksela na razie testuje granice swojej powściągliwości. Jesienią okaże się, czy ta powściągliwość jest siłą, czy słabością.


































































