„Viva Polonia”. August Agbola O’Brown – czarnoskóry uczestnik Powstania Warszawskiego. Jego losy na trwałe połączyły się z Polską.
„Panie Opalony” – tak spoufale zwracali się do niego warszawiacy, albo po powstańczemu: „Ali”.
W 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego radio BBC wyemitowało audycję o Polaku z wyboru, Nigeryjczyku z urodzenia o nazwisku August Agbola O’Brown – najprawdopodobniej jedynym czarnoskórym uczestniku wojny obronnej we wrześniu 1939 roku i Powstania Warszawskiego w 1944 roku. Bardzo mało się o nim wie. Skoro jednak Warszawa zdecydowała się ufundować mu niewielki pomnik (odsłonięty 2 sierpnia 2019 r. w Pasażu Wiecha, u zbiegu z ul. Chmielną), to na pewno warto rozpropagować wiedzę o tym interesującym człowieku. Wzbogaca on listę obcokrajowców, którzy swoim stosunkiem do naszej Ojczyzny zasługują na miano bohaterów. Chociaż tych „z obcych ziem” bohaterów walczących o i za Polskę było wielu, to jednak egzotycznego przybysza z Nigerii nikt nie przebije.
August Agbola O’Brown urodził się 22 lipca 1895 roku w Lagos w Nigerii jako syn Wallace’a i Józefiny. Nigeria wchodziła wówczas w skład Imperium Brytyjskiego. Lata młodzieńcze spędził na pokładzie brytyjskiego statku handlowego, na którym jego ojciec był dokerem. Dostał się do Anglii, potem przybył do Niemiec, gdzie wstąpił do zespołu teatralnego przemierzającego Europę. Przez Niemcy trafił najpierw do Wolnego Miasta Gdańska, a w 1922 r. – do Polski. Oznacza to, że w momencie, gdy zaczynała się II wojna światowa, mieszkał w niej już od 17 lat.
Najpierw mieszkał w Krakowie, gdzie poślubił mieszkankę Małopolski, Zofię. (Rodzina jego pierwszej żony mieszka ponoć w Krakowie, ale to niesprawdzona informacja). Potem wyjechał do Warszawy. W stolicy odrodzonego państwa 27-letni Agbola zamieszkał na ulicy Złotej, później przeniósł się na Hożą. Ponoć cieszył się sporym wzięciem u pań, nic więc dziwnego, że niebawem ożenił się (po raz drugi) z jedną z nich.
W latach 30. stał się znanym perkusistą jazzowym, grającym w warszawskich restauracjach i knajpach. Występował m.in. w modnej wówczas restauracji „Caveau Caucassien”.
Był „Polakiem z wyboru”. Od roku 1939 brał udział w konspiracji, od 1941 był żołnierzem Związku Walki Zbrojnej. Jako strzelec „Ali” należał do AK-owskiego Obwodu „Radwan”, Podobwodu „Sławbor” – batalionu „Iwo”. Jego dowódcą był kapral Aleksander Marciński „Łabędź”. Obecność Alego na szlaku bojowym Śródmieścia Południowego potwierdza Jan Radecki „Czarny”, który na własne oczy widział czarnoskórego żołnierza na punkcie dowodzenia przy Marszałkowskiej 74.
„Walczył (w batalionie »Iwo«) na terenie Śródmieścia Południowego w rejonie ulic Wspólnej, Wilczej, Marszałkowskiej, Hożej, to jest tam, gdzie mieszkał jeszcze przed wojną i podczas niej” – mówił Jan Radecki. To, że był AK-owcem, Agbola sam potwierdził w ankiecie personalnej, którą wypełnił osobiście w 1949 r., zgłaszając swój akces do ZBOWiD, chociaż przyznawanie się wówczas do przynależności do AK było sporym aktem odwagi.
Jego powstańcze losy są badane przez IPN, Muzeum Powstania Warszawskiego i niezależnych varsavianistów. Nigeryjczyk trafił też do książki Afryka w Warszawie – rozdział o nim napisał historyk dr Zbigniew Osiński. „Życiorys Agboli to historia człowieka, który uznawał Polskę za swoją drugą ojczyznę (…) i czuł się jej pełnoprawnym obywatelem” – pisze Osiński.
Po wybuchu wojny pomógł przedostać się do Anglii dwójce swoich dzieci z pierwszego małżeństwa oraz ich matce, ale sam – być może z powodu zaangażowania w walkę zbrojną – nie pojechał razem z nimi. Po wojnie pozostał w Warszawie. Był zatrudniony w Wydziale Kultury i Sztuki Zarządu Miejskiego w Warszawie, a pod koniec lat 40. i w latach 50. grywał znowu w warszawskich restauracjach.
„Wydaje się, że dla Browne’a pobyt w Polsce po wojnie był wyborem – jako obywatel Imperium Brytyjskiego miał możliwość wyjazdu” – wskazuje BBC. Dopiero w 1958 roku wyjechał z Polski do Wielkiej Brytanii wraz z drugą żoną, również Polką. Nigdy już nad Wisłę nie wrócił.
Z opowiadań jego córki z drugiego małżeństwa, Tatiany, można się dowiedzieć, że jej rodzice w Anglii bardzo niewiele mówili o czasach wojny oraz że ojciec nigdy nie odwrócił się od polskiej kultury, w której żył przez prawie 35 lat. W ich londyńskim domu jedynym językiem, w którym rozmawiano, był polski. Z kolei według relacji jednego ze znajomych Browne’a, mówił on „najczystszym językiem polskim, nawet z akcentem warszawskim”.
A więc jego losy na trwałe, „na dobre i na złe”, były połączone z Polską. Browne zmarł w Londynie w 1976 roku.
I jeszcze ciekawostka: to właśnie on, Agbola, stał się jednym z protoplastów bohatera, którego stworzył „Wiech” na potrzeby swojej powieści. Czarnoskóry aktor występujący w polskiej wojennej komedii z 1959 r. Cafe pod Minogą, zrealizowanej na podstawie powieści Stefana Wiecheckiego „Wiecha” (zagrał go Mokpokpo Dravi z Togo) – to echo życiorysu Augusta Agboli. Wiech usłyszał jego historię już po wojnie i postanowił wpleść ją w tragikomiczne perypetie Konstantego Aniołka, właściciela dość szemranej restauracji III kategorii z wyszynkiem napojów alkoholowych.


































































