Świeżo zmodernizowana elektrownia jądrowa Darlington, którą władze Ontario przedstawiały jako dowód, że wielkie projekty atomowe da się skończyć na czas i w budżecie, od miesięcy pracuje na ułamek mocy. Trzy z czterech bloków są poza siecią. Czwarty ciągnie sam. A dziś, w tym samym tygodniu, z systemu zaczynają wypadać reaktory Pickering — kolejna wielka luka w prowincyjnym miksie.
Darlington to druga co do wielkości elektrownia w Ontario: cztery reaktory CANDU o łącznej mocy ok. 3500 MW, każdy po niemal 900 MW. Po dekadzie prac i wydatku 12,8 mld dolarów kanadyjskich Ontario Power Generation ogłosiło w marcu zakończenie modernizacji. Blok 4 wrócił do sieci 13 marca. Od tamtej pory trzy razy znikał z systemu.
Sytuacja z końca sierpnia, opisana przez The Globe and Mail na podstawie danych Independent Electricity System Operator, wyglądała tak: blok 4 stanął 1 sierpnia (trzeci przestój od powrotu), blok 2 — dwa dni później, 3 sierpnia. Blok 3 i tak był wyłączony od miesięcy na zaplanowany remont. Działał tylko blok 1.
OPG nie podało wówczas szczegółów. Rzecznik Neal Kelly napisał, że jednostki 2 i 4 wyłączono „w celu wykonania wymaganego utrzymania”. Blok 2 miał wrócić we wrześniu, blok 4 — w październiku. W komunikacie z 28 sierpnia spółka dodała więcej: przy bloku 4 chodzi o problem w układzie generatora po stronie nienuklearnej, przy bloku 2 — o pompę pracującą ponad sześć lat od modernizacji. Blok 3 ma wrócić pod koniec grudnia. Blok 1 pracował wtedy z mocą wystarczającą na ok. 875 tys. domów.
Kanadyjska Komisja Bezpieczeństwa Jądrowego potwierdziła, że OPG zgłosiło wymuszone wyłączenia. Inspektorzy nadzorują prace. „Personel CNSC jest przekonany, że te zdarzenia nie stwarzają zagrożenia dla zdrowia i bezpieczeństwa ludzi ani dla środowiska” — oświadczył rzecznik Braeson Holland.
To nie jest argument o bezpieczeństwie radiologicznym. To argument o sieci, pieniądzach i wiarygodności.
Jeden reaktor poza ruchem to, według szacunków przywoływanych w raporcie Globe, nawet milion dolarów dziennie utraconego przychodu. W lipcowym wniosku do Ontario Energy Board OPG samo prognozowało na 2026 rok 286 dni postojów w Darlington — najwięcej od co najmniej 2008 r. Wymuszone wyłączenia bloków 2 i 4 ten bilans jeszcze pogorszą. Na 2027 r. spółka zaplanowała już 512 dni postojów, w tym duży remont wytwornic pary w bloku 2 oraz niemal 46 dni, gdy cała stacja ma stanąć z powodu prac przy budynku podciśnieniowym — obiekcie, który w razie poważnej awarii ma zasysać i skraplać parę.
David Novog, profesor inżynierii z McMaster University, specjalizujący się w bezpieczeństwie i utrzymaniu elektrowni jądrowych, mówi wprost: nieplanowane postoje się zdarzają, ale reaktor jest jednym z najpilniej doglądanych aktywów rządu, właśnie dlatego, że jest tak drogi i tak ważny dla sieci. „Gdy zatrzymujesz, ruszasz, znowu zatrzymujesz — to nietypowy sposób eksploatacji” — ocenił serię przerw bloku 4. Dodał, że brak szczegółów rodzi spekulacje i podkopuje zaufanie: trudno ocenić, czy to „choroby wieku dziecięcego” po remoncie, czy coś innego.
Rząd prowincji trzyma linię sukcesu. Minister energii Stephen Lecce powtarzał, że projekty jądrowe Ontario skończono przed terminem i poniżej budżetu. Dane sieci mówią coś ostrożniejszego. Latem, gdy atom słabł przez remonty i awarie, Ontario coraz mocniej opierało się na gazie. W jednym z sierpniowych popołudni 11 pracujących reaktorów dawało 38,5 proc. energii prowincji, elektrownie gazowe — 31,5 proc. W latach 2024–2025 atom dawał około połowy prądu, gaz — poniżej 20 proc.
IESO uspokaja. Rzecznik Michael Dodsworth zapewniał, że system wytrzymał lato dzięki zróżnicowanemu miksowi, nowym źródłom i magazynom energii, a postoje w Darlington nie zagrażają pokryciu zapotrzebowania w najbliższych miesiącach.
Tyle że „najbliższe miesiące” właśnie się zmieniły.
Dziś cztery reaktory Pickering B zaczynają schodzić z sieci. To ok. 2100 MW. Remont ma kosztować 26,8 mld dolarów, właściwe prace ruszą w styczniu, a bloki wrócą etapami od 2031 do około 2034 r. Organizacje ekologiczne ostrzegają, że dziura po Pickering zwiększy udział gazu i emisje. OPG i rząd mówią o 30,5 tys. miejsc pracy i o tym, że po remoncie stacja ma zasilać ponad dwa miliony domów przez kolejne dekady.
Darlington miało tę lukę zasłaniać. Zamiast tego sama stoi w połowie.
To jest sedno problemu, który opisał The Globe and Mail: nie pojedyncza awaria, lecz seria przerw tuż po flagowej modernizacji, skąpe komunikaty operatora i zbieg kalendarza — gdy Ontario jednocześnie wyłącza Pickering, planuje kolejne długie postoje w Darlington na 2027 r. i coraz głośniej zapowiada „renesans atomu”, w tym małe reaktory modułowe obok tej samej stacji.
Atom w Ontario nie znika. Ale przez najbliższe lata będzie droższy, mniej pewny i bardziej zależny od gazu, niż wynikało z przemówień o projekcie skończonym „przed terminem i poniżej budżetu”.






































































