W nagraniu w programie Daily Signal amerykański historyk i komentator  Davis Hanson mówi o skali imigracji do Kanady, słabej gospodarce i obciążeniu systemu świadczeń.

Hanson, profesor Hoover Institution i stały komentator konserwatywnego Daily Signal, wypowiadał się w szerszym kontekście napięć handlowych między Ottawą a administracją Donalda Trumpa. Jego zdaniem Kanada „wybrała złą walkę” z Waszyngtonem, mając jednocześnie własne, poważne problemy strukturalne.

Historyk porównuje udział imigrantów w obu krajach:

„Kanada ma znacznie więcej imigrantów niż my jako odsetek populacji. My [Stany Zjednoczone] mamy rekord wszech czasów na poziomie około 16 proc. Obecnie Kanada ma około 26 lub 27 proc. populacji, która to imigranci. A gdy doda się imigrantów drugiego pokolenia, około 7 milionów, oraz posiadaczy wiz, którzy nie są obywatelami kanadyjskimi, ale mieszkańcami, zbliżacie się do 45 proc. populacji, która nie urodziła się w Kanadzie albo której rodzice nie urodzili się w Kanadzie”.

Następnie łączy te liczby z gospodarką:

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

„Gdy dodać do tego bardzo ospałą gospodarkę i ludzi pochodzących głównie z Azji, Indii, Chin i krajów Ameryki Łacińskiej, mają oni wielu bardzo biednych ludzi w pilnej potrzebie usług socjalnych w stagnacyjnej gospodarce, która nie jest w stanie tego udźwignąć”.

Hanson argumentuje też, że Kanada nie radzi sobie z asymilacją nowo przybyłych w tradycyjną kanadyjską kulturę i że kraj nie wypełnia zobowiązań sojuszniczych w NATO.

Liczby Hansona są zbliżone do danych Statistics Canada

Według spisu z 2021 r. (najnowsze pełne dane o pokoleniach):

  • pierwsze pokolenie (osoby urodzone poza Kanadą) — 26,4 proc.,
  • drugie pokolenie (urodzeni w Kanadzie, ale przynajmniej jedno z rodziców urodzone za granicą) — 17,6 proc.

Razem: 44 proc. mieszkańców to osoby, które same lub ich rodzice nie urodzili się w Kanadzie. To dokładnie ten próg, o którym mówi Hanson.

Późniejsze szacunki rządu z lipca 2025 r. pokazują skład populacji (ok. 41,5 mln):

  • obywatele z urodzenia — 67 proc.,
  • obywatele naturalizowani — 18 proc.,
  • stałi rezydenci — 8 proc.,
  • rezydenci nietymczasowi (studenci, pracownicy tymczasowi, osoby ubiegające się o azyl) — ok. 7 proc. (ok. 3 mln).

Odsetek osób urodzonych za granicą (imigrantów w klasycznym rozumieniu) w 2021 r. wynosił 23 proc. i był najwyższy od czasów Konfederacji. Projekcje wskazywały na ok. 26 proc. około 2026 r. Stany Zjednoczone rzeczywiście mają niższy udział ludności urodzonej za granicą — w ostatnich latach ok. 14–16 proc.

Hanson łączy skalę napływu z presją na usługi publiczne.   Hanson ma rację co do słabego wzrostu per capita. W latach 2022–2024 Kanada notowała wysoki wzrost PKB ogółem dzięki masowemu napływowi ludzi, ale PKB na mieszkańca spadał lub stał w miejscuł. Ekonomiści nazywali to „ukrytą recesją per capita”: gospodarka rosła wolniej niż liczba ludności. Inwestycje nie nadążały za przyrostem siły roboczej, a część nowych przyjazdów to pracownicy o niskich kwalifikacjach.

Efekty widać w codziennym życiu: rekordowe ceny mieszkań, długie kolejki do lekarzy, presja na szkoły i infrastrukturę, zwłaszcza w aglomeracjach Toronto, Vancouver i Calgary, gdzie odsetek osób pierwszego i drugiego pokolenia sięga 70–80 proc.

Rząd Marka Carney’a (i wcześniej Liberalowie) tłumaczył wysoką imigrację potrzebami rynku pracy i starzeniem się społeczeństwa. Krytycy — w tym Hanson — wskazują, że tempo przekroczyło zdolność absorpcji kraju o stosunkowo małej populacji i słabnącej produktywności.