Kiedyś Angeli Merkel wymknęło się, że pierwszymi ofiarami nazizmu byli Niemcy. W oczywisty sposób jest to śmieszne, ponieważ Niemcy gremialnie poparli Hitlera, a on doszedł do władzy demokratycznie, wybrany przez swoich ziomków. Partia NSDAP cieszyła się w Niemczech wprost entuzjastycznym poparciem, a gdy udało jej się zrealizować zapowiedziane reformy gospodarcze, budować autostrady i zapewniać robotnikom letni wypoczynek, ekstazie nie było końca. Z tą ekstazą Niemcy poszli w bój. Oczywiście po to, by szerzyć pokój i samo dobro na ziemi…
W przypadku Rosji i bolszewizmu sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Rosjanie nie poparli gremialnie bolszewików, a system został im narzucony przez garstkę rewolucjonistów w wojennym chaosie. Jak to wielu Rosjan podkreśla, bolszewicy tylko w części byli Rosjanami; było wśród nich bardzo dużo Żydów, Łotyszy, Polaków, a walczyły jednostki chińskie, fińskie i kogo tam jeszcze diabeł nie znalazł w przepastnych czeluściach rosyjskiego imperium. Sowietolog Paweł Wieczorkiewicz ujął to tak : Lenin mógł  powierzyć terror Dzierżyńskiemu, bo Polak nie miał zahamowań przed krwią rosyjskiego społeczeństwa.
Przeciwko bolszewizmowi zaś walczyło wielu Rosjan pod wodzą Wrangla czy Denikina. Niestety nie udało im się pokonać Lenina i jego kumpli, po części za sprawą Piłsudskiego, który podczas wojny bolszewiskiej uznał, że jedni i drudzy to gówno.
Dzisiaj Rosjanie, a zwłaszcza administracja kremlowska, lubią przyznawać się do spuścizny Związku Radzieckiego. To Związek Radziecki sprawił, że Rosja stała się supermocarstwem atomowym. To wygrana Związku Radzieckiego w II wojnie światowej ukształtowała świat, jaki znamy dzisiaj i który rozpada się na naszych oczach. Ale trudno nie przyznać racji tym, którzy uważają, że bolszewicy wymordowali najwięcej Rosjan w historii. Ofiary bolszewizmu to nie tylko Polacy i inne narodowości, lecz przede wszystkim Rosjanie, których mordowano w dziesiątkach milionów. Ta wyrwa społeczna jest w Rosji zauważalna pokoleniowo, demograficznie, ale przede wszystkim kulturowo.
Mówię o tym dlatego, że kilka dni temu z Moskwy wrócił Janusz Korwin-Mikke. Nie wiem dokładnie, co tam robił; podobno nie wiodło mu się, bo „wizytował” tamtejsze szpitale. Wizyta spotkała się z odsądzeniem go od czci i wiary przez naszych głównych rusofobów, którzy za przeciwników Polski uznają wszystkich odmawiających udziału w antyrosyjskich seansach nienawiści.
Jakiś czas temu oglądałem wystąpienie Korwina-Mikkego w programie propagandowym rosyjskiej telewizji, w którym po rosyjsku poprawnie choć z dużym akcentem wykładał Rosjanom polskie racje – to, czego nie chcą słyszeć, a także to, że nie powinni odwoływać się do bolszewizmu, ponieważ to on zadał Rosji niepowetowane straty i wykończył rosyjskie elity. Można Korwina krytykować go za wiele rzeczy, ale nie można mu odmówić jednego – odwagi cywilnej. W dzisiejszym świecie potrzebujemy jej jak na lekarstwo. Nasze dzieci są tresowane do tego, żeby nie były cywilnie odważne, nie podważały obowiązujących kanonów oraz nie kwestionowały stereotypów narzucanych przez politycznie poprawnych agitatorów. Tymczasem człowiek powinien myśleć samodzielnie. Jest mu to do szczęścia niezbędnie potrzebne
To, co dzisiaj nam się robi, to operacja psychologiczna, która ma w większości społeczeństwa wzbudzić nienawiść nie tylko do państwa rosyjskiego, Putina, ale do Rosjan jako takich. Jest to coś obrzydliwego. Polska miała skomplikowaną historię. Doznaliśmy wielu krzywd od Rosjan, od Niemców, od innych narodów, od systemów totalitarnych i ideologii. Co nie znaczy, że nie możemy kształtować naszych współczesnych stosunków w oparciu o bieżące interesy.
Jest oczywiste, że nie możemy oddawać się w ramiona Rosjan ani wisieć u ich klamki. No ale dziś wisimy u klamki Amerykanów i europejskich elit, i jakoś  Polakom nie przeszkadza, że ktoś obcy nimi kieruje. Gdyby Polska była Polską, powinna mieć silną armię oraz rząd prowadzący politykę w obronie interesu Polaków i ich rodzin. Interesy Polski i Rosji wcale nie są całkowicie sprzeczne,  można je uzgadniać, tym bardziej że świat szuka nowej równowagi i tworzą się nowe układanki. Wcale nie jest powiedziane, że krajem bardziej zagrażającym interesom Polaków, będzie Ukraina w sojuszu z Niemcami. Czy wówczas sojusz z Białorusią czy Rosją nie wyglądałby sensownie?
Jesteśmy w mentalu, który powstał dekady temu. Politycy, którzy rządzą Polską – ale nie tylko Polską – stosują klisze sprzed kilku czy kilkunastu lat, tymczasem rzeczywistość jest bardzo płynna. Władze na Kremlu prowadzą rozsądną politykę; można z nimi rozmawiać. Robią to Amerykanie ponad naszymi głowami, a  Polska eskaluje te stosunki zupełnie po nic.
Grzegorz Braun od dłuższego czasu powtarza, że Polsce potrzebna jest niepodległość. Dopiero gdy pozbędziemy się ludzi realizujących w Warszawie obce interesy, będziemy mogli racjonalnie kształtować polską politykę.
Andrzej Kumor
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU