Jakiś już czas temu pisałem o Oxfordzie wyznaczonym na tzw. miasto 15-to minutowe. No i ponoć to wdrożono! 
Publikacje internetowe tłumaczą, że większość mieszkańców jest za i tylko oszołomy i maniacy w rodzaju np. Pana Jordana Petersona, który się w swoim czasie wyraźnie opowiedział, są przeciw.
Jestem mocno zdziwiony, że Brytyjczycy dali się w coś takiego wrobić. Moim zdaniem nie pasuje to do ich przebojowej mentalności. Ale faktom trudno zaprzeczyć.

Miasto podzielono na 5 dzielnic. Główne, łączące je arterie są przegrodzone czymś co tłumaczy się jako filtry: tylko pojazdy upoważnione mogą te granice przekraczać, a zwykli mieszkańcy w ramach pozwoleń. Przekroczenia są karane mandatami. Oczywiście preferuje się rowery i tym podobne walcząc ze smogiem i poprawiając samopoczucie – chyba głównie rady miejskiej i jej szefa Duncana Enright’a.
Ponoć ktoś się sprzeciwiał Planowi 2040 i były protesty na ulicach, ale według ankiet cała akcja ma 2-3 razy więcej zwolenników niż wrogów. Rozumiem, że mieszkańcy dostaną ileś tam przepustek rocznie aby pojechać do kuzynów, którzy mieszkają obok, ale po przeciwnej stronie barierki. Zakładam też, że hulajnogą, czy na piechotę można, ale samochodem już nie.

No bo i po co? Pub w okolicy, szkoła i piekarnia też. A, że to nie ten Pub, do którego chodziłeś przez ostatnie 20 lat, nie ta przychodnia czy piekarnia, to trudno. W końcu niektóre ludy rewolucyjne są przyzwyczajone do przemieszczania się na przepustkę od ponad stu lat.
Polaków także przetrenowano w 1981, więc w końcu dociera ten modus operandi pod brytyjskie strzechy. Zieloni entuzjaści zdają się nie rozumieć prostego faktu, że np. wprowadziwszy koncepcję przepustek można ich po prostu nie dać, albo zmienić ich ilość, albo zmienić zasady i zawsze znajdzie się ochocza, demokratyczna większość, która to przegłosuje.
AI pytane co z Toronto, czy np. Scarborough, jasno odpowiada, że nasi rajcy miejscy mają podobne ambicje. Rozległość terenu trochę im komplikuje to 15 minutowe motto, ale pewno coś wymyślą.

***

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Będąc dłużej w Paryżu trudno się nie natknąć na kieszonkowców. Pewne sytuacje są rozpoznawalne, jak osoby stojące w ciasnych przejściach, w drzwiach metra, czy sztuczny tłok. Ale pamiętam sytuację w otwartej przestrzeni, na placu naprzeciw stacji Metra 10, Maubert – Mutualité. Nagle stanął przed nami facet i zadał pytanie o jakieś miejsce w Paryżu. Skupiłem się na odpowiedzi, ale on nieoczekiwanie stracił zainteresowanie konwersacją i ruszył dalej. Po chwili, połapaliśmy się, że to mógł być złodziej. Staram się dokumenty i pieniądze nosić w kieszeniach z zamkiem, albo pod przykryciem kurtki, swetra, itp. Sprawdziłem i niczego nie brakowało. Zawsze jednak miałem nadzieję, że tamten facet nie zdołał mnie obmacać.
Tak było do czasu, gdy obejrzałem kilka Youtubowych filmików o Bruce Lee. Otóż Bruce był w stanie wyprowadzać ciosy tak szybko, że ówczesne kamery, nagrywające z szybkością 24 klatek na sekundę nie były w stanie wyraźnie tego zarejestrować. Dla widza akcja wyglądała tak, że oponent stał przed Brucem a następnie był na podłodze, albo na ścianie z tyłu. Żadnych obrazów pośrednich. Dlatego filmowcy prosili go o zwolnienie ruchów akcji, aby rejestracja kamerą była możliwa. Większość ludzi dostrzega płynność ruchu już przy częstotliwości 16 klatek na sekundę, a Bruce był szybszy.
Jest więc możliwe wytrenowanie ruchów, np. ręką, z szybkością, przy której nasze oko nie będzie widziało, że to się stało. Myślę więc teraz, że tamten złodziej jednak mnie wtedy obmacał a ja nie byłem w stanie tego zauważyć.

***

Mój Apple laptop raczej dogorywa. Przedłużyłem mu żywot jakieś trzy lata temu instalując nową baterię przy okazji wymiany pamięci. Miałem szczęście, bo udało mi się wtedy odtworzyć system operacyjny i główne aplikacje z zapasowego dysku, który wszędzie ze sobą wożę. Ostatnio jednak okazało się, że Apple nie przewiduje uaktualnień dla trzynastoletniego komputera i coraz częściej mam kłopoty z różnymi aplikacjami.
Kilka dni temu zauważyłem, że bateria ponownie szwankuje tracąc pojemność. Zrobiłem ostateczny „backup” i zacząłem sprawdzać, ile kosztuje nowy MacBook. Umówiłem się z Sebastianem, jako ekspertem komputerowym i jedziemy do sklepu Appla w Vaughan. Poprzednio wydawało mi się, że w okolicy jest ich więcej, ale wychodzi na to, że w takim Scarborough nie ma żadnego. W Scarborough Town Center jest Jump + licencjonowany przez Appla, ale jedziemy do Markville Mall.
16 calowy MacBook Pro kosztuje $1200 dolarów więcej niż podstawowa 14-calowa wersja. Ale jest też 15-calowy MacBook Air. Jego ekran robi wrażenie, plus niska waga, a ja przecież nie wykonuję skomplikowanych obliczeń, nie mówiąc już o graniu w gry. Natomiast bywam w podróży. Dodaję 24 GB pamięci, 1T dysk jest standardem. Wszystko wyjdzie taniej niż myślałem.
Okazuje się też, że Apple akurat pomaga w transferze danych do nowego komputera bez dodatkowej opłaty. Wpisuję się na listę następnego dnia. Cały transfer wyjdzie bezproblemowo, ale asysta pod ręką to rzecz bardzo dogodna.

***

Nie wiedziałem, że kanadyjskie farmy mleczne wylewają do ścieków nawet miliard litrów mleka rocznie. Jest to ponoć na poziomie 7% całej produkcji. Jeśli pomyśleć o tym w kontekscie biedy, która jest odczuwalny przez część społeczeństwa, istnienia banków żywności, itp. wydaje się to bezsensowne.
Jedno z tłumaczeń opiera się na fakcie, że produkcja mleka zależy od mleczności krów i nie da się jej dokładnie ustalić i dopasować do stałych zamówień co wymusza pewien poziom nadprodukcji. Z drugiej strony, nadmiaru mleka nie da się magazynować i wychodzi na to, że straty są nieuniknione. Nie bardzo wierzę, że nie można niczego zrobić, ale pewno potrzeba ekstra pieniędzy na jakiś specialny program utylizowania mlecznych nadwyżek, a tych nie ma.
Na dodatek „Canadian Dairy Commission” ponoć zaprzecza całemu marnotrawstwu.

***

Czy wiesz Drogi Czytelniku, co to jest TFW program? Temporary Foreign Worker Program. Rządowa strona inetrnetowa wyjaśnia, że można zatrudnić obcokrajowców w wypadku, gdy nie ma odpowiednich kandydatów w Kanadzie. Tim Hortons jest tu jednym z przodowników. Nie wiedziałem, że nalewanie kawy do kubków wymaga szczególnych, zagranicznych, umiejętności. Ale jest jeszcze jedna opcja, którą AI pokazuje dopiero gdy wyśmieję ją za oficjalne frazesy. Otóż, Tim Hortons używa też innej legalnej ścieżki: the Labour Market Impact Assessment (LMIA). Polega to na przykład na tym, że publikuje się ogłoszenia oferujące pracę w nieatrakcyjnych godzinach, za minimalne stawki i oczywiście nie ma na to chętnych.
Nie mogę się dowiedzieć online, ile pieniędzy zaoszczędza Tim w całej Kanadzie, musi być jednak coś na rzeczy, bo David Menzies z Rebel News otrzymał (na piśmie) dozgonny zakaz wstępu do Tim Hortonsa w całej Kanadzie! Dotyczy to także parkingów, trawników, zakładów produkujących dla Tima itp. To po wcześniejszej publikacji na temat i petycji wzywającej do bojkotu Tim Hortonsa z powodu oferowania pracy obcokrajowcom w czasie, gdy młodzi Kanadyjczycy nie mają zatrudnienia. Petycję podpisało ponad 14 000 osób. Wydaje się też, że oprócz niższych płac, pracownicy zatrudnieni w ramach TFW nie mogą dowolnie zrezygnować z pracy, co ułatwia Timowi sprawy kadrowe.
Przy okazji warto przypomnieć, że osławiony kanadyjski business już dawno nie jest kanadyjski, ale należy do amerykańskiego Restaurant Brands International (RBI), którego największym udziałowcem jest Brazylijsko-Amerykańska firma inwestycyjna 3G Capital.
Najgorsze w tym wszystkim jest jednak coś innego; otóż Pani Basia ostatnio preferuje kawę od Tima.

***

Złamana ręka sprzyja serialom. Oglądamy „The Good Doctor”.
Ale kilkadziesiąt odcinków i godzin przed ekranem to okazja do sprzedania nam pewnych postaw i zachowań. Panienki wolą życie niezamężne i śpią z kim im się podoba. Łącznie z „bohaterską” Dr. Morgan R. która zapewnia pierwszy (i ostatni) seks z efektami wizualnymi, przed operacją, która pozbawi młodego pacjenta wzroku na zawsze.
Wszyscy lubią autystycznego Shauna, także jego prawdomówność. Trzeba jednak być chorym na autyzm, aby mieć upodobanie w prawdzie. Fakt, że istnieje jedna religia, która mówi o trwaniu w prawdzie jako o niezbędniku zbawienia, a także najlepszym z możliwych schematów i sposobów na życie, jest raczej pominięty.
Szczepionki są zdecydowanie dobre; każdy kto ma inne zdanie, chociaż indywidualna wolność jest tolerowana, jest jednak oszołomem.
Homoseksualna namolność filmu jest trudna nie do zauważenia. Wynika, że ten typ zachowania dotyczy 30-40 procent społeczeństwa. Statystyki mówią o 2-3%, choć to co nazywane jest LGBT+ stanowi ponoć kilkanaście procent. Tym niemniej, dwóch homoseksualistów, mówi o sobie nawzajem jako o mężu i żonie, podczas gdy zwykli „straightsi” mówią o partnerach.
No i na koniec Lea z wibratorem, w ramach poprawiania sobie dobrego samopoczucia, jest kompletnym zaskoczeniem w kontekscie, wydawałoby się, super relacji z Shaunem. Ale to właśnie kolejny przykład sprzedawania nam nowoczesnych modeli akceptowalnych zachowań.
Po trzech tygodniach oglądania perypetii Shauna i Lei, Pani Basia wkracza w ostatni sezon. Martwi się co będzie dalej. Czy wraz z poprawiającą się kondycją ręki zdoła przerzucić się na prace ogródkowe, zobaczymy?

***

Co to jest demokracja? Roosevelt miał to sparafrazować:
„To sytuacja, gdy dwa wilki i owca głosują nad tym co będą jedli na obiad.”
Ale w „republice konstytucjonalnej” owca ma pistolet!
W demokracji 51% narzuca prawa 49 procentom. Czyli 49 procent nie ma wolności. W republice konstytucjonalnej mniejszość jest chroniona przed większością.
Nasz znajomy z New Jersey, skwapliwie korzysta z „Drugiej poprawki” i posiada całą szafę karabinów i pistoletów, Jego syn także. W demokracji, przysłowiowy pistolet jest nam systematycznie odbierany. W Polsce prawie nikt go nie ma. Rządy skwapliwie pilnują, aby owce nie miały jak, ani czym się bronić. Krakowskie referendum w sprawie odwołania prezydenta poszło nie tak, więc przebąkuje się o zabronieniu referendów.
Od czasów Justina, rząd Kanady odebrał biznesom 75 000 sztuk legalnie posiadanej broni. Odbieranie broni indywidualnym posiadaczom trwa. Quebec postanowił zwiększyć skuteczność tej akcji stosując szczególnie wredny sposób. Policja kontaktuje się bowiem ze współmałżonkami właścicieli broni z zapytaniem o możliwość przemocy domowej z tej drugiej strony.
No i demokracja jest nam wciskana przez wszystkie szczeliny. Dlaczego? Bo to przyzwyczaja nas do faktu, że 51% może nakazać wszystko pozostałej grupie. A do tego dochodzą możliwości koalicyjne i wtedy kompletna mniejszość, przez różne mariaże i niespełnione obietnice, może rządzić całością. Właśnie przez to przechodzimy tak w Kanadzie jak i w Polsce.