Dla wielu z nas Japonia kojarzy się z ojczyzną Samurajów, krajem kwitnącej wiśni i bardzo malowniczą przyrodą. Jest to rzeczywiście kraj egzotyczny, o długiej i często skomplikowanej historii, przeplecionej licznymi wewnętrznymi wojnami (bo Japonia zawsze była tak trochę na uboczu, z naszej perspektywy). Planując wyprawę do Japonii oczywiście obejrzałem mnóstwo ciekawych filmów dokumentalnych, również o jej historii, ale… nie myślę, że zostałem ekspertem w tej dziedzinie, dlatego ten aspekt pominę milczeniem. Natomiast chciałbym się podzielić pewnymi osobistymi obserwacjami, jakie, wraz z Agnieszką i grupą przyjaciół poczyniliśmy podczas tej naszej pierwszej, krótkiej wyprawy do Japonii. Piszę „pierwszej”, bo mam nadzieję na kolejne. Moje komentarze mogą być trochę zróżnicowane i niekoniecznie ułożone w porządku chronologicznym, ale postaram się oddać atmosferę tego niezwykłego kraju.


Gdzie są śmieci?
Pierwsze, co rzuca się w oczy to wszechobecna, niezwykła czystość i porządek. Jest takie powiedzenie, że coś działa jak w „szwajcarskim zegarku”. Byłem w Szwajcarii wiele razy i jestem gotów stwierdzić, że „japoński zegarek” jest jeszcze bardziej wyregulowany. Już pierwszego dnia pobytu w Tokio zauważyliśmy, że na ulicach nigdzie nie widać koszy na śmieci, ale jednocześnie nie ma śmieci na ulicach… Jak to możliwe? Rozwiązanie zagadki jest proste: Japończycy po prostu nie śmiecą! Jak już mają coś do wyrzucenia to zabierają śmieci ze sobą i wyrzucają je do specjalnych pojemników przy supermarketach, gdzie od razu odbywa się ich segregacja na odpady i surowce wtórne. Jeśli gdzieś (a zdarzało się to niezwykle rzadko) widzieliśmy jakiś porzucony śmieć, to na pewno nie pozostawił go Japończyk.

Jedzenie i palenie? Nie na ulicy!
Nie do pomyślenia jest dla Japończyków palenie papierosów na ulicy. Takie zachowanie jest w bardzo złym tonie i świadczy o braku szacunku dla innych. Pali się w wyznaczonych miejscach, gdzie każdy wyrzuca „peta” do obszernej popielniczki (a nie jak u nas na ulicę lub na trawnik). Podobnie jest z jedzeniem i piciem na ulicy. To znaczy owszem, „street food” jest niezwykle popularne i doskonałej jakości, ale nikt nie pozwala sobie na nietakt jedzenia czy picia chodząc po ulicy. Oczywiście widziałem kilku jedzących pieszych, ale byli to turyści, gdyż rodowity Japończyk tak nie postępuje. Zwyczajem jest spożywanie zakupionej na ulicy żywności siedząc na ławkach (czy w innych spokojnych miejscach), ale spacerować z nią nie wypada.

Patrz w górę, patrz w dół
Wspomniałem o „street food”. Jedzenie w Japonii jest fenomenalne! Bardzo zdrowe i apetyczne, jest w dużej części oparte na owocach morza. Można jeść wszystko bez obawy, bo Japończycy są naprawdę czystym narodem, a potrawy są świeże i bardzo ładnie podane. W mieście pełno jest małych restauracji, które często mogą pomieścić tylko od 3 do 10 osób. Jest ich tak wiele, bo ze względu na styl życia (bardzo długie godziny pracy), większość obywateli nie gotuje na co dzień w domu. Wszyscy żywią się na mieście. Zabawne jest (i w pierwszym momencie warto się do tego przyzwyczaić) – że cały biznes w Japonii nie koncentruje się, (jak u nas) tylko na parterze budynków usługowych. Wręcz przeciwnie, budynek, który ma 10 – 20 pięter, może mieć na każdym piętrze inny biznes i często szukając restauracji należy też zadrzeć głowę (lub ją opuścić) i popatrzeć nie tylko na to, co jest na poziomie ulicy.

