Współ­cze­śni naukow­cy wypo­wia­da­ją się na temat tego, co wyda­je się im, że wie­dzą, by na tej pod­sta­wie for­mu­ło­wać wnio­ski o tym, o czym nie mają zie­lo­ne­go pojęcia.

Z praw­do­po­do­bień­stwem bli­skim pew­no­ści moż­na dziś orzec, że bada­nia wywo­łu­ją­ce­go Covid-19 wiru­sa Sars-Cov‑2, , finan­so­wa­ne były w roku 2019 przez Ame­ry­ka­nów, a pro­wa­dzo­no je w chiń­skim labo­ra­to­rium w Wuhan, nad­zo­ro­wa­nym przez tam­tej­szą Armię Ludo­wo-Wyzwo­leń­czą, czy­li w isto­cie przez par­tię komu­ni­stycz­ną. Co świat glo­bal­ny robi z tą wie­dzą, to jed­no. Co robi­my z tą wie­dzą my, to już nasza rzecz.

        “Dość wni­kli­wie prze­ana­li­zo­wa­li­śmy z kole­gą bio-mate­ma­ty­kiem, sekwen­cję gene­tycz­ną nowe­go koro­na­wi­ru­sa” – wyja­śnił fran­cu­ski wiru­so­log Luc Mon­ta­gnier, lau­re­at Nagro­dy Nobla z fizjo­lo­gii i medy­cy­ny, współ­od­kryw­ca wiru­sów nie­do­bo­ru odpor­no­ści (HIV). I co się oka­za­ło? Oka­za­ło się, twier­dzi Mon­ta­gnier, że: “Do geno­mu wiru­sa wsta­wio­no sekwen­cję HIV, praw­do­po­dob­nie pró­bu­jąc stwo­rzyć szcze­pion­kę prze­ciw­ko AIDS”. W kon­se­kwen­cji, Mon­ta­gnier uwa­ża teo­rię “tar­gu w Wuhan” co naj­wy­żej za “pięk­ną legen­dę”, a wiru­sa Sars-Cov‑2 za owoc celo­wej mani­pu­la­cji genetycznej.

Reklama

        Inte­re­su­ją­ce wyda­je się, że do podob­nych kon­klu­zji co wspo­mnia­ny wyżej nobli­sta, doszli rów­nież naukow­cy w Indiach. Ci jed­nak, w wyni­ku naci­sków śro­do­wi­ska, swo­je usta­le­nia wyco­fa­li. Z kolei zda­niem innych naukow­ców, koro­na­wi­rus na tyle podob­ny jest do natu­ral­nych two­rów, że aż trud­no dać wia­rę, by został wytwo­rzo­ny w labo­ra­to­rium, ręko­ma czło­wie­ka. Co praw­da niżej pod­pi­sa­ny mię­dzy inny­mi tę oko­licz­ność uznał­by za moc­ne uza­sad­nie­nie podejrzeń.

        Mało tego. Koro­na­wi­ru­sy roz­prze­strze­nia­ją się przede wszyst­kim dro­gą kro­pel­ko­wą, a muta­cje sta­no­wią ich zauwa­żal­ną, imma­nent­ną cechę. Jakoś tak się jed­nak skła­da, że Sars-CoV‑2 mutu­je, by tak rzec: jak osza­la­ły. Co wię­cej, muta­cje zacho­dzą, zda­je się, tyl­ko w jed­ną stro­nę. Mia­no­wi­cie nowe for­my zło­śli­wie­ją, prze­kształ­ca­jąc w bar­dziej zabój­cze. Coraz krót­szy kon­takt, coraz mniej wykasz­la­nych czy wyki­cha­nych kro­pe­lek śli­ny w powie­trzu, coraz mniej “aero­zo­lu” w odde­chu, a mimo to zain­fe­ko­wa­nie groź­niej­sze, zaś zróż­ni­co­wa­nie dróg wni­ka­nia do orga­ni­zmu – podob­no więk­sze. Wszyst­ko powyż­sze podej­rze­nie o celo­wość potęguje.

        Nie twier­dzę tym samym (to bar­dzo istot­ne zastrze­że­nie w tym wąt­ku), że Chiń­czy­cy celo­wo zain­fe­ko­wa­li świat. Raczej skła­niał­bym się ku prze­ko­na­niu, że sta­ło się to przez przy­pa­dek. Albo­wiem broń – bez żad­nych wąt­pli­wo­ści przy­go­to­wy­wa­na w nie­jed­nym labo­ra­to­rium woj­sko­wym nie­jed­ne­go pań­stwa – powin­na oddzia­ły­wać na cel zde­fi­nio­wa­ny pre­cy­zyj­nie, a nie oddzia­ły­wać “w ogó­le”. Dla­te­go nie wie­dząc, jak będzie zabi­ja­ła broń gene­tycz­na w przy­szło­ści, wiem jed­nak, że jeśli kie­dy­kol­wiek zacznie zabi­jać sku­tecz­nie, odby­wa­ło się to będzie poprzez jakie­goś rodza­ju odnie­sie­nie do toż­sa­mo­ści gene­tycz­nej jed­nost­ki (bądź toż­sa­mo­ści gene­tycz­nej wspól­no­ty wska­za­nej jako wroga).

        Ech, ta nowo­cze­sność. Ech, ten postęp. Nowo­cze­sność, postęp i plą­sa­ją­cy rado­śnie w tym bania­ku z moc­no smo­li­stym dnem, współ­cze­śni naukow­cy. Powie­dzieć moż­na: im bar­dziej współ­cze­śni, postę­po­wi czy nowo­cze­śni, tym plą­sa­nie rado­sne w bania­ku ze smo­li­stym dnem wycho­dzi im lepiej. To zna­czy: może dla nich lepiej. Czy tam naj­le­piej. Ale czy dla nauki? Przy­pusz­czam, że nie wąt­pię: dla nauki jed­nak nie. Tak czy owak, naukow­cy współ­cze­śni bywa­ją w isto­cie nowo­cze­śni ponad stan oraz dosta­tecz­nie postę­po­wi – i tak dalej – tyle, że do pale­ni­ska drew dorzu­ca­ją tabu­ny czar­tów, potrzą­sa­jąc rusz­tem. Czy tam mie­sza­jąc w kotle ogo­na­mi. Czy tam czym tam czar­ty w kotłach mie­sza­ją, bo niby skąd mnie to wie­dzieć? Może kie­dyś się dowiem.

        Że co, że zbyt mrocz­ny obra­zek roz­snu­łem? Że wyobraź­nię mam nad­to roz­sza­la­łą? Trud­no. Sko­ro mini­stro­wi nasze­mu od zdro­wia, Nie­dziel­skie­mu, to i owo cof­nę­ło się w cza­sie tak moc­no, że aż wylą­do­wał w Nor­man­dii latem 1944 roku, to i mnie wol­no to i owo sobie wyobra­zić. Cze­muż zatem miał­bym sam sie­bie w wyobraź­ni ograniczać?

        A wra­ca­jąc do nasze­go pana mini­stra od zdro­wia, czy tam do mini­stra, zdro­wia nasze­go pana, cie­ka­we gdzie zna­la­zł­by się mini­ster Nie­dziel­ski i jakie odgło­sy usły­szał­by, gdy­by za publicz­ne opo­wia­da­nie głu­pot jego wła­sna mał­żon­ka potrak­to­wa­ła go wła­ści­wie. To zna­czy nale­ży­cie. Czy­li odpo­wied­nio. Powiedz­my: patel­nią w lewe ucho… raz! Mini­ster okrę­ca się, a mał­żon­ka go w pra­we, patel­nią… dwa! Cóż za obra­zek… Pani Mał­go­rza­to, my tutaj wie­my, że nie udzie­la się pani publicz­nie, ale to coś (z patel­nią) mogła­by Pani uczy­nić dla kra­ju w pry­wat­nym, kuchen­nym zaci­szu. Bo ewi­dent­nie przy­da­ło­by się: i pań­stwu nasze­mu, i nasze­mu ministrowi.

        Idź­my dalej, porzu­ca­jąc kpi­nę, by zauwa­żyć: Euro­pej­ska Agen­cja Leków przy­zna­ła ofi­cjal­nie, że szcze­pion­ka Astra­Ze­ne­ka wywo­ły­wa­ła zakrze­pi­cę, przede wszyst­kim u kobiet poni­żej 60. roku życia, w cią­gu dwóch tygo­dni od dnia poda­nia im pre­pa­ra­tu. Dok­tor Bar­tosz Hudzik, inter­ni­sta i kar­dio­log, wyja­śnia, że: “To wła­śnie w więk­szo­ści kobie­ty otrzy­ma­ły tę szcze­pion­kę. I teraz poja­wia się pyta­nie, czy to nie sys­tem poda­wa­nia szcze­pion­ki odpo­wie­dzial­ny jest za obser­wo­wa­ny wzrost wystę­po­wa­nia epi­zo­dów zakrze­pi­cy aku­rat u kobiet. Tego nie wiemy”.

        Wie­my, wie­my. Zwią­zek wyda­je się oczy­wi­sty gdy tyl­ko uwzględ­nić fakt, że wła­śnie kobie­ty w młod­szym wie­ku sto­su­ją anty­kon­cep­cję hor­mo­nal­ną, któ­ra – i aku­rat to wia­do­mo od daw­na – sprzy­ja powsta­wa­niu zakrze­pów. W kon­tek­ście Astra­Ze­ne­ki swo­istym novum jest jedy­nie to, że incy­den­ty zakrze­po­we wywo­ły­wa­ne są w nie­ty­po­wych loka­li­za­cjach, mia­no­wi­cie w zato­kach żyl­nych mózgu i żyłach trzew­nych, tym­cza­sem w popu­la­cji ogól­nej zakrze­pi­ca wystę­pu­je tam nie­zwy­kle rzad­ko, a do tego doty­czy gene­ral­nie cho­rych z trom­bo­fi­lią (nad­krze­pli­wo­ścią krwi).

        Dziś zatem kobie­tom sto­su­ją­cym anty­kon­cep­cję hor­mo­nal­ną bądź kobie­tom znaj­du­ją­cym się w okre­sie prze­kwi­ta­nia i pod­da­wa­nym tera­pii hor­mo­nal­nej z tego wzglę­du, wie­lu leka­rzy nie zale­ca już “pro­duk­tu szcze­pie­nio­we­go” Astra­Ze­ne­ki. Do nie­daw­na nie zna­li, a dziś zna­ją przy­czy­ny, w momen­cie dopusz­cze­nia szcze­pion­ki na rynek nie­wia­do­me niko­mu, teraz więc mogą infor­mo­wać już rze­tel­nie swo­ich pacjen­tów o poten­cjal­nie śmier­tel­nych skut­kach ubocz­nych tego “leku”. Wcze­śniej czy­nić tego wła­ści­wie (w zna­cze­niu pra­wi­dło­wo) nie mogli.

        Dla odmia­ny, teraz z kolei wtła­cza się do łepe­tyn, pospo­łu leka­rzom i pacjen­tom, że: “Ostroż­ność wie­lu rzą­dów, któ­re zde­cy­do­wa­ły, że nie szcze­pią wszyst­kich każ­dą szcze­pion­ką, to zja­wi­sko pozy­tyw­ne. Oby­wa­te­le powin­ni mieć wybór”. A dalej: “Pacjen­ci, któ­rzy sto­su­ją np. anty­kon­cep­cję hor­mo­nal­ną, albo przyj­mu­ją inne leki na sta­łe, powin­ni zasię­gnąć infor­ma­cji u leka­rza rodzin­ne­go, któ­rą szcze­pion­ką powin­ni przy­jąć”. Nad­zwy­czaj zabaw­ne reflek­sje, napraw­dę. Niby skąd leka­rze rodzin­ni, czy tam jacy bądź inni, mie­li­by czer­pać tę wie­dzę? Ina­czej: jak moż­na eks­pe­ry­men­to­wać na ludziach, zezwa­la­jąc na korzy­sta­nie z pro­duk­tów, teo­re­tycz­nie chro­nią­cych zdro­wie, któ­rych skut­ków ubocz­nych wcze­śniej nie zba­da­no? Do tego tłu­ma­cząc pośpiech “dobrem wspólnym”?

