Były szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba wezwał Ukraińców, którzy zdecydowali się zostać za granicą, by wchodzili do polityki krajów przyjmujących i zdobywali w nich realną władzę. Jako wzór wskazał diasporę w Kanadzie. W Polsce, gdzie legalnie mieszka ok. 1,55 mln obywateli Ukrainy, te słowa padają w momencie rosnących napięć i przed wyborami parlamentarnymi 2027 r.

Kułeba, minister spraw zagranicznych Ukrainy w latach 2020–2024, wypowiedział się w wywiadzie z żoną, Switłaną Pawełecką, opublikowanym w połowie września 2026 r. na jego kanale YouTube. Przekaz szybko podchwyciły ukraińskie i polskie media.

Kluczowy fragment brzmi:

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

„Zawsze mówię Ukraińcom mieszkającym za granicą: jeśli już zdecydowaliście się tam zostać, to szorujcie do polityki, stańcie się siłą polityczną, zajmijcie wpływowe posady, stańcie się wpływowymi politykami, tak aby rządy krajów, w których żyjecie, nigdy nie mogły zrobić niczego, co nie odpowiada interesom Ukrainy”.

Druga teza jest jeszcze bardziej konkretna: w ciągu najwyżej 30 lat osoba o ukraińskich korzeniach powinna zostać premierem lub prezydentem któregoś z państw europejskich. Nie chodzi wyłącznie o szczyt władzy. Kułeba wymienia też ministerstwa, przewodniczących parlamentów, burmistrzów dużych miast i innych polityków. Cel — jak tłumaczy — to długofalowe wzmocnienie pozycji Ukrainy na arenie międzynarodowej poprzez własne lobby w stolicach sojuszników.

Portal Kresy24.pl, który jako jeden z pierwszych opisał wypowiedź w Polsce, zatytułował materiał wprost: „Minister Kułeba do Ukraińców w Polsce: Zostańcie tam i idźcie po władzę!”. W tekście podkreślono, że wzorem mają być Ukraińcy w Kanadzie.

Porównanie z Kanadą nie jest przypadkowe. To nie jest analogia do uchodźców wojennych z 2022 r., lecz do społeczności budowanej przez ponad 130 lat.

Według spisu z 2021 r. pochodzenie ukraińskie deklaruje ok. 1,26 mln mieszkańców Kanady — to trzecia pod względem liczebności społeczność ukraińska na świecie (po Ukrainie i Rosji). Koncentruje się głównie w Albertcie, Ontario, Manitobie i Saskatchewan. Od dekad działa Kongres Ukraińców Kanady (UCC), który potrafił przekuć liczebność i organizację w wpływ na Ottawę.

Efekty są widoczne od pokoleń:

  • Kanada jako pierwsze państwo Zachodu uznała niepodległość Ukrainy (2 grudnia 1991 r.).
  • Ray Hnatyshyn (Roman Hnatyszyn) był gubernatorem generalnym w latach 1990–1995.
  • Ed Stelmach sprawował urząd premiera Alberty.
  • Chrystia Freeland, urodzona w Albertcie, córka Ukrainki z powojennego obozu dla uchodźców, została wicepremierem Kanady (2019–2024), ministrem finansów i spraw zagranicznych. Później pełniła funkcję specjalnego przedstawiciela Kanady ds. odbudowy Ukrainy.

Diaspora kanadyjska nie ograniczała się do kultury i cerkwi. Lobbing dotyczył uznania Hołodomoru za ludobójstwo, obserwatorów wyborów, sankcji wobec Rosji i — po 2022 r. — programu CUAET, który otworzył drogę setkom tysięcy Ukraińców. Część nowej fali też już stara się o stały pobyt.

To właśnie ten model — wielopokoleniowa integracja plus lojalność wobec kraju pochodzenia — Kułeba stawia jako punkt odniesienia dla Europy.

Polska: 1,55 miliona ludzi i zbliżające się wybory

W Polsce skala jest inna, a czas — krótszy.

Na 1 lipca 2026 r. ważne dokumenty pobytowe miało 1,55 mln obywateli Ukrainy. Około 959 tys. korzystało z ochrony tymczasowej (PESEL UKR), reszta z zezwoleń na pobyt czasowy, stały lub unijny. Ukraińcy stanowią ok. 5 proc. ubezpieczonych w ZUS; setki tysięcy dzieci chodzą do polskich szkół. Integracja na rynku pracy jest stosunkowo szybka. Część osób już zdobywa obywatelstwo polskie, które daje pełne prawa wyborcze.

Jednocześnie relacje polsko-ukraińskie od 2024–2025 r. ostro się ochłodziły. W tle są spory o historię (Wołyń, akcja „Wisła”), warunki pomocy i członkostwa Ukrainy w UE, a także nastroje społeczne. Sondaże CBOS pokazywały spadek sympatii Polaków do Ukraińców. Politycy prawicy uczynili „kwestię ukraińską” jednym z tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 2027 r. Sam Kułeba wcześniej ostrzegał, że ataki na Ukraińców w Polsce mogą się nasilać, a temat stanie się jednym z trzech głównych w kampanii.

W tym klimacie wezwanie byłego ministra, by diaspora w Polsce „szorowała do polityki” i pilnowała, by Warszawa „nigdy nie zrobiła niczego wbrew interesom Ukrainy”, brzmi inaczej niż analogiczny apel skierowany do społeczności w Toronto czy Edmonton.

Różnica między Kanadą a Polską jest strukturalna.

W Kanadzie ukraińskość polityczna dojrzewała przez cztery fale migracji, w warunkach wielokulturowości i dