Mój znajomy wrócił z Polski i narzekając na drożyznę w Polsce zapytał:
– Czy wiesz ile kosztuje kawa americano w Polsce? 
– 22 złote – bardzo asertywnie odpowiedziałam. A ten zdziwiony pyta:
– A skąd wiesz? 
– No bo byłam w Polsce na Wszystkich Świętych w zeszłym roku, to wiem.
– Podrożało od tego czasu, bo teraz taka kawa kosztuje 23 złote, czyli jakieś 8 dolarów kanadyjskich. I co? My w Kanadzie narzekamy na drożyznę? 
Narzekamy słusznie, bo wszystko coraz więcej kosztuje, a przychody są coraz trudniejsze do zdobycia i coraz mniejsze. Za to podatki i cła coraz wyższe. Co prawda kawa americano nie kosztuje u nas jeszcze 8 tutejszych dolarów, ale kto wie? To że globalizacja nie jest już regułą wielkiego międzynarodowego biznesu, nie znaczy, że w produktach codziennego użytku dalej nie dążymy do światowej urawniłowki – czyli zrównania i cen i produktów na całej kuli ziemskiej.
Przekonałam się o tym dawno temu kiedy to pojechałam do Polski i na każdym stole w każdym domu, do którego byłam zapraszana stały takie same szklanki, jakie były u mnie w Toronto. Wtedy u mnie w Toronto były one stosunkowo drogie, ale w Polsce też należały do takiej zastawy lepszej, niedzielnej. Wtedy stosunek dolara do złotówki był bardzo wysoki, więc dla mnie te polskie szklanki były bardzo tanie. Więc skoro tam są takie tanie (na moją kieszeń, ale drogie ma polską kieszeń) to u mnie w Kanadzie na tych samych szklankach ktoś zarabia krocie, bo mi je drogo sprzedaje. W efekcie cena dla odbiorców była taka sama: płać ile się da wyciągnąć. Czyli ktoś zrobił rynkową analizę, i za tą samą szklankę ja płaciłam 3 dolary, a moja szwagierka 3 złote. I dla mnie i dla niej, to była droga szklanka. Podobnie było z obrusem świątecznym. Mój zielony obrus wigilijny kosztował stosunkowo dużo. Taki sam obrus wigilijny mojej szwagierki kosztował tyle samo, tylko ona płaciła w złotówkach na targu rosyjskim – czyli bez cła i marży. Zdaje się, że teraz jest podobnie z kawą americano, tylko ceny poszybowały bardziej do góry w Polsce. Widać ktoś w Polsce tę drogą kawę kupuje? Stare polskie powiedzenie to zastaw się a postaw się.  A poza tym kto to widział kiedyś żeby w Polsce serwowano kawę americano. Co to znaczy kawa americano? Kawa americano wzięła się od żołnierzy amerykańskich przebywających w czasie II Wojny Światowej w Europie, którzy do kawy ekspresowej prosili o gorącą wodę, ponieważ ta kawa espresso była dla nich za mocna. Stąd się wzięło ‘kawa americano’, takie ekspresso z większą ilością wody. A wiadomo, że w Ameryce pije się bardzo dużo wody nie tylko z kawą. Mój śp tata nazywał taką kawę z coffee makera kawa ‘de lure’, czyli lurą. No tak, ale mój tata był światowy, i przed wojną mieszkał w Paryżu.
Ja z kolei zapytałam tego znajomego, który niedawno wrócił z Polski, czy dalej kawę obsługują niewidomi? To taki niewidzialny sposób obsługiwania klienta, Zamawiasz kawę w starbucksie a obsługująca patrzy ponad ciebie, a potem niewidzialnym wzrokiem podaje ci kawę. Moja córka – ta już urodzona w Kanadzie, pytała czy to jest jakaś specjalny program zatrudniający niewidomych? No bo cię obsługują, ale cię nie widzą. Nie – powiedziałam. Tak nam historycznie zostało: lepiej za dużo nie widzieć.
MichalinkaToronto@gmail.com, 12 września, 2026
PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU