OTTAWA / TORONTO — Jeśli ktoś chce zostać twórcą wiralowych filmów, nie powinien brać lekcji od rządu federalnego Kanady. Tak przynajmniej wynika z najnowszego przeglądu wydatków, który kanadyjska organizacja Canadian Taxpayers Federation (CTF) opublikowała w cyklu Taxpayer Waste Watch.

Zdaniem CTF agencje federalne pozbawiły podatników   milionów dolarów na produkcję filmów, które na YouTube ogląda garstka ludzi. Część klipów — według federacji — kosztowała w przeliczeniu setki dolarów za pojedyncze wyświetlenie.

  CTF, sprawdziło też reklamy prowincyjnego monopolu alkoholowego, który miał wydać setki tysięcy dolarów na influencerów, mimo braku konkurencji na półkach.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Kanały rządowe na YouTube często mają znikomą oglądalność.

CTF wskazuje na klip agencji Invest in Canada promujący inwestycję norweskiej firmy Vianode w Kanadzie. Według federacji produkcja kosztowała podatników 3500 dolarów kanadyjskich i miała…. 11 wyświetleń — około 320 dolarów za odsłonę.

Sama inwestycja jest realna i duża. Vianode, producent syntetycznego grafitu do baterii, ogłosiła budowę zakładu w St. Thomas w Ontario o wartości 3,2 mld CAD. Prowincja zapowiedziała pożyczkę do 670 mln CAD; federalne instytucje finansowe sygnalizowały dodatkowe wsparcie. Chodzi o materiał  dziś w większości importowany z Chin.

Promocja tej inwestycji w sieci wygląda jednak skromnie. Kanał Invest in Canada na YouTube ma zaledwie ok. 2,3 tys. subskrybentów. W zestawieniach filmów widać m.in. materiał „Vianode’s Investment in Canada” z rzędu kilkudziesięciu odsłon — rządowa maszyna komunikacyjna nie zamienia tu budżetu w zasięg.

To nie jedyny przykład. CTF podaje, że w marcu 2026 r. rząd wydał 11 tys. CAD na dwuminutowy film z corocznej gali Prime Minister’s Awards. Materiał miał 339 wyświetleń. Privy Council Office — biuro obsługujące premiera — zatrudnia według CTF 1121 osób. Wniosek federacji jest oczyiwsty nawet  urzędnicy najbliżsi premierowi Markowi Carneyowi nie oglądają „swoich” filmów.

Osobny przypadek: film, w którym dwie osoby opowiadają, jak „akceptacja tożsamości Two Spirit prowadziła do wzajemnego uzdrowienia”. Koszt według CTF: 43 801 CAD. Odsłony: 102. To około 429 dolarów za jedno wyświetlenie.

Łącznie — pisze CTF — rząd federalny wydał w roku budżetowym 2025–26 ponad 6 mln CAD na produkcję 61 godzin materiałów wideo. Średnio 1684 CAD za minutę. Niektóre produkcje miały kosztować niemal 30 tys. CAD za minutę.

Najdroższy przykład, jaki podaje federacja, dotyczy ministerstwa Crown-Indigenous Relations and Northern Affairs Canada (CIRNAC). Departament miał wydać 286 030 CAD na cykl „Sharing the Journey” — pięć filmów o pojednaniu. Cała seria trwa 9 minut i 37 sekund, czyli według wyliczenia CTF 29 743 CAD za minutę.

Seria istnieje. Na rządowym kanale GCIndigenous na YouTube można znaleźć odcinki m.in. o tradycjach Métis, samostanowieniu na Yukonie czy zachowaniu języka inuktut. Poszczególne odcinki zbierają od kilkuset do około 1,2 tys. wyświetleń — to więcej niż „11 odsłon”, ale nadal niewiele wobec budżetu, jaki CTF przypisuje produkcji.

Ten sam resort — według CTF — wydał 41 424 CAD na trzy minuty filmu, w którym pracownik opowiada o swojej pracy i wędkowaniu. Producent współpracujący z federacją oszacował, że analogiczny materiał, wliczając podróż, dałoby się zrobić za mniej niż połowę tej kwoty. Serię o pojednaniu CTF wyceniła u swojego wykonawcy na około jedną siódmą rządowego kosztu.

Health Canada też trafił na listę. Jeden film tłumaczy, jak jeść jajka po dacie ważności. Inny zachęca Kanadyjczyków, by „zadzwonili do przyjaciela”, „włączyli ulubioną piosenkę i zatańczyli” albo „się rozciągnęli”, gdy są zestresowani. Komentarz CTF: po zobaczeniu rachunku podatnicy mogą potrzebować tej ostatniej rady.

YouTube karze słabą dystrybucję. Klip wrzucony na kanał z 2 tysiącami subskrybentów, bez kampanii, bez algorytmu, bez realnej publiczności, umiera cicho — niezależnie od tego, czy temat jest ważny. Tymczasem stawki, które podaje CTF (setki dolarów za odsłonę), są o rząd wielkości wyższe niż koszty typowej komercyjnej produkcji internetowej. Nawet jeśli część budżetu pokrywa prawa, tłumaczenia, dostępność i procedury zamówień publicznych, rozziew między kosztem a zasięgiem pozostaje trudny do obrony.

Kanada nie jest jedynym krajem, w którym urzędy robią drogie filmy o małej oglądalności. Tu jednak zderzają się trzy rzeczy naraz: napięty budżet federalny i rosnący dług, rozbudowana komunikacja polityczna premiera Carney’a oraz łatwość, z jaką YouTube pokazuje twarde liczby — 11, 102, 339 wyświetleń. A podatnik płaci i za kamerę, i za ciszę po drugiej stronie ekranu.