Automaty w służbie narodu
Japończycy są narodem kochającym innowacje oraz zakupy. Uwielbiają Shopping Mall, w których oczywiście znajdują się „food courts” ale ze zdecydowanie bardziej zdrowym i naprawdę dobrym jedzeniem. To, co mnie w pewnym stopniu „rzuciło na kolana” to fantastyczny pomysł na zamawianie jedzenia. Otóż każdy „vendor” ma koło swojego stanowiska maszynę do przyjmowania zamówień. Jest na niej kilkanaście dużych przycisków, każdy ze zdjęciem potrawy, nazwą, numerem i ceną. Wystarczy przed zamówieniem zdeponować kwotę będącą ceną zamawianej potrawy i nacisnąć przycisk. Po przyjęciu należności maszynka „wypluwa” paragon z zamówieniem i resztę, jeśli nam się należy (przyjmowany jest bilon oraz papierowe banknoty). Następnie paragon podajemy uśmiechniętej i kłaniającej się ekspedientce, która wręcza nam mały „buzzer” z naszym numerem zamówienia. Daje to nam chwilę by wybrać stolik i już za parę minut delikatna wibracja informuje nas, że nasz posiłek jest gotowy. Proste i szybkie rozwiązanie, które naprawdę bardzo ułatwia zamawianie potraw, szczególnie turystom. Maszyny do zamawiania jedzenia to zaledwie jedno z wielu rozwiązań, jakimi byliśmy zachwyceni. Maszyny z których można otrzymać napoje, elektronikę, świeżą bieliznę (!), owoce, przekąski – są praktycznie na każdym rogu. Są zawsze sprawne i pełne atrakcyjnych towarów. W wielu sklepach można również zapłacić za zakupy (nie tylko spożywcze) używając maszyny samokasującej. To zaczyna być też popularne ostatnio w Kanadzie, natomiast maszyna do wymiany pieniędzy trochę nas zaskoczyła. Zamiast biegać po kantorach czy bankach, wystarczy włożyć banknot (praktycznie każdego państwa) i maszynka „wypluwa” lokalną walutę. Działa to też w drugą stronę. Jak chcemy zamienić jeny na dolary – żaden problem!

Toaleta prawdę Ci powie
Wracając do czystości, (która zawsze świadczy, moim zdaniem, o poziomie kultury mieszkańców danego kraju) muszę zdecydowanie napisać o ubikacjach, a szczególnie o tych publicznych. Czegoś takiego nigdzie nie spotkałem! Singapur słynie z czystości, ale to, jak Japończycy są w stanie dbać o czystość jest czymś ponad wszelkie standardy. Otóż toalety publiczne są bardzo powszechne, szczególnie przy wszelkich parkingach, przy autostradach, obiektach turystycznych czy w centrach handlowych. Są one po prostu fantastycznie czyste i pachnące sterylnością (wielokrotnie widziałem całe ekipy sprzątaczy, którzy pucowali taki przybytek z ogromnym przejęciem). Są też obszerne (nie tylko jeden pisuar czy łazienka), i spotykaliśmy je na każdym kroku, dzięki czemu nigdy nie miałem sytuacji, że musiałem czekać „za potrzebą”. I to, co mnie naprawdę zdziwiło to fakt, że toalety publiczne są w doskonałym stanie technicznym i wszystko w nich działa. Ponadto Japończycy już dawno wymyślili coś, co w Północnej Ameryce nazywa się „washlet”. Jest to specjalna deska klozetowa, która jest podgrzewana i posiada automatyczny do włącznik wody do mycia „podwozia” i również jego suszenia. To niezwykle higieniczne rozwiązanie eliminuje potrzebą używania papieru, który, jak pewnie wiedzą Państwo z własnego doświadczenia, nie zawsze gwarantuje skuteczny rezultat. A przecież kiedy jest wydzielany przez „babcię klozetową” na centymetry, zwykle stawia nas to w bardzo krępującej sytuacji. W japońskich toaletach często widzieliśmy też WC dla najmłodszych. Malutka ubikacja, pisuar i umywaleczka – wszystko przystosowane do ergonomii dzieci, a ta część toalety (wydzielona od części dla dorosłych) jest pomalowana w dziecięce obrazki. Na koniec wspomnę o „handicape washrooms” – są one jak z innej bajki. Przestrzenne, wyposażone we wszystkie urządzenia konieczne dla komfortu osób niepełnosprawnych. Od specjalnych ubikacji, pisuarów, umywalek, systemu wzywania pomocy, automatycznych drzwi…. Wszystko jest czyste i estetyczne. To po prostu jest inny, znacznie wyższy poziom dbałości o ludzi z problemami ruchowymi, co bardzo się nam podobało.

Kultura ukłonu
Japończycy od dawna mają wpajany specjalny szacunek do pracy oraz do przełożonych. Nie wiem, czy źródło tego szacunku sięga czasów feudalnych, ale poleceń przełożonego nikt tu nie krytykuje. Praca zwykle jest podejmowana z założeniem, że będzie ona kontynuowana aż do emerytury. Wynika to z mentalności Japończyków przekonanych, że pracy się nie zmienia. Każdy pracownik jest absolutnie lojalny firmie i powoli wspina się po drabinie stanowisk. Jedną z pierwszych rzeczy, której uczeni są nowi pracownicy jest sposób pozdrawiania kolegów z pracy i przełożonych. Ponieważ w Japonii nie ma zwyczaju podawania sobie ręki, wita się ich za pomocą pokłonu. Co ciekawe, funkcjonuje tam kilka rodzajów pokłonów. Jeśli witamy przyjaciół, to kłaniamy się około 15 stopni od pionu, trzymając ręce na szwach spodni i dopuszczalne jest patrzenie w oczy kolegi. Kiedy pozdrawiamy bezpośredniego przełożonego, ukłon musi być głębszy ale bez patrzenia w oczy. Kiedy witamy szefa, to ukłon jest praktycznie 90 stopni od pionu i absolutnie nie wolno patrzeć w oczy (w takiej pozycji musimy wytrzymać przynajmniej 15 sekund!). Któregoś wieczoru obserwowałem dwie grupki biznesmenów (każda po ok. 10 osób), które spotkały się wieczorem na deptaku. Kiedy stanęły naprzeciw siebie i zaczęły wymieniać pokłony, trwało to około 5 minut. Brzmi to zabawnie z perspektywy naszej kultury, ale w Japonii nikt tego nie podważa, gdyż zakorzenione w Japończykach zwyczaje są powszechnie szanowane.

Rodzina 1+0
Każdy z nas zapewne słyszał o tym, że w Japonii zwykle nie wychodzi się z pracy przed szefem. I to jest prawda. Typowy dzień w pracy może wynosić nawet 14 godzin, bo szefowie też się do domów nie spieszą. Zwykle wyższa kadra managerska pracująca w biurach i korporacjach dojeżdża do pracy z odległych części Japonii. Czas dojazdu z domu do pracy wynosi często 2-3 godziny w jedną stronę. Dlatego większość dyrektorów nie wraca do domu każdego dnia, a nocuje w hotelach modularnych. Do domu udają się w piątki, by spędzić weekend z rodziną. Natomiast w tygodniu, kiedy wreszcie mogą wyjść z pracy (bo szef już odpuścił), wychodzą z niej całymi grupami i razem spędzają czas na mieście. Zwykle idą razem na obiad, na karaoke czy na dziewczyny. Wszyscy ubrani tak samo (w czarne garnitury, białe koszule, czarne krawaty i obowiązkowo torba businessmana w ręce). Przy czym pojęcie „pójścia na dziewczyny” ma zupełnie inne (najczęściej) znaczenie niż nam się wydaje. Grupy „biurokratów” spędzają zwykle czas w towarzystwie jednej czy dwóch pań, które spełniają podobną role jak gejsza w przeszłości. Nie są to absolutnie „panie do uciech”! Rolą tych kobiet jest zabawiania panów rozmową (i to wszystko). Pewnie niektórym trudno w to uwierzyć, ale taki jest tam zwyczaj. Może też wydać się to Państwu nieprawdopodobne, ale 45% społeczeństwa w Japonii (według wielu ankiet i statystyk), nie uprawia seksu do 35 roku życia. Jest to ogromy problem, bo społeczeństwo się starzeje i od lat Japonia ma ujemny przyrost naturalny. Odsetek mieszkańców powyżej 60 roku życia sięga 30%, a ponieważ średnia życia jest niezwykle wysoka (dzięki zdrowej diecie i dobrej medycynie), coraz głośniej mówi się, że system emerytalny w tym kraju „robi bokami”. Powodów dla których w Japonii jest niewiele rodzin wielodzietnych mamy kilka, ale najważniejszy to zmiana tradycyjnego modelu rodziny. Kiedyś „pan domu” pracował i zapewniał utrzymanie rodzinie, a kobieta pozostawała w domu i wychowywała dzieci. Dziś wiele młodych, ambitnych, doskonale wykształconych Japonek nie akceptuje tradycyjnego modelu rodziny. Chcą odnosić sukcesy zawodowe i rezygnują z zawierania małżeństwa i rodzenia dzieci. Z kolei młodzi mężczyźni boją się również odpowiedzialności za rodzinę, a pracując przez długie godziny są tak przemęczeni, i nie koniecznie mają ochotę na codzienne obowiązki rodzinne.

Kult gejszy
Wspomniałem wcześniej o gejszy. Panuje powszechnie błędne przeświadczenie, że jest to odpowiednik prostytutki. Nic bardziej błędnego! Gejsza to najwyższej jakości „artystka” do towarzyszenia panom (tym z klasą i z kasą). Stawki za takie towarzystwo były i są bardzo wysokie, czyli ludzie niezamożni nie mają nawet szansy na spędzenie czasu w tak wykwintnym towarzystwie. By zostać gejszą, należy przejść wieloletnie szkolenie, które trwa tak długo jak uzyskanie dyplomu lekarskiego. Gejsze są kształcone w specjalnych domach (Geisha House – Okiya) pod okiem doświadczonej nauczycielki (najczęściej emerytowanej gejszy). Zwykle po 3-4 latach szkolenia młoda dziewczyna otrzymuje niższy stopień wtajemniczenia określany jako „maiko”. W następnych kilku latach jest ona zwykle na posługach u prawdziwej gejszy, dopóki w specjalnej ceremonii nie zostanie wyniesiona do stopnia gejszy. W ciągu tych wielu lat dziewczyny przechodzą trening, uczą się gry na instrumentach, prowadzenia rozmów, etykiety parzenia herbaty, i tańca. Każdy ich ruch jest wystudiowany i każde zdanie jest wypowiadane z uwagą i wielkim wyczuciem by panowie, którzy płacą za serwis czuli się wyjątkowi. Oczywiście gejsze wiodą życie samotnic i jest to właściwie ogromne poświęcenie. Skojarzenie gejszy z prostytutką nastąpiło po tym, jak Amerykanie opanowali Japonię po wojnie i wiele pań lżejszych obyczajów przebierało się za gejsze, by świadczyć usługi zupełnie inne i nie polegające na śpiewaniu czy na grze na instrumencie. Natomiast autentyczna gejsza jest charakterystycznym elementem japońskiej kultury, cennym z uwagi na brak jej odpowiednika w innych krajach.

Szybko, coraz szybciej
Japończycy są mistrzami w wielu dziedzinach, a ogromne wrażenia wywarł na mnie poziom ich komunikacji. Kiedy pierwszego dnia spacerowaliśmy po głównych ulicach Tokio byłem właściwie trochę zaskoczony tym, że nie są one tak zatłoczone jak się spodziewałem. Gdzieniegdzie tłumek, ale ogólnie dało się przejść, tym bardziej, że Japończycy przestrzegają sposobu poruszania się po mieście. Chodzą lewą stroną chodnika, pośrodku którego biegnie wypukły pas, pozwalający łatwo wyczuć kiedy wejdziemy na drugą, „niewłaściwą” stronę. Kiedy postanowiliśmy skorzystać z metra i weszliśmy do podziemia, okazało się, że pod większością głównych ulic ciągną się gigantyczne, podziemne pasaże, po których porusza się znacznie więcej osób niż po powierzchni. Powód jest prosty: wygoda. Nie ma wpływów atmosferycznych, nie ma potrzeby czekania na światłach, shopping jest doskonały i łatwo dostać się do kolejnych stacji metra. Kiedy weszliśmy na stacje metra – w pierwszym momencie przeżyliśmy szok. 5 – 6 linii w różnych kierunkach. Ruch jak w ulu. Jak znaleźć kierunek? Gdzie kupić bilet? Kilka nerwowych chwil, dreszczyk na plecach…. Ale szybko przyszło uspokojenie. Każda linia ma inny kolor i znaki kierujące w tym samym kolorze. Wyraźne i bardzo gęste oznakowanie. Automaty do kupowania biletów w kolorze odpowiedniej linii. Wystarczyło włożyć banknot w automat i nacisnąć wymaganą cenę za przejazd, a bilet i reszta wypadały od razu. Pociągi jeżdżą z dużą częstotliwością, i czekanie na kolejny nie trwa dłużej niż kilka minut. W czasie jazdy non stop informacje po japońsku i po angielsku oraz wiele tablic wyświetlających nazwy bieżącej stacji i kolejnej. Niezwykła punktualność. Nikt w metrze nie rozmawia. Telefony są ściszone i nawet gdy dzwonią, nikt ich nie odbiera. Owszem, ludzie czytają e-maile i tekstują, ale wstydem byłoby zakłócanie spokoju innym podróżnym. No cóż – po przejażdżce wszyscy stwierdziliśmy, że torontońskie metro jest 200 lat za czarnym lądem! Japońskie metro jest tak rozbudowane (w każdym mieście, w którym byliśmy), że praktycznie posiadanie samochodu jest zbędne. Mało tego: cała Japonia jest połączona siecią szybkich pociągów, osiągających prędkość ponad 300 km na godzinę! Są tak punktualne, że suma spóźnień wszystkich pociągów w całej Japonii nie przekracza 38 sekund ROCZNIE! To niesamowite, bo Japonia stworzyła te wszystkie rozwiązania komunikacyjne w bardzo górzystym kraju (75% to góry), pomimo kolosalnych zniszczeń podczas od II wojny światowej. Zaczynali praktycznie od zera. Dziś myślę, że Toronto ma chyba najgorszy i najsłabiej rozwinięty system metra w porównaniu do wielu miast, które miałem przyjemność odwiedzić. A przecież nie miało tak tragicznych doświadczeń wojennych jak Japonia. Wspomnę również o autostradach: to kolejny fenomen! Podziwialiśmy doskonałe i bardzo spektakularne rozwiązania, szczególnie w dużych miastach. Wielopoziomowe estakady, a jednocześnie łatwość poruszania się. I uwaga – nawierzchnia wytrzymuje tutaj wiele lat. Widocznie nikt nie dosypuje do asfaltu piachu, by zapewnić sobie co roku nowy kontrakt na naprawy.



