Jeden dzień to oczywiście za mało, by poznać Góry Świętokrzyskie, ale też wystarczająco dużo, by zapragnąć tam wrócić. Pandemiczna rzeczywistość wyjątkowo motywuje do poznawania miejsc położonych w odelgłości dwóch godzin od domu, dlatego też zapuściliśmy się w okolice Kielc.

Na pierwszy ogień poszedł oczywiście Święty Krzyż. Szlak do klasztoru Misjonarzy Oblatów na Łysej Górze prowadzi przez pradawny bór. Królują w nim majestatyczne jodły i buki. Drzewa są olbrzymie, proste i niebosiężne. Przenoszą wędrowca do świątyni lasu.

W bazylice na Łysej Górze znajdują się relikwie Krzyża świętego, a w krypcie w podziemiach zmumifikowane ciało księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Po wyjściu z klasztoru warto jeszcze przejść na platformę widokową wybudowaną nad gołoborzem, skąd roztacza się rozległa panorama na północ.

Dalej przenieśliśmy się na drugą stronę Kielc, do Pasma Oblęgorskiego. To tam właśnie leży wieś Oblęgorek z dworkiem Henryka Sienkiewicza. Podjechaliśmy na platformę widokową w drodze na Siniewską Górę, skąd ponoć przy dobrej pogodzie można wypatrzeć Tatry. Nie mieliśmy tyle szczęścia, a platforma z przyczyn epidemiologicznych była niedostępna. Podziwialiśmy panoramę z pobliskiej łąki. W wieczornym słońcu pofałdowany teren z żółtymi polami rzepaku przedstawiał się wyjątkowo malowniczo. Kawałek dalej Kielce widać było jak na dłoni.

Dzień zamknęliśmy szlakiem na Perzową Górę, nieopodal Oblęgorka. Zdążyliśmy jeszcze o zachodzie słońca nabyć lody w sklepie “U Agi” w Kuźniakach, po czym już po zmroku przez las i łaki wróciliśmy do samochodu.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak