Jak wiadomo, świat wstrzymał oddech na wieść o rezygnacji minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z udziału w vaginecie obywatela Tuska Donalda.
W ogóle jej dotychczasowy udział w vaginecie obfitował w rozmaite zgrzyty, na które nakładały się zawirowania w partii obywatela Hołowni Szymona, które w efekcie doprowadziły do rozłamu w następstwie którego powstała Unia Centrum z panią Pauliną Hening-Kloską na fasadzie, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda zajmuje się walką ze złowrogim klimatem.
Toteż przez wielu działaczy Volksdeutsche Partei oraz innych uczestników koalicji 13 grudnia, odejście pani Pełczyńskiej-Nałęcz zostało przyjęte z ulgą – chociaż uzasadniła ona swoją decyzję przywiązaniem do „wartości”, które są poświęcane na rzecz „politykierstwa”. Obywatel Tusk Donald, który akurat bawił w Indiach, gdzie namawia się  z Indianami, specjalnie się tym nie przejął. Postanowił bowiem pani Katarzyny nie krytykować, a skoro odeszła, to „krzyż jej na drogę”. Zapowiedział jednocześnie, że jak tylko wróci na ojczyzny łono, to postara się wypełnić tę bolesną lukę w vaginecie i podobno nawet ma aż dwie kandydatki na to stanowisko – obydwie bezpartyjne.
Zaniepokoiło to obywatela Hołownię Szymona, który przypomniał, że stanowisko po pani Katarzynie powinno przypaść komuś z partii Polska 2050, bo tako rzecze koalicyjna umowa. Tą wypowiedzią potwierdza podejrzenia, czego dotyczą tak zwane „rozmowy programowe” przy tworzeniu koalicji. Wygląda na to, że nie dotyczą żadnego programu, bo programem rządu jest wypić i zakąsić na koszt podatników, tylko kwestii personalnych; kto ma wypić i zakąsić i jaka jest kolejność dziobania.
Ale kiedy pani Katarzyna odeszła z vaginetu, za co została wyrzucona z partii, poczuła się człowiekiem wolnym i powiedziała, że pan Berek, który został wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, owszem, ma wiele zalet, ale został wybrany z naruszeniem prawa.
Dlaczegoś ta wiadomość szczególnie poruszyła Wielce Czcigodnego Giertycha Romana, który zapytał panią Katarzynę, czy jej zastępca, pan Szyszko, który też poprosił obywatela Tuska Donalda o zwolnienie go z vaginetu, rozmawiał już z panami Adamem Bielanem i Michałem Dworczykiem i czy pani Katarzyna wierzy w ich obietnice.
Pani Pełczyńska-Nałęcz udzieliła Wielce Czcigodnemu Giertychu odpowiedzi wymijającej. Zapytała go mianowicie, co zrobił dobrego dla Polski, bo ona postrzega go jako „herszta” nienawistników niszczących innych ludzi i czołowego naganiacza obozowej polaryzacji.
W odpowiedzi Wielce Czcigodny Giertych Roman oskarżył panią Katarzynę o „komiczny wręcz” narcyzm, który doprowadził ją do wyrzucenia  z własnej partii.
Ta wymiana opinii między działaczami tak wielkiego kalibru przypomina mi „Strzępy meldunków” przedwojennego premiera, generała Felicjana Sławoja Składkowskiego, który szczerze napisał, że najgorszy jest los „zwisaka” – a w takim właśnie położeniu znalazła się – być może tylko chwilowo – pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Jestem przekonany ze Wielce Czcigodny Giertych Roman tę książkę premiera Składkowskiego mógł czytać i dlatego podejmuje się rozmaitych kontrowersyjnych aktywności na rzecz Volksdeutsche Partei, byle tylko nie zostać „zwisakiem” – bo w jego przypadku mogłoby to – kto wie? – również doprowadzić do ponownego założenia mu na szyję stryczka, od którego szczęśliwie został odcięty. Jak powiada poeta, „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – toteż dobrze jest mieć oczy dookoła głowy i w ogóle – bardzo uważać, bo wolność nie jest dana wiecznie.
Skoro kwestie  personalne wypełniają bez reszty główny nurt życia publicznego nawet naszego nieszczęśliwego kraju, który – jak wiadomo – uprawianie prawdziwej polityki ma surowo zakazane od Naszych Sojuszników, to cóż dopiero mówić o wiadomości, która wstrząsnęła światem?  Nie mam tu bynajmniej na myśli zwycięstwa w drugiej turze wyborów prezydenckich w Brazylii Ludwika Ignacego Luli da Silvy, chociaż nieomylny to znak, iż dotychczasowe, sprawne budowanie „Oceanii” przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, może napotkać paroksyzmy. „Oceania” – jak wiemy z profetycznej książki Jerzego Orwella „Rok 1984” – była jednym z trzech wielkich mocarstw światowych, które albo wchodziły ze sobą w krótkotrwałe sojusze lub flirty przelotne, albo toczyły ze sobą wojny – ale utrzymywane pod kontrolą – jak to ma miejsce w przypadku wojny na Ukrainie. Pozostałe mocarstwa, to Eurazja i Wschódazja. Wprawdzie spotkanie trójstronne z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa, chińskiego prezydenta Xi Jinpinga i rosyjskiego prezydenta Putina, którzy będą się namawiali, jakby tu ustanowić novus ordo mundi, czyli nowy porządek świata, jest dopiero planowane, ale już pojawiła się pierwsza jaskółka, zwiastująca, co może być.
Oto właśnie wskutek porozumienia USA, Chin i Rosji pojawiła się kandydatura Sekretarza Generalnego ONZ w osobie byłego węgierskiego premiera Wiktora Orbana. Tę kandydaturę powinna zaaprobować Rada Bezpieczeństwa ONZ, gdzie w charakterze stałych członków zasiadają jeszcze Wielka Brytania i Francja. Jak się one zapatrują na kandydaturę Wiktora Orbana – tego jeszcze nie wiemy – ale swoją nogę podstawił tam, gdzie kują konie Książę-Małżonek, czyli minister sprawa zagranicznych w vaginecie obywatela Tuska Donalda Radosław Sikorski. Powiedział on, że Polska chyba kandydatury Wiktora Orbana nie poprze. No ale co będzie, jeśli poparcia tej kandydatury zażądają od nas Stany Zjednoczone, albo również Niemcy? Wtedy Książę-Małżonek chyba nie wytrwa w swojej zatwardziałości i w imieniu Polski udzieli ten kandydaturze poparcia w podskokach? Czegóż to bowiem nie robi się dla Polski, która – zdaniem pani Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – jest obojętna tylko dla Wielce Czcigodnego Giertycha Romana – ale przecież nie dla Księcia-Małżonka, który dla Polski zrobiłby wszystko, a nawet więcej?
Jak się okazuje, kwestie programowe, nawet, a może nawet zwłaszcza na tak wysokim szczeblu, wymagają uprzedniego rozstrzygnięcia kwestii personalnych. Co nam przypomina widok znajomy ten? Ależ naturalnie, jakże by inaczej? Ojca Narodów, Chorążego Pokoju Józefa Stalina,
Wśród spiżowych myśli, jakie przekazał on dla potomności, znalazła się również ta, że „o wszystkim” decydują „kadry”. Decyzje, jakie zapadły w łonie Wielkiej Trójki, co to przygotowuje się do ustanowienia nowego porządku świata, w sprawie kandydatury Wiktora Orbana pokazują, że spostrzeżenie Ojca Narodów nic nie straciło na aktualności, choćby z tego powodu, że przecież tego nowego porządku tak czy owak ktoś będzie musiał pilnować, więc dlaczego nie Wiktor Orban?
Stanisław Michalkiewicz 
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU