Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone pracują nad „ogromną umową” na zakup potażu z Białorusi. Cena ma być „znacznie niższa” niż ta, którą Amerykanie płacą Kanadzie. Wiadomość padła w poniedziałek, 21 września 2026 r., zaledwie kilka tygodni po tym, jak premier Ontario Doug Ford zagroził, że Kanada może użyć potażu jako dźwigni w sporze handlowym z Waszyngtonem.

Wpis na Truth Social brzmiał: Stany Zjednoczone pracują nad wielką transakcją zakupu potażu z Białorusi. Ceny miałyby być istotnie niższe od tych płaconych Kanadzie — „bardzo dobra wiadomość dla naszych farmerów i hodowców”. Trump nie podał ani wolumenu, ani konkretnej ceny, ani terminu podpisania umowy.

Potaż — sól potasowa używana do produkcji nawozów — jest surowcem, bez którego współczesne rolnictwo praktycznie nie funkcjonuje. Kanada jest największym eksporterem na świecie: w 2024 r. wysłała ok. 22,9 mln ton, czyli ponad 39 proc. globalnego eksportu. Stany Zjednoczone to jej największy klient; według różnych szacunków 79–85 proc. amerykańskiego importu potażu pochodzi z Kanady, głównie z Saskatchewan.

Ford groził odcięciem. Moe ostrzegał przed Białorusią

26 sierpnia premier Ontario Doug Ford nazwał potaż jednym z „najpotężniejszych narzędzi” Kanady. Jeśli Kanada odetnie dostawy, amerykańskie rolnictwo „padnie z dnia na dzień. Absolutnie padnie”. I dodał: „Albo będziecie wobec nas uczciwi, albo dogadajcie się z Rosją. Weźcie potaż od Rosji. Zobaczcie, jak was potraktują”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Problem w tym, że to nie Ontario wydobywa potaż. Robi to przede wszystkim Saskatchewan. Premier tej prowincji, Scott Moe, od razu uznał pomysł za „ogromnie wadliwy”: ograniczenie eksportu kosztowałoby kanadyjskie miejsca pracy, podniosłoby koszty rolnikom i — co akurat dziś brzmi proroczo — odepchnęłoby Amerykanów do innych dostawców, w tym na Białoruś. Premier Mark Carney, pytany o użycie zasobów naturalnych jako broni, ograniczył się do „zobaczymy”.

Po ogłoszeniu Trumpa akcje północnoamerykańskich producentów nawozów, w tym saskatoonowskiego Nutrienu oraz Mosaic, spadły nawet o kilka procent.

Białoruś to trzeci co do wielkości eksporter potażu na świecie, po Kanadzie i Rosji. Państwowy potentat Belaruskali od lat zasila budżet  władz Aleksandra Łukaszenki.   Unia Europejska wciąż utrzymuje sankcje na białoruski potaż; Stany — nie do końca.

Administracja Trumpa już wcześniej poluzowała ograniczenia wobec Belaruskali i powiązanych firm (m.in. w grudniu 2025 i marcu 2026 r.), w pakiecie powiązanym z uwolnieniem części więźniów politycznych. Łukaszenka publicznie mówił, że Białoruś wznowiła sprzedaż potażu do USA. Jednocześnie — według części doniesień z dnia poprzedzającego wpis Trumpa — twierdził, że wolnych wolumenów na Zachód nie ma, bo wszystko jest zakontraktowane.

Kanada przez lata sprzedawała USA potaż jako pewny, bliski i relatywnie czysty geopolitycznie dostawca. Wojna handlowa — cła, groźby odwetu, publiczne przechwałki premierów — ten komfort zniszczyła. Trump pokazuje, że nawet jeśli Białoruś nie zastąpi Kanady z dnia na dzień (Rosja i Białoruś łącznie nie pokryją całego amerykańskiego zapotrzebowania), sama groźba tańszej alternatywy osłabia kanadyjską pozycję negocjacyjną.

Dla Saskatchewan stawką są miejsca pracy i długoterminowy klient. Dla Ontario — prestiż „twardej” linii. Dla rolników po obu stronach granicy — cena nawozu.

Na razie nie ma podpisanej umowy, nie ma ton i nie ma harmonogramu. Jest natomiast jasny komunikat z Białego Domu: kanadyjski potaż przestał być świętością, a sojusznik Putina wraca do gry jako dostawca nawozu dla amerykańskich farmerów.

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka twierdzi, że Białoruś nie może dostarczać potażu do Stanów Zjednoczonych w ramach proponowanej przez Donalda Trumpa „umowy” z Białorusią.  „Nawet gdybyśmy chcieli dostarczać gdzie indziej, na rynki zachodnie, po prostu nie mamy takich ilości, wszystko zostało już zakontraktowane”. D