Za spra­wą bia­ło­ru­skie­go pre­zy­den­ta Łuka­szen­ki pano­szą­ce się w Pol­sce poli­tycz­ne gan­gi dosta­ły nowe żero­wi­sko, na któ­re oczy­wi­ście rzu­ci­ły się z chci­wo­ścią sępów.

        Nawia­sem mówiąc, tak wła­śnie jeden z publi­cy­stów scha­rak­te­ry­zo­wał bry­tyj­skie­go pre­mie­ra – że był to mia­no­wi­cie ostat­ni angiel­ski pirat: “chci­wość sępa, odwa­ga lwa”. Cho­dzi oczy­wi­ście o to, że pre­zy­dent Łuka­szen­ka posta­no­wił nękać sąsied­nie kra­je, to zna­czy – głów­nie Pol­skę i Litwę za to, że w ramach zaba­wy w mocar­stwo­wość, pró­bo­wa­ły wsa­dzić na pre­zy­denc­ki fotel w Miń­sku panią Swie­tła­nę Cichanouską.

        Skoń­czy­ło się oczy­wi­ście jak zawsze, a nawet gorzej, bo ziry­to­wa­ny Łuka­szen­ka nie tyl­ko powsa­dzał bia­ło­ru­skich Pola­ków do tur­my, nie tyl­ko rzu­cił się w ramio­na Puti­na, od cze­go cały­mi lata­mi pró­bo­wał się wymi­gi­wać. Nawia­sem mówiąc, pana pre­zy­den­ta Dudę ta lek­cja nicze­go nie nauczy­ła, bo wła­śnie zno­wu roz­po­czął zaba­wę w mocar­stwo­wość, tym razem na Ukra­inie, gdzie zade­kla­ro­wał popar­cie Pol­ski w dzie­le odzy­ska­nia przez Ukra­inę Krymu.

        Potwier­dza to traf­ność spo­strze­że­nia Fran­cisz­ka ks. de La Roche­fo­ucauld, że tyl­ko dla­te­go Pan Bóg nie zesłał na zie­mię dru­gie­go poto­pu, bo prze­ko­nał się o bez­sku­tecz­no­ści pierwszego.

        Cie­ka­we w jaki spo­sób Pol­ska zamie­rza Ukra­inie pomóc w sytu­acji, gdy Nasza Zło­ta Pani wła­śnie obści­ska­ła się z zim­nym ruskim cze­ki­stą Puti­nem, któ­ry z tej oka­zji nawet poda­ro­wał jej bukie­cik, a z kolei pre­zy­dent Józio Biden zaczy­na się z nim regu­lar­nie nama­wiać? Lepiej, żeby wszy­scy o tych buń­czucz­nych dekla­ra­cjach pana pre­zy­den­ta Dudy jak naj­szyb­ciej zapo­mnie­li, bo w prze­ciw­nym razie zno­wu będzie­my mie­li jakieś zgryzoty.

        A wła­śnie za spra­wą pre­zy­den­ta Łuka­szen­ki  mamy tych zgry­zot aż nad­to. Cho­dzi o to, że bia­ło­ru­ski pre­zy­dent posta­no­wił wyko­rzy­stać huma­ni­tar­ne gęga­nie, upra­wia­ne przez róż­nych euro­pej­sów, żeby Pol­skę i Litwę wysta­wić na pośmiewisko.

        W tym celu ścią­ga z Azji i Bli­skie­go Wscho­du róż­nych filu­tów, któ­rych potem – jako bied­nych “uchodź­ców” — prze­rzu­ca nad gra­ni­cę, któ­rą oni, dys­kret­nie popy­cha­ni przez żoł­nie­rzy bia­ło­ru­skich, już samo­dziel­nie pró­bu­ją forsować.

        Na pierw­szy ogień poszła Litwa, któ­ra dopie­ro po kil­ku dniach zorien­to­wa­ła się, o co cho­dzi i posta­no­wi­ła zbu­do­wać na gra­ni­cy z Bia­ło­ru­sią mur.

