Na grzyby- w aromatów pełen las, na grzyby- przed wyjazdem sprawdźmy gaz. Na grzyby- tu borowik a tam dzik, na grzyby- pociągnijmy sobie łyk..”.

Ten fragment piosenki z Kabaretu Starszych Panów to znakomite wprowadzenie do ogólnonarodowej pasji Polaków do grzybobrania. Pasję tę można wyjaśnić czymś więcej niż prostym zbieraniem grzybów. Jak pamiętamy z “ Pana Tadeusza “ jest ono niemal rytuałem i okazją do spotkania, rozmowy i rywalizacji. Jest w nim tradycja wiejska i praktyczna- grzyby zawsze były łatwo dostępnym i smakowitym dodatkiem do pożywienia. Wreszcie grzybobranie jest przygodą. Polak nie idzie po prostu do lasu po grzyby- on wyrusza na grzyby- poluje, poszukuje, znajduje i triumfuje!

Przebywając całe lato i jesień na ontaryjskich Kaszubach oddajemy się z zapałem tej pasji, zwłaszcza po suchym i kompletnie nieurodzajnym sezonie 2025 roku. W 2026 roku Matka Natura wynagrodziła zeszłoroczne niedostatki wielokrotnie. Nie pamiętam takiego urodzaju na borowiki i do tego tak wcześnie, bo już na początku lipca były wszędzie- pod płotami, przy dróżkach i w innych niespodziewanych miejscach. Należą one do rodziny borowikowatych ( Boletes ), do której zaliczają się też chętnie zbierane podgrzybki, kozaki, sitarze i maślaki. Rodzina Boletes w 95% obejmuje grzyby jadalne, z tym że problemy żołądkowo- jelitowe może wywoływać borowik gorzki i borowik rubinowy- oba łatwe do odróżnienia od innych, jadalnych boletes. W ostatnich latach na terenie Ontario zaczął się rozprzestrzeniać znad Jeziora Huron trujący Boletus Huronensis- fałszywy, udający króla prawdziwków ( King Boletus ). Można go odróżnić po żółtym a nie białym kolorze miąższu, barwieniu na niebiesko przy ucisku lub przekrojeniu i białym, gładkim korzeniu bez charakterystycznej dla Króla siateczki na powierzchni. Natomiast tak unikany przez grzybiarzy w Polsce borowik szatan w Ontario nie występuje.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Pamiętajmy, że:

Wszystkie grzyby są jadalne, ale niektóre tylko raz.

W naszej rodzinie przestrzegamy prostej zasady: zbieramy tylko boletes ( gąbczaste spody kapeluszy ) a z grzybów o blaszkowatych spodach kapeluszy tylko kurki i rydze. Wynika to przede wszystkim z obawy przed grzybem śmierci – Amanitą, której toksyny odpowiadają za najwięcej śmiertelnych przypadków zatruć w Kanadzie, całkowicie niszcząc nerki i wątrobę. Amanita ( muchomor zielonawy- death cap, muchomor jadowity- anioł niszczyciel, destroying angel ) może przypominać niewinne pieczarki polne, łatwo o fatalną w skutkach pomyłkę.

Tak więc polski grzybiarz zna “ szatana “, ale dopiero spotkanie z białym “ aniołem “ niszczycielem pokazuje, że kanadyjski las ma swoje grzybowe diabły- tylko niektóre z nich wyglądają jak anioły..

W poszukiwaniach nad skuteczną terapią zatruć Amanitą ciekawa jest historia doktora Pierre Bastien, francuskiego lekarza z Wogezów. Trzy razy, w 1971, 1974, 1981 roku zjadł on śmiertelną porcję muchomora zielonawego, w warunkach kontrolowanych. Po około 12 godzinach wystąpiły typowe objawy zatrucia, na które zastosowano jego protokół: wlewy dożylne wit. C, nifuroxazyd, streptomycynę. Przeżył te eksperymenty aby udowodnić skuteczność swojej metody leczenia, jednak nie było wystarczających przesłanek aby tę metodę uznać za współczesny standard, choć jego przypadek stał się sławny w toksykologii.

N.B. przy piorunującej niewydolności narządów wewnętrznych jedynym ratunkiem staje się błyskawiczny przeszczep wątroby.

W tych rozważaniach mykologicznych nie sposób nie wspomnieć o grzybkach magicznych. Grzybki te, z gatunku Psilocybe, to czapeczka wolności ( liberty cap, łysiczka lancetowata ) i czapeczka falista ( wavy cap, łysiczka siniejąca ) rosną na łąkach i pastwiskach Doliny Madawaska. Zawierają one psylocybinę, której działanie na organizm ludzki może powodować zmienione postrzeganie kolorów, dźwięków i kształtów, poczucie że czas płynie szybciej lub wolniej, halucynacje ale również panikę, paranoję i dezorientację. Stanowczo nie polecam, gdyż:

Magiczne nie znaczy bezpieczne.

Tego lata wokół naszej kaszubskiej siedziby obrodziły nie tylko grzyby, ale również odwiedziło nas wielu gości- rodzina ( nawet z ósmego stanu USA ), przyjaciele i znajomi. Wszyscy z entuzjazmem włączyli się do grzybobrań, a na pożegnanie obdarowani zostali słoikami suszonych prawdziwków. Pan Mąż, zapytany zaś o ulubione danie z grzybów oświadczył: “ Grzybek marynowany na widelcu, pod kieliszeczek zamrożonej polskiej wódki ”.