        A cze­go jesz­cze nie wie­dzą leka­rze, wery­fi­ku­ją­cy stan zdro­wia pacjen­tów przed zezwo­le­niem na ich szcze­pie­nie? Ktoś pomy­ślał o odpo­wie­dzial­no­ści, jaką tym samym bio­rą na sie­bie? Urzęd­nik zmie­ni to czy tam­to w kwe­stio­na­riu­szu kwa­li­fi­ka­cyj­nym, jak w przy­pad­ku zakrze­pi­cy po Astra­Ze­ne­ce, i wyszo­ru­je dło­nie, a kie­dy wyj­dą na jaw kolej­ne, ryzy­kow­ne powi­kła­nia, umy­je dło­nie ponow­nie. Czy przy takiej “poli­ty­ce” wody na mycie rąk wystarczy?

        Koro­na­wi­rus zna­ny jako Sars-CoV‑2, powtórz­my, mutu­je jak wariat, tym­cza­sem jego kole­ga, to jest wirus gry­py, pre­zen­tu­je jak widać cha­rak­ter zde­cy­do­wa­nie łagod­niej­szy. Mia­no­wi­cie mutu­je sobie w tem­pie sta­łym, coś jakoś raz na rok. Taki, patrz­cie, spo­le­gli­wy. I nie w zna­cze­niu wzbu­dza­ją­ce­go zaufa­nie, czy tam kogoś, na kim moż­na pole­gać, lecz w rozu­mie­niu potocz­nym: cze­goś, co szyb­ko zani­ka, czy tam kogoś, kto łatwo pod­po­rząd­ko­wu­je się innym. Szcze­pion­kom na przy­kład. Czy powyż­sze świad­czy o czym­kol­wiek? Powiedz­my, że ten pierw­szy to wariat praw­dzi­wy, prze­sad­nie aser­tyw­ny, dzi­ka świ­nia nor­mal­nie, a tam­ten to nie­kła­ma­ny sto­ik zapa­trzo­ny w idee Zeno­na z Kition, Epik­te­ta czy Mar­ka Aure­liu­sza? O bogo­wie! Może świad­czy, a może nie. Bo niby gdzie szu­kać mie­li­by­śmy potwier­dzeń? U naukowców?

        To żart oczy­wi­ście. Sko­ro jed­nak zno­wu ich zacze­pi­łem, zna­czy naukow­ców, w tym miej­scu czas jak sądzę uwy­pu­klić i utrwa­lić wnio­sek w brzmie­niu nastę­pu­ją­cym: naukow­cy wypo­wia­da­ją się na temat tego, co wyda­je się im, że wie­dzą, by na tej pod­sta­wie for­mu­ło­wać wnio­ski o tym, o czym nie mają zie­lo­ne­go poję­cia. A oto parę dowo­dów praw­dzi­wo­ści powyż­sze­go oskar­że­nia, zresz­tą pierw­szych z brzegu.

        Czy to przy­pad­kiem nie naukow­cy reko­men­do­wa­li pły­ty azbe­sto­we na pokry­cia dacho­we, widzie­li azbest w roli mate­ria­łu wyko­rzy­sty­wa­ne­go przy pro­duk­cji aut czy mate­ria­łów żaro­od­por­nych? Dziś wie­my, że azbest wywo­łu­je śmier­tel­ne cho­ro­by ukła­du oddechowego.

        Albo weź­my leki. Sku­tecz­ny i bez­piecz­ny był, zda­niem naukow­ców, prze­ciw­bó­lo­wy Tali­do­mid, któ­re­go przyj­mo­wa­nie skut­ko­wa­ło defor­ma­cja­mi ciał dzie­ci w łonach matek. Podob­nie bez­piecz­ny miał być prze­ciw­za­pal­ny Vioxx, wyco­fa­ny final­nie, gdy już oka­za­ło się, że – wbrew opi­niom naukow­ców pod­kre­ślam – lek ów powo­du­je śmier­tel­ne zawa­ły ser­ca (bli­sko 140 tys. zawa­łów i 60 tys. zgo­nów). Dalej weź­my jako­by bez­piecz­ne far­by z dodat­kiem oło­wiu, jak się oka­za­ło – neu­ro­tok­sycz­ne dla dzie­ci. Weź­my, co wie­my dzi­siaj, głów­ną przy­czy­nę raka płuc, czy­li pale­nie papie­ro­sów – oneg­daj rekla­mo­wa­ne sze­ro­ko nie tyl­ko przez kon­cer­ny tyto­nio­we pod­pie­ra­ją­ce się opi­nia­mi naukow­ców, ale i przez lekarzy.

        Dalej: przy­po­mnij­my sobie powi­kła­nia poszcze­pien­ne po tak zwa­nej “akcji prze­ciw­gruź­li­czej” za PRL‑u, czy­li rop­ne zaka­że­nia mię­śni czy kości.

        Dalej: przy­po­mnij­my sobie “mało­obraz­ko­we prze­świe­tle­nia płuc”, kie­dy dzie­ci i mło­dzież nara­ża­no na absorp­cję bar­dzo wyso­kich dawek pro­mie­nio­wa­nia rent­ge­now­skie­go, jak oka­za­ło się póź­niej, dawek nie­współ­mier­nych w sto­sun­ku do osią­ga­nych efek­tów, bo niskiej jako­ści zdję­cia oka­za­ły się de fac­to bez­u­ży­tecz­ne w dia­gno­sty­ce wcze­snych obja­wów gruź­li­cy płuc.

        A pamię­ta­my akcję szcze­pień maso­wych prze­ciw­ko świń­skiej gry­pie H1N1 sprzed ponad deka­dy, przy uży­ciu “bez­piecz­nych i spraw­dzo­nych” szcze­pio­nek Pan­dem­rix, autor­stwa kon­cer­nu far­ma­ceu­tycz­ne­go GlaxoSmithKline?

        Na prze­ło­mie 2009 i 2010 roku zaszcze­pio­no wie­le, wie­le milio­nów ludzi. Jeśli pamię­ta­my, tym bar­dziej pamię­tać powin­ni­śmy, co nie­ste­ty oka­za­ło się po cza­sie: nie tyl­ko to, że jako­by “bez­piecz­na szcze­pion­ka” bli­sko pięt­na­sto­krot­nie zwięk­sza­ła ryzy­ko zapad­nię­cia na nar­ko­lep­sję u dzie­ci i mło­dzie­ży, ale u nie­któ­rych nar­ko­lep­sję wręcz wywo­ły­wa­ła. Co zaob­ser­wo­wa­no w kil­ku­na­stu euro­pej­skich pań­stwach. Odszko­do­wa­nia ofia­rom szcze­pion­ki wypła­ca­ne są do dziś, lecz jako­ści ich życia żad­ne pie­nią­dze prze­cież nie zrekompensują.

        Tu dygre­sja na mar­gi­ne­sie: pięć lat po tam­tych wyda­rze­niach, inni naukow­cy, pra­cu­ją­cy pod kie­row­nic­twem neu­ro­lo­ga i immu­no­lo­ga z Uni­wer­sy­te­tu Stan­for­da, czy­li jed­ne­go z naj­bar­dziej pre­sti­żo­wych uczel­ni świa­to­wych, Lawrence’a Ste­in­ma­na, usta­li­li, że frag­men­ty biał­ka wiru­sa obec­ne­go w tam­tej szcze­pion­ce, powo­do­wa­ły u osób “gene­tycz­nie pre­dys­po­no­wa­nych”, powsta­wa­nie auto­prze­ciw­ciał, ata­ku­ją­cych ich wła­sne komór­ki ner­wo­we, w efek­cie uszka­dza­jąc okre­ślo­ne struk­tu­ry mózgu, co z kolei wywo­ły­wa­ło nar­ko­lep­sję. Ale wie­my to dopie­ro dzi­siaj. Koniec dygresji.

        Na koniec weź­my nową, to zna­czy odpo­wied­nio nowo­cze­sną oraz nale­ży­cie postę­po­wą tech­no­lo­gię wytwa­rza­nia “szcze­pio­nek mRNA”. Kie­dy to nie poda­je się osła­bio­ne­go czy dez­ak­ty­wo­wa­ne­go pato­ge­nu, jak ma to miej­sce w wypad­ku szcze­pio­nek tra­dy­cyj­nych, a w zamian wsz­cze­pia nam to czy owo, gene­tycz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ne w taki spo­sób, by zmu­sić komór­ki ludz­kie do pro­duk­cji frag­men­tów okre­ślo­ne­go wiru­sa i tym spo­so­bem wymu­sić na całym orga­ni­zmie odpo­wiedź immu­no­lo­gicz­ną. A nie, prze­pra­szam, co ja piszę, prze­cież “szcze­pion­ki mRNA są bez­piecz­ne i sku­tecz­ne”. W każ­dym razie zda­niem naukow­ców, opi­niu­ją­cych owe “pro­duk­ty szcze­pie­nio­we” dzi­siaj. Jak nauka podej­dzie do ujaw­nia­ją­cych się ewen­tu­al­nie skut­ków nega­tyw­nych, ale odło­żo­nych w cza­sie, czy tam jak podej­dą nauka oraz WHO, tego nie wie nikt. Sądząc wsze­la­ko po ich podej­ściu dotych­cza­so­wym, weź­my do śmier­tel­nych skut­ków ubocz­nych pro­duk­tu Astra­Ze­ne­ki, tego podej­ścia, by tak prze­wrot­nie rzec, bać się moż­na ze spo­koj­nym sumieniem.

        Tym­cza­sem akcja szcze­pień przy­spie­sza, bada­nia doty­czą­ce tego, co szcze­pie­nia przy­no­szą nam kon­kret­nie i na jakie nie­bez­pie­czeń­stwa wysta­wia­ją, trwa­ją rów­nież – i to napraw­dę nie byle jaki skan­dal. Pozwa­la­ją­cy, nota bene, kwe­stię zaufa­nia do Świa­to­wej Orga­ni­za­cji Zdro­wia pod­su­mo­wać dość jaskra­wo: ufać WHO to tak, jak­by ufać pań­stwu, któ­rym kie­ru­je mafij­ny capo di tut­ti capi, szef wszyst­kich sze­fów (para­ma­fij­ny cha­rak­ter WHO omó­wi­my sobie przy innej okazji).

        Ale jest też coś ogól­niej­szej natu­ry. Otóż moim zda­niem, nauko­wy tytuł prze­stał być argu­men­tem w dys­ku­sji. Nie jest i być nie może, ponie­waż tytuł coraz czę­ściej to i owo mówi o naukow­cu, o tema­cie dys­ku­sji nie trak­tu­jąc nie­mal wca­le. Z cze­go wnio­sek prak­tycz­ny wycią­gnął Piotr Relich (Polo­nia Chri­stia­na): “Kie­dy po raz kolej­ny “poważ­na, mię­dzy­na­ro­do­wa orga­ni­za­cja”, dys­po­nu­ją­ca armią uczo­nych i całą biblio­te­ką nauko­wych ana­liz, będzie chcia­ła narzu­cić nam spo­so­by edu­ka­cji naszych dzie­ci czy kon­stru­ować stra­te­gie wal­ki ze zmia­na­mi kli­ma­tu, war­to przy­po­mnieć sobie obec­ną sytuację”.

        Pro­po­nu­ję wnio­sek Reli­cha brać i prze­cho­wy­wać w ukry­ciu. Bo lada moment naukow­cy zaka­żą nam nawet wnio­sko­wa­nia. Czy tam naukow­cy i tak zwa­ni poli­ty­cy. Win­ter is coming. Seriously.

Krzysz­tof Ligęza

Kon­takt z auto­rem: widnokregi@op.pl