We fragmencie jednego z tekstów Marka Arpada Kowalskiego opisanym pod nazwą Samobójstwo kultury autor omawia społeczną problematykę cywilizacyjną, która powoduje do destabilizacji zachodniego społeczeństwa. Tekst ten jest skrótem tego o czym sam autor opisał, mówiąc o smobójstwie kultury.
Powszechne są opinie, że gospodarka, a dokładniej przejście od gospodarki industrialnej do postindustrialnej, zapoczątkowane w latach 60. ubiegłego stulecia, spowodowało chaos społeczny i dewaluację dotychczasowych norm moralnych. Winien jest zatem kapitalizm?. A jednak to kultura odpowiada za te zmiany, gdyż popełniła samobójstwo. Tu uwaga porządkująca, kulturę pojmuję nie tyle jako twórczość w dziedzinie sztuki, lecz w sensie rozumienia natury ludzkiej.
W epoce industrialnej dominowała praca fizyczna, do której, z racji siły, bardziej predestynowani byli mężczyźni. Gdy mięśnie przestały odgrywać główną rolę, przed kobietami otworzyło się wiele możliwości, a mężczyzna przestał być jedynym żywicielem rodziny. Wraz z masowym zatrudnieniem kobiet, zmalało znaczenie rodziny, one to bowiem podtrzymywały to ognisko. Pigułka antykoncepcyjna posunęła sprawę dalej. Wyeliminowała “niepożądaną” ciążę, a przez to pozwoliła kobietom na nieobarczanie się dziećmi, stanowiącymi przeszkodę w pracy i karierze zawodowej.
Pojawiła się też możliwość niespotykanych w dziejach wielości wyborów. Mam do wyboru dziesiątki past do zębów, proszków do prania, płatków śniadaniowych, stacji radiowych i telewizyjnych. Jeśli tak, to dlaczego nie mam korzystać z dziesiątków norm obyczajowych, wśród których mogę wybierać te, które najbardziej mi odpowiadają, zwłaszcza gdy jestem przekonywany, że każda z nich ma swoje zalety. Wobec tego niepotrzebne są mi dotychczasowe autorytety (rodzice, ksiądz, archaiczni etycy), krępujące wolność wyboru, w ogóle moją wolność. Przeto dlaczego mam przestrzegać jakichś norm, kanonów czy obyczajów, jeśli i one ograniczają moją swobodę?
Wielu myślicieli, zaniepokojonych upadkiem moralnym Zachodu, obwinia o ten proces liberalny kapitalizm. Jednak podobne zmiany gospodarcze zachodziły równolegle w Azji Japonii, Koreai Południowej, Tajwanie, Malezji, Singapurze itd.). Tymczasem nie obserwuje się tam wzrastającej liczby aborcji, rozwodów, dzieci pozamałżeńskich, przestępstw, korupcji, przynajmniej na taką skalę, jak w społeczeństwach Zachodu. Przeciwnie daje się zauważyć wzmocnienie więzów rodzinnych, wspólnoty interesów społecznych. Dowodziłoby to, że kultura funkcjonuje niezależnie od ekonomii. Zmiany przeto, o których wyżej, zostały spowodowane raczej nie tyle postępami gospodarki kapitalistycznej, zwłaszcza w jej wydaniu postindustrialnym, ile wycofywaniem się kultury na pozycje politycznej poprawności, co w licznych przypadkach prowadzi do zmierzchu kultury.
Kultura konstytuowana jest przede wszystkim na uniwersytetach, skąd promieniuje na całe społeczeństwo, tak, jak po wrzuceniu kamienia do wody widać na jej powierzchni coraz szerzej rozchodzące się kręgi. Zadaniem uniwersytetów jest poznawanie świata, poszerzanie wiedzy, szukanie praw, reguł i prawdy. Stosownie do tego z programów nauczania usuwano to, co stanowiło oczywistą głupotę, prymitywizm i bzdurę. Włączano natomiast to, co stanowiło wyzwanie dla dotychczasowych poglądów, ale zarazem zasługiwało na przebadanie, analizę i wysnucie odpowiednich wniosków.
Tymczasem rzetelna wiedza i kompetencje, poświadczane zdobywanymi kolejnymi naukowymi stopniami, w wielu przypadkach zostają zastępowane miernikiem dyskryminacji. Zarówno wśród kadry, jak i studentów muszą znaleźć się kobiety, niepełnosprawni, mniejszości etniczne i wszelkie inne, w odpowiednich proporcjach. Przestają decydować uzdolnienia, kwalifikacje i kompetencje, weryfikowane egzaminami, tokiem uczenia się, zdobywaniem stopni naukowych, zaczynają decydować natomiast odsetki tzw. dyskryminowanych grup. W Polsce, na szczęście, nie jest to jeszcze powszechne zjawisko, uczelnie nadal są azylem zdrowego rozsądku, i tu widać początki niepokojących zmian, czego przykładem może być wprowadzenie tzw. gender studies.
Kultura tworzy wzorce postępowania, normy społeczne przyjmowane jako powszechne. Wpływa też poprzez nie na prawo, politykę, sposoby zachowania się i postępowania. Czy przestępczość wzrosłaby tak bardzo, gdyby nie tolerancja w prawie i orzecznictwie sądowym dla przestępców? Czy wzrosłaby liczba rozwodów i aborcji, gdyby nie zmiany w prawodawstwie? Czy otaczałaby nas tak bardzo korupcja, gdyby nie zliberalizowano, a właściwie “zlibertynizowano” prawa aż do granic niemal anarchii? Czy politycy mogliby nas wodzić za nos niedotrzymywanymi obietnicami, gdyby nie mieli świadomości swojej bezkarności politycznej? Czy? i tu można mnożyć wiele tego typu przesłanek. Ale to nie wolny rynek i gospodarka kapitalistyczna wymusiły te zmiany, lecz kultura poprzez naśladownictwo liberalizmu gospodarczego. Przecież te wszystkie zmiany w prawodawstwie nie były potrzebne do sprawnego funkcjonowania wolnego rynku! Natomiast zapanowało myślenie jeśli jest wolny rynek w gospodarce, to dlaczego nie wolny rynek w kulturze? Do tej pory wszystko było spójne. W gospodarce funkcjonowała bowiem rozsądna zasada, że wolność jednostki musi mieć swoje granice tam, gdzie zaczyna się dobro i bezpieczeństwo drugiego człowieka. W kulturze takiego ograniczenia jednak nie wprowadzono. Tymczasem to kultura wnosi wspólne normy do życia społecznego. Gdy zniesie owe normy, wówczas przestaje pełnić funkcje, do jakich jest przeznaczona. Po zniesieniu bowiem powszechnie obowiązujących norm zostaje tylko chaos i anarchia, przedstawiane jako absolutna wolność, będąca w istocie wolności zaprzeczeniem. Do tego jeszcze obecnie pojawia się problem nielegalnej emigracji. Dodajmy do tego nieustanną kapitulację wobec subkultur, które też mają swoje normy, będące wszakże zepsutą formą norm ogólnych. One to zostają podniesione do rangi wzorca dla wszystkich, którzy ich pożądają. Zachwalają wyzwolenie z wszelkich ograniczeń. Zdają się powiadać, że jeśli masz pieniądze, to nic innego cię nie obchodzi, możesz robić, co zechcesz i nie obowiązuje cię żadna odpowiedzialność. Liczą się chwila i twoje jedynie pragnienia. Stosunek do życia, dotychczasowych wartości jest nieważny. Kultura, jako kompleks ogólnie obowiązujących norm, przestaje obowiązywać, życie duchowe niknie. Wraz z nim niknie kultura, gdyż to, co powstaje na jej miejsce, jest jej parodią będącą hołdem składanym prymitywizmowi.
Istotnie, gdy rozkład norm moralnych zastępuje kulturę, wówczas wolny rynek go rozpowszechnia. Lecz to nie wolny rynek czy gospodarka kapitalistyczna przyczyniają się do jego powstania. Przeciwnie, to właśnie destrukcja wartości jest importowana do rynku, a nie eksportowanya na zewnątrz. Wynika on bowiem z samobójstwa kultury. Albowiem trudno inaczej nazwać jej redukcję, a właściwie samoredukcję.
W tym wypadku kiedy odniesiemy się do sztuki a jeżeli kulturę rozumiemy nie jako sumę dzieł artystycznych, lecz jako sposób rozumienia natury ludzkiej, dobra i zła, wolności oraz odpowiedzialności, wówczas sztuka a teatr w sposób szczególny przez wieki była jednym z głównych narzędzi jej konstytuowania. Stanowiła przestrzeń konfrontacji człowieka z porządkiem moralnym i duchowym, w której wolność zawsze pozostawała w napięciu z normą, wspólnotą i sensem. Tymczasem współczesna sztuka Zachodu coraz częściej przejmuje logikę „wolnego rynku kulturowego” wszystko może być tematem, każda postawa staje się równoprawna, a każdy wybór moralny zyskuje tę samą wartość. Jak w supermarkecie wybiera się spośród dziesiątek produktów, tak w sztuce wybiera się spośród dziesiątek systemów etycznych, tożsamości i narracji, bez potrzeby ich hierarchizowania. W efekcie sztuka przestaje być miejscem poszukiwania prawdy o człowieku, a staje się areną subiektywnych ekspresji, często pozbawionych wspólnej miary. Traci swój kulturotwórczy charakter: zamiast stawiać pytania graniczne o winę, odpowiedzialność, ofiarę czy sens cierpienia, afirmuje skandaliczne zachowania jako wartość samą w sobie, w której skandal zastępuje sens, a prowokacja myślenie. Nie jest to bezpośredni skutek kapitalizmu, lecz wycofania się kultury z roli normatywnej. Wolność twórcza, pozbawiona granic, przechodzi w dowolność i chaos znaczeń, a gdy kryteria artystyczne ustępują ideologicznym, sztuka zamiast przeciwstawiać się rozpadowi sensu, sama go reprodukuje. Ten proces można określić mianem dobrowolnej rezygnacji z odpowiedzialności za sens, formę i duchowy wymiar ludzkiego doświadczenia.
Wywiad z Waldemarem Łysiakiem. Wyawnictwo Oczami Duszy. 3 maja 2019
Samobójstwo kultury. Mark Arpada Kowalski. Fragment z publikacji internetowej.
Wybrane zagadnienia z książki „Samobójstwo w kulturze dzisiejszej”, Halszka Witkowska
Zenon Burdy


































































