Federer pojawił się na historycznym Horseshoe Court już nie jako zawodnik przygotowujący się do kolejnego meczu. Tym razem nie było rankingu, przeciwnika ani kolejnego celu do osiągnięcia. Było podsumowanie kariery.
I emocje.
45-letni Szwajcar, który zakończył zawodową karierę w 2022 roku, kilkakrotnie przerywał swoje przemówienie, próbując opanować wzruszenie. Już pierwsze chwile na scenie pokazały, że będzie to dla niego wyjątkowy wieczór. Federer został przedstawiony przez swoją żonę, Mirkę, a jej słowa szybko doprowadziły go do łez.
— To jedno z największych wyróżnień w moim życiu — powiedział Federer.
I choć jego kariera jest opisana liczbami, tym razem liczby nie były najważniejsze.
20 tytułów wielkoszlemowych. 103 zwycięstwa w turniejach ATP. 310 tygodni na pierwszym miejscu światowego rankingu. Osiem triumfów na Wimbledonie, pięć na US Open, sześć w Australian Open i zwycięstwo w Roland Garros, które w 2009 roku dało mu Wielkiego Szlema.
To wszystko jest już historią.
Federer mówił natomiast przede wszystkim o ludziach, którzy tę historię razem z nim tworzyli — rodzinie, trenerach, rywalach, przyjaciołach, kibicach i wszystkich, którzy pojawili się na jego drodze. W pewnym momencie powiedział, że Hall of Fame jest dla niego nie tyle końcem, ile kolejnym rozdziałem jego relacji z tenisem. Jego „list miłosny do tenisa” — jak określił swoją więź ze sportem — ktory on w dalszym ciagu pisze
To właśnie było chyba najbardziej charakterystyczne dla całego wieczoru. Federer nie musiał udowadniac ze jest jednym z najlepszych zawodnikow w historii tenisa. I jednym z najbardziej szanowanych i lubianych. Zamiast tego mówił o tym, dlaczego tenis był dla niego tak ważny.
O ludziach. O relacjach. O radości z gry.
I o tym, że sport powinien być czymś więcej niż tylko wynikiem i zapisem w mediach.
Federer, który pozostał Federerem
W Newport można było odnieść wrażenie, że Federer po raz pierwszy od bardzo dawna ma możliwość spojrzenia na swoją karierę z dystansu. Przez większość zawodowego życia jego uwaga skierowana była do przodu. Następny turniej. Następny mecz. Następny przeciwnik. Teraz mógł spojrzeć wstecz. I zobaczyć nie tylko trofea.
Zobaczyć ludzi. Właśnie dlatego jego przemówienie było znacznie bardziej osobiste niż typowa ceremonia sportowa. Federer żartował, wspominał, wzruszał się i kilka razy musiał zatrzymać się, żeby odzyskać głos.
W Newport nie było już potrzeby tworzenia legendy. Legenda mowila ze sceny..
Mary Carillo — druga bohaterka wieczoru
W cieniu Federera łatwo było zapomnieć, że tego samego wieczoru do Hall of Fame została wprowadzona także Mary Carillo. Jej droga jest zupełnie inna.
Była zawodową tenisistką. ktorej najwiekszym osiagnieciem bylo wygranie turnieju Rolanda Garrosa w mixscie razem z Johnem MacEnroe, a później stworzyła jedną z najbardziej charakterystycznych karier dziennikarskich w amerykańskim sporcie. Po zakończeniu gry znalazła dla siebie nowe miejsce w świecie tenisa — tym razem za mikrofonem.
I właśnie dlatego jej obecność w Newport była ważnym przypomnieniem, że sportowa kariera nie zawsze kończy się wraz z ostatnim meczem. Czasami dopiero wtedy zaczyna się jej drugi rozdział.
Carillo podczas weekendu przywołała również słowa Arthura Schopenhauera:
„Talent osiaga cele, których nikt inny nie potrafi osiągnąć. Geniusz osiaga cele, których nikt inny nawet nie widzi.”
Trudno było nie pomyśleć o Federerze. Bo jego wielkość nie polegała wyłącznie na tym, że potrafił zrobić coś lepiej od innych.
Czasami wydawało się, że widział na korcie możliwości, których inni jeszcze nie dostrzegali.
Newport — wyjątkowe miejsce dla wyjątkowego momentu
Dla kogoś, kto od lat obserwuje tenis z aparatem fotograficznym i notatnikiem, Newport jest miejscem szczególnym. Historia jest tutaj niemal fizycznie obecna. Na tych kortach spotykają się przeszłość i teraźniejszość tenisa. Legendy, byli zawodnicy, dziennikarze, kibice i ludzie, którzy przez dziesięciolecia tworzyli ten sport.
W ten weekend było ich wyjątkowo wielu. Federer nie był jedyną wielką postacią, która pojawiła się w Newport. Była Mary Carillo. Była Lindsey Vonn. Byli dawni mistrzowie i członkowie Hall of Fame. Przez kilka godzin można było mieć wrażenie, że tenis i sport w ogóle stworzyły własny, niewielki świat.
A jednak najważniejsza chwila należała do człowieka, który przez ponad 20 lat był jednym z jego największych bohaterów. Roger Federer został członkiem International Tennis Hall of Fame.
I kiedy wieczorem kończyło się jego przemówienie, nie było wątpliwości, że był to moment, który zapamięta nie tylko on. Zapamięta go także tenis. Federer wszedł do Hall of Fame juz w chwili obecnej jako legenda.
Ale Newport pokazało coś jeszcze. Że po zakończeniu kariery można zostać w tenisie nie tylko dzięki rekordom.
Można zostać dzięki ludziom, których spotkało się po drodze. I dzięki miłości do sportu. Federer powiedział, że jego historia z tenisem jeszcze się nie skończyła. W Newport trudno było mu nie uwierzyć.
Piotr Figura
































