        Pol­ska, do któ­rej pre­zy­dent Łuka­szen­ka, popchnął “uchodź­ców” w dru­giej kolej­no­ści, już wszyst­ko wie­dzia­ła i może ten numer by się pre­zy­den­to­wi Łuka­szen­ce nie udał, gdy­by nie głu­po­ta nie­prze­jed­na­nej opo­zy­cji w naszym ban­tu­sta­nie. O tej głu­po­cie Łuka­szen­ka coś tam musiał wie­dzieć, zresz­tą nie tyl­ko on, bo trud­no takie­go sło­nia w mena­że­rii nie zauwa­żyć. Oczy­wi­scie tym lepiej dla nie­go, bo – jak napi­sał w jed­nym ze swo­ich opo­wia­dań Sta­ni­sław Lem – żeby oba­lić mądrość, trze­ba, na podo­bień­stwo Archi­me­de­sa, zna­leźć punkt opar­cia, a głu­po­ta zna­ko­mi­cie się do tego nada­je, jako że moż­na ją porów­nać tyl­ko do cier­pli­wo­ści Boskiej, któ­ra podob­no jest nieskończona.

        Kie­dy zatem pierw­sza gru­pa filu­tów poja­wi­ła się nad pol­ską gra­ni­cą, rząd wysłał Straż Gra­nicz­ną, a potem rów­nież woj­sko z roz­ka­zem, by pod żad­nym pozo­rem filu­tów na pol­ską stro­nę gra­ni­cy nie prze­pu­ści­ły. W tej sytu­acji przed­sta­wi­cie­le nie­prze­jed­na­nej opo­zy­cji, wytre­so­wa­ni przez sta­rych kiej­ku­tów i pana red. Mich­ni­ka do  ata­ko­wa­nia rzą­du bez wzglę­du na to, co robi, natych­miast roz­po­czę­li uja­da­nie, tym razem sta­jąc na nie­ubła­ga­nym grun­cie ety­ki chrześcijańskiej.

        Celo­wał w tym Wiel­ce Czi­god­ny poseł Śmi­szek, dotych­czas zna­ny przede wszyst­kim ze spół­ko­wa­nia z Wiel­ce Czci­god­nym posłem Bie­dro­niem, nie­ubła­ga­nym pal­cem chrze­ści­jań­skiej ety­ki kłu­jąc zwo­len­ni­ków rzą­du w cho­re z nie­na­wi­ści oczy.

        Podob­nie roz­pu­ści­ła język pani Jani­na Ochoj­ska, zna­na z ser­ca gore­ją­ce­go huma­ni­ta­ry­zmem. Jed­nak klan­gor nie wszyst­kim wystar­czał, toteż nad gra­ni­cę pofa­ty­go­wa­li się Wiel­ce Czci­god­ni posło­wie Koali­cji Oby­wa­tel­skiej, Szczer­ba, Joń­ski i Jachi­ra, na któ­rą w War­sza­wie gło­so­wa­ło ponad 6 tysię­cy jakichś nie­sta­bil­nych psy­chicz­nie suwe­re­nów. Pano­wie Joń­ski i Szczer­ba pra­gnę­li prze­ka­zać filu­tom żyw­ność i śpi­wo­ry, podob­nie jak pani Jachi­ra, któ­ra w zapa­le nie zwró­ci­ła nawet uwa­gi, że ofe­ru­je muzuł­ma­nom wieprzowinę.

        Jed­nak kor­don fuk­cjo­na­riu­szy oka­zał się szczel­ny, cze­go pani Jachi­ra do dziś nie może prze­bo­leć i z tej iry­ta­cji skry­ty­ko­wa­ła naród pol­ski, że tak samo poma­ga uchodź­com, jak w cza­sie oku­pa­cji – Żydom. Czy to hor­mo­ny, czy iry­ta­cja – dość, że pani Klau­dia “bez swo­jej wie­dzy i zgo­dy” — bo wie­dzy  chy­ba za wie­le to ona nie ma – wstrze­li­ła się w naj­bar­dziej pola­ko­żer­czy nurt żydow­skiej pro­pa­gan­dy. Tam­ta jed­nak skie­ro­wa­na jest na roz­mięk­cza­nie pol­skie­go opo­ru wobec tak zwa­nych “rosz­czeń”, więc jakie­goś racjo­nal­ne­go jądra moż­na się w niej dopa­trzyć, nato­miast w przy­pad­ku pani Jachi­ry — już nie, co ozna­cza, że inspi­ru­je ją głu­po­ta w posta­ci czystej.

        Było­by dziw­ne, gdy­by z tej sytu­acji nie sko­rzy­stał pan Wła­dy­sław Fra­sy­niuk, któ­re­mu chy­ba tro­chę musi doskwie­rać, że cho­ciaż zaży­wał repu­ta­cji “legen­dar­ne­go przy­wód­cy”, to jed­nak teraz jest tro­chę zapo­mnia­ny. Głów­nie z winy pana red. Ada­ma Mich­ni­ka, któ­ry coraz czę­ściej zapo­mi­na wydo­by­wać go z naf­ta­li­ny, gwo­li zapre­zen­to­wa­nia naj­szer­szym war­stwom społeczeństwa.

        Toteż pan Fra­sy­niuk musiał dojść do wnio­sku, że teraz jest szan­sa na wydo­by­cie się z zapo­mnie­nia i nawy­my­ślał Woj­sku Pol­skie­mu od “psów”, któ­re w dodat­ku two­rzą “wata­hę”. Dopó­ki pan Fra­sy­niuk powta­rzał za panem prof. Gerem­kiem, to nawet ucho­dził za inte­lek­tu­ali­stę, co praw­da cza­su woj­ny, nie­mniej jed­nak. Nato­miast kie­dy zaczął mówić wła­sny­mi sło­wa­mi, to wyglą­da to już znacz­nie gorzej, podob­nie zresz­tą, jak w przy­pad­ku akto­rów, jak np. pani Jachira.

        Dopó­ki recy­tu­ją Szek­spi­ra, albo przy­naj­mniej Jana Brze­chwę na przed­sta­wie­niu “Aka­de­mii Pana Klek­sa”, to jesz­cze jakoś to wyglą­da, nato­miast jeśli zaczy­na­ją wygła­szać tek­sty wła­sne, to pożal się Boże!

        Wyka­zu­jąc refleks sza­chi­sty z sukurs panu Fra­sy­niu­ko­wi ruszy­ła “Gaze­ta Wybor­cza” w oso­bie pana red. Czuch­now­skie­go, lau­re­ata nagro­dy “Hie­ny Roku”, któ­re­go pan red. Mich­nik czę­sto uży­wa do brud­nej robo­ty, a któ­ry na uspra­wie­dli­wie­nie pana Wła­dy­sła­wa poin­for­mo­wał, że ten się “wkur­wił” i wyra­ził ubo­le­wa­nie, że tyl­ko on.

        To oczy­wi­ście nie­praw­da, bo “wkur­wił się” rów­nież Donald Tusk i w tym zapa­mię­ta­niu nie zauwa­żył, że zmie­nił się etap. Zaczął tedy coś bre­dzić o koniecz­no­ści “otwar­cia gra­nic” i w ogó­le, co naj­wy­raź­niej ziry­to­wa­ło do żywe­go Naszą Zło­tą Panią, któ­ra musia­ła obsztor­co­wać swo­je­go fawo­ry­ta, przy­po­mi­na­jąc mu, skąd wysta­ra­ją mu nogi.

        Toteż Donald Tusk zaczął ćwier­kać z aktu­al­ne­go klu­cza, powta­rza­jąc za Naszą Zło­tą Panią i fran­cu­skim pre­zy­den­tem Macro­nem, że gra­ni­ce powin­ny być “szczel­ne”  w ogó­le. Cie­ka­we, czy pro­ku­ra­tu­ra, do któ­rej pan mini­ster Błasz­czak pana Fra­sy­niu­ka zaskar­żył, potrak­tu­je ”wkur­wie­nie”, jako oko­licz­ność łago­dzą­cą, rodzaj “żół­tych papie­rów”, czy też odwrot­nie – jako oko­licz­ność obciążającą.

        War­to bowiem zauwa­żyć, że ostat­nio w naszym nie­szczę­śli­wym kra­ju coraz wię­cej osób, zwłasz­cza spo­śród postę­po­wych kobiet, cho­dzi “wkur­wio­na” od rana do wie­czo­ra, co łączę z donie­sie­nia­mi pły­ną­cy­mi z kół medycz­nych, a kon­kret­nie – psy­chia­trycz­nych – o  gwał­tow­nym wzro­ście zacho­ro­wań na róż­ne  umy­sło­we dolegliwości.

        Zgod­nie z kon­sty­tu­cją ci pacjen­ci korzy­sta­ją jed­nak z peł­ni praw poli­tycz­nych, a w tej sytu­acji trud­no się dzi­wić aktu­al­ne­mu skła­do­wi Sej­mu i Sena­tu. Być może tedy i pan Fra­sy­niuk zosta­nie potrak­to­wa­ny pobłaż­li­wie, bo rów­nież z punk­tu  widze­nia rzą­du lepiej mieć do czy­nie­nia z dur­niem, niż z męczennikiem.

                                                                          Sta­ni­sław Michalkiewicz