Praca i dyscyplina
Japończycy są od dziecka wychowywani do pracy w grupie. To da się zauważyć na każdym kroku. Bardzo często widzieliśmy wycieczki szkolne w różnym wieku, które odwiedzały te same zabytki co my, ucząc się o kulturze swojego kraju. W grupie panował nieprawdopodobny porządek. Nikt nie krzyczał, nie rzucał śmieci nie biegał bez opamiętania. Przeciwnie – pełna dyscyplina. Taki sposób wychowania dzieci przekłada się na przyszłe całe życie Japończyka – jednostka zawsze powinna się podporządkować grupie. Ludzie tam mają też nieprawdopodobny szacunek do pracy. Pracę uważają za dobro samo w sobie, nieważne jaka by ona była. Obserwowaliśmy kobietę kierującą ruchem na ścieżce wiodącej do Pałacu Cesarskiego. Za każdym razem, kiedy ktoś nadchodził czy nadjeżdżał na rowerze, najpierw był pokłon. Później powitanie i życzenia dobrego dnia oraz gest wskazujący kierunek. Stała ona w jednym miejscu i jej praca była dokładnie tylko taka, monotonna, ale Japonka wykonywała ją z takim samym zaangażowaniem przez wiele godzin. Aż trudno mi sobie wyobrazić jak by to wyglądało w Kanadzie.

Wirtualna terapia
Moim zdaniem ogromna presja środowiska, by podporządkować się grupie oraz normom społecznym prowadzi do wielu problemów psychologicznych. Japonia statystycznie ma najwyższą liczbę samobójstw na świecie. Być może jest to pozostałość po czasach samurajów, kiedy wojownik, nie wykonawszy swoich zadań w sposób oczekiwany przez mistrza okrył się hańbą (prawdziwą lub wyimaginowaną) i popełniał seppuku, czyli w drastyczny sposób odbierał sobie życie. Ale faktycznie – presja, by być idealnym ogniwem w wielkiej machnie jest ogromna i często pewnie zbyt natarczywa. Dlatego wiele osób ucieka w świat wirtualny. Japończycy uwielbiają gry komputerowe, ale nie u siebie w domu, bo tam brak na nie miejsca. Wszędzie spotykamy ogromne „arkady” dla gier, w których jest po kilkaset maszyn, razem wytwarzających jazgot nie do wytrzymania. Japończycy uwielbiają również komiksy, które pozwalają im przenieść się w świat fantazji, mniej restrykcyjny i surowy niż rzeczywistość. Na rynku istnieje ogromna liczba komiksów oraz gier „seksualnych”, w których można wybrać sobie dziewczyną idealną (o wymarzonych kształtach, intelekcie czy nawet sposobie ubrania się). Młodzi chłopcy mają z taką super dziewczyną „wyimaginowany seks” a często zabierają je na „wyimaginowaną randkę”. Innym antidotum na ich stres są absurdalne teleturnieje telewizyjne. Niektóre polegają na tym, by jak najbardziej i publicznie upokorzyć przeciwnika w grze, oczywiście ku zadowoleniu widzów. Ten rodzaj zachowania, który nie jest szablonem w codziennym życiu, jest takim wentylem bezpieczeństwa w tym (w gruncie rzeczy) dobrze zorganizowanym świecie. Od lat koresponduję z młodym Japończykiem, który kilka razy w napisał do mnie, że jego koledzy są zapatrzeni w Północną Amerykę – moim zdaniem dzięki filmom z Hollywood. Po powrocie z Japonii napisałem mu, że moim zdaniem Japończycy nie powinni brać przykładu z USA, gdyż ten kraj boryka się z wieloma problemami które w Japonii nie istnieją. Na przykład przestępczość – w Japonii jest ona minimalna. Na 120 milionów mieszkańców w więzieniach odbywa karę jedynie ok. 50,000 osób, natomiast miejsc dla skazanych jest aż 90,000. W USA, na około 330 milionów mieszkańców w więzieniach przebywa ponad 2,1 miliona osób! Statystycznie rzecz ujmując, 4% populacji mieszkańców Ziemi (USA) posiada 25% więźniów w globalnej liczbie wszystkich więźniów na świecie! W Japonii w ciągu ostatnich 10 lat przyrost przestępczości spowodowany jest celowymi naruszeniami prawa przez osoby starsze i samotne (po 65 roku życia), które w ten sposób chcą dostać się do wiezienia gwarantującego im darmowy „wikt i opierunek”. Być może w pierwszej chwili brzmi to zabawnie, ale faktycznie pokazuje, że samotna starość wcale nie jest zabawna.

Wszechobecne dary morza
Dieta japońska zawiera w sobie bardzo dużo owoców morza pod różnymi postaciami. Od ryb, poprzez skorupiaki i małże do glonów. Japończycy spożywają prawie 60% wszystkich ryb łowionych na świecie. Kochają oni ryby świeże, prosto z morza i rzeczywiście są one łatwo dostępne. W wielu miejscach można trafić na targi rybne, na których nie tylko można zrobić zakupy do domu, ale również zjeść coś świeżego przygotowanego na miejscu. Kiedy przyglądałem się różnym dziwnym stworom morskim, zastanawiałem się czy miałbym odwagę ich spróbować. Ale po chwili wahania uznałem, że sushi i sashimi są lepszym wyborem. I muszę stwierdzić, że za każdym razem była to uczta dla podniebienia. Wszystko świeże, pyszne i bardzo rozsądne cenowo.



Samotne ryżowe pola
Oprócz ryb, ryż jest jednym z głównych składników japońskiej diety. Aż 90% zapotrzebowania ryżu w Japonii jest lokalnego pochodzenia. Pozostałe 10% importowane jest głównie z Korei Południowej. Różnica pomiędzy produktami jest zasadnicza. Japoński ryż jest kleisty i idealnie nadaje się na sushi czy do bento box. Ryż Koreański jest sypki i jest głównie używany do produkcji pasz. Praca rolnika w Japonii jest niezwykle trudna i jest to pomału wymierający zawód. Młodzi ludzie uciekają za karierą do miast, szukając pracy w administracji i dużych korporacjach. Pracę na roli uważają za zbyt trudną i nieatrakcyjną. Dlatego po śmierci rolnika nierzadko jego dom pozostaje pusty na zawsze. Rząd zabiega o to, by domy te odziedziczyli prawni spadkobiercy, np. dzieci rolników. Ci natomiast odmawiają przyjęcia takiego spadku, gdyż wiąże się to z koniecznością wniesienia opłaty od masy spadkowej w wysokości prawie 40% wartości domu. Młodych na to nie stać, bo nie stać ich też na kupno mieszkań w mieście. Taka sytuacja rodzi duży problem, i wiele domów jest po prostu wyburzanych, by uwolnić grunt pod zasiew ryżu.

Kulinarny bon-ton
Japończycy baczną uwagę zwracają nie tylko na to, co się je, ale też jak się je. Są oni estetami i jedzenie nawet w przypadku „fast food” jest podawane w sposób bardzo elegancki. Natomiast w japońskiej restauracji, gdy jest serwowany tradycyjny posiłek, będzie on podany w postaci całej serii małych porcji przystawek i przysmaków, plus trochę dania głównego. Charakterystyczną cechą japońskiej kuchni jest różnorodność. Porcje składają się z wielu rozmaitych składników. Kiedy spytaliśmy naszego przewodnika czy we własnym domu też jedzą śniadania podawane w taki sposób, z uśmiechem odpowiedział, „już nie”. Obecnie dominuje omlet, grzanka i kawa! Taki objaw globalizacji.

Kultura zamkniętych drzwi
Japonia jest krajem zasadniczo monokulturowym. “One People, One Empire, One Leader”. Skąd my to znamy? Niestety, Japonia w swojej długiej historii miała też mroczne czasy, kiedy była sojusznikiem Hitlera, dzieląc tę samą ideologię ekspansji oraz popełniając bestialskie mordy i masowe gwałty w Chinach na ogromną skalę. Dziś nikt do tych niechlubnych wojennych czasów nie powraca, ale ta monokulturowość pozostała. Z jednej strony jest siłą tego kraju, bo dzięki niej ludzie myślą tak samo, tak samo postępują, dbają o czystość i cenią sobie pracę w grupie. Z drugiej strony brak imigracji prowadzi do powolnego starzenia się społeczeństwa i według wielu specjalistów, jeśli Japonia nie otworzy się na młodych imigrantów, kraj znajdzie się w dużym kłopocie. Otwarcie dla imigracji to jednak piękna teoria z uwagi na spore bariery (biurokratyczne i ludzkie) utrudniające obcokrajowcom osiedlania się na terenie kraju. Widać co prawda na ulicach obcokrajowców, ale są to głównie turyści, którzy oczywiście są zawsze mile widziani (gdyż zasilają skarb państwa wydawanymi tam pieniędzmi). Miałem okazję rozmawiać z kelnerem (Rumunem), który jakimś dziwnym trafem pracuje w jednym z tokijskich hoteli. Mieszka on już w Japonii dwa lata i niestety potwierdził nasze podejrzenia. Jest tolerowany w pracy gdyż biegle włada angielskim (co jest pomocne przy obsłudze gości), natomiast ta tolerancja znika przy prywatnych spotkaniach po pracy. Ponadto wciąż napotyka trudności by cokolwiek załatwić (jak wynajęcie mieszkania, otwarcie konta, otrzymanie kredytu) twierdząc, że wciąż ma pod górę.

Japoński savoir vivre
Pomimo tego co opisałem wcześniej, Japończycy są niezwykle uczynni i nawet jeśli nie są w stanie się porozumieć (po angielsku), to zawsze są skorzy do pomocy. Młodzi ludzie piszą i czytają po angielsku dość dobrze, często jednak mają problemy z rozmową. Ale oczywiście są też wyjątki i miałem okazję spotkać Japończyków z idealnym brytyjskim akcentem. Są też oni – zarówno kobiety jak i mężczyźni – niezwykle eleganccy i szykownie ubrani. Panowie zwykle w czarne garnitury, ale panie – to prawdziwa rewia mody! Naprawdę jest się za kim obejrzeć… Inną cechą , która mi bardzo odpowiadała to takie naturalne wyczucie klasy. Prosty przykład: kiedy zwiedzaliśmy okolice świętej góry Fuji, weszliśmy na specjalny pomost widokowy, z którego można było zrobić piękne zdjęcia góry. Kiedy obecni tam Japończycy zauważyli, że czekamy w kolejce by sobie “cyknąć fotkę”, uprzejmym gestem i z uśmiechem dali nam do zrozumienia, że poczekają, aż my zrobimy sobie zdjęcia. Jednak w tym momencie wpadła na pomost chińska wycieczka – i tu zaczął się kabaret. Nie tylko nie zadali sobie oni trudu zaczekania na swoją kolej, ale bez żadnych skrupułów wpadli jak horda, praktycznie wypchnęli nas z kadru i zaczęli robić setki zdjęć. Pani z panią. Pani z panem. Dwie panie. Trzy panie. Pani z panem uśmiechnięci. Pani z panem poważni. Pani z nóżką w prawo. Pani z nóżką w lewo….. Ten cyrk trwał dobre 15 minut i nikomu z nich nie przyszło do głowy że inni (na przykłady my) też mamy ochotę zrobić sobie zdjęcia z nóżką w prawo czy w lewo! Zresztą, szczerze mówiąc, to właśnie Chińczycy są w dużej mierze odpowiedzialni za śmieci rzucane na japońskich ulicach czy w zwiedzanych zabytkach.



Trzęsie, wieje i praży
Japonia ma niezwykle ciekawe ukształtowanie i położenie. Na kraj ten składają się cztery główne wyspy, rozciągnięte z północy na południe na długości prawie 2,500 kilometrów. Oprócz tego do Japonii należą tysiące malutkich wysepek, od północy do południa. Z takim „rozciągnięciem” terenu wiąże się ciekawa różnorodność klimatyczna. Na wyspie północnej (Hokkaido) panuje raczej zimny klimat, natomiast na południowej wyspie (Miyazaki) mamy klimat tropikalny! Aż 75% powierzchni Japonii to teraz górzysty, a równiny są albo zajęte przez miasta, albo przez rolnictwo. Tokio jest położone na centralnej wyspie (Honsiu) i zajmuje powierzchniowo mniej niż 1% całej powierzchni kraju. Natomiast ma aż 34 miliony mieszkańców – to jest ponad ¼ wszystkich Japończyków! Kontrasty pomiędzy krajobrazem miejskim i przemysłowym a sielską wsią są ogromne. Pomimo tego, nawet w dużych miastach widać dbałość o naturę, a w powietrzu pomimo zagęszczenia, wcale nie czuje się smogu. Liczne zabytki z przeszłości są bardzo pieczołowicie konserwowane, a otaczające je rozległe ogrody chętnie odwiedzane. Jak wszyscy wiemy, Japonia jest krajem silnie sejsmicznym, ale liczne wstrząsy nikogo tu nie dziwią. Zarówno drogi, domy czy kolej tak są konstruowane, by w przypadku silnego trzęsienia ziemi zniszczenia były jak najmniejsze.

Japońskie termy
Ogromnym benefitem położenia Japonii są liczne gorące źródła, często wykorzystywane w SPA czy ośrodkach wypoczynkowych z basenami termicznymi. Mieliśmy okazje spędzić w takim miejscu jeden dzień i noc. Był to niezwykle ciekawy eksperyment, bo nie tylko mieliśmy szansę przespać się w tradycyjnym domu na matach TATAMI rozłożonymi na podłodze, ale również byliśmy ubrani w tradycyjne japońskie kimona! Skorzystaliśmy oczywiście z kąpieli w gorących źródłach i delektowaliśmy się przysmakami tradycyjnej, lokalnej kuchni. Według japońskiej tradycji, w przypadku takich kąpieli „panie idą na lewo, a panowie na prawo”. Każda płeć ma swoją obszerną przestrzeń, w której znajduje się osobny basen zewnętrzny z wodą z gorących źródeł, obszerny hot tub, oczywiście szatnie i bardzo wygodne łazienki z kąpieli w których myje się ciało przed skorzystaniem z basenów termicznych. Oczywiście wszyscy są w „strojach Adama i Ewy”. Taki sposób dbania o higienę jest mocna zakorzeniony w japońskiej tradycji. Kilka dni po powrocie z Japonii przypadkowo obejrzałem ciekawy film dokumentalny właśnie o zamierzchłych czasach (XV wiek) i o okresie, kiedy to Portugalczycy próbowali nawrócić Japończyków na chrześcijaństwo. Bardzo ciekawa była wzmianka jednego z misjonarzy który pisał, że Japończycy myli się codziennie, kiedy oni tylko raz na kilka tygodni. No cóż – wygląda na to, że czystość jest wrodzoną cechą tego narodu, a pewnie obecność licznych ciepłych czy gorących źródeł na pewno miało ogromny wpływ na ten fakt. Wszak ciepła woda w dużej ilości zachęca do kąpieli. I ciekawostka: czy Państwo wiedzą, że w Japonii (w okolicy Jigokudani), żyje spore stado małp z gatunku Makaki, które również chętnie zażywają długich kąpieli w ciepłych źródłach? Co za wyjątkowo czysty kraj!

Opuszczając Japonię zdecydowanie mieliśmy niedosyt wrażeń i oboje z Agnieszką wiemy, że tu wrócimy. Podróżuje się tu wygodnie, w czystych warunkach i bardzo bezpiecznie. Japonia to niezwykle atrakcyjny turystycznie kraj, z ciekawą historią i kulturą. Wprawdzie tak różniącą się od naszej, ale zdecydowanie wartą poznania. Opisane wrażenia są oczywiście bardzo osobiste i jak wspomniałem, nie mają na celu uczyć historii tego kraju. Ale mam nadzieję, że przybliżą Państwu atmosferę ulicy, styl życia Japończyków, kulturę oraz zapachy i smaki Kraju Kwitnącej Wiśni.