Komitet antyrasistowski w związku zawodowym pracowników państwowych PSAC w Toronto chce zakazać określenia „public servant”, bo słowo „servant” ma według nich „znaczącą historyczną traumę” związaną z niewolnictwem.
Członkowie torontońskiego komitetu rasizowanych pracowników Public Service Alliance of Canada (PSAC/AFPC) zaproponowali wniosek o wycofanie z użycia frazy public servant („służba publiczna” / „urzędnik służby publicznej”). Argument brzmi: słowo servant jest bolesnym przypomnieniem służalczości i afrykańskiego niewolnictwa.
Informację jako pierwszy podał subskrypcyjny serwis Blacklock’s Reporter z Ottawy.
Toronto Racialized Members Committee — regionalna struktura największego kanadyjskiego związku pracowników sektora publicznego — twierdzi, że „termin «servant» niesie ze sobą znaczącą historyczną traumę”.
PSAC reprezentuje około 240 tys. pracowników — głównie federalnych, ale też w innych sektorach. Komitet torontoński od lat zajmuje się rasizmem w miejscu pracy, dziedzictwem niewolnictwa i tzw. traumą rasową. Związek wcześniej publikował materiały o wpływie transatlantyckiego handlu niewolnikami na czarne pracownice służby publicznej i wspierał pozew zbiorowy czarnych urzędników przeciwko rządowi federalnemu.
Nie ma na razie publicznego stanowiska krajowych władz PSAC w sprawie samego zakazu frazy.
W kanadyjskim prawie i administracji public servant to standardowy, neutralny termin. Oznacza osobę zatrudnioną przez państwo lub samorząd do wykonywania zadań publicznych — nie „sługę” w sensie feudalnym czy niewolniczym.
Pojawia się w kodeksach etyki, ustawach, regulaminach miast (w tym Toronto) i dokumentach samego PSAC. Historycznie civil servant / public servant podkreślało służbę wobec Korony i obywateli, a nie prywatnego pana. Krytycy wniosku wskazują, że etymologia i współczesne znaczenie nie pokrywają się z transatlantyckim niewolnictwem.
Wpis Blacklock’s wywołał falę komentarzy. Dominowały głosy, że urzędnicy opłacani z podatków są służbą publiczną i że problemem nie jest słowo, tylko poczucie wyższości wobec podatników. Pojawiały się też uwagi, że związek stale sam używa tego terminu.
Część komentujących uznała sprawę za symboliczną i bez praktycznego skutku: fraza jest głęboko osadzona w prawie. Inni widzieli w niej kolejny przykład przesuwania języka instytucji publicznych w stronę ram „traumy historycznej”.
Sprawa wpisuje się w szerszy kanadyjski spór o język administracji, dziedzictwo kolonialne i to, jak daleko instytucje powinny iść w redefiniowaniu utartych terminów. Samo słowo public servant na razie pozostaje w ustawach, kodeksach i codziennym użyciu.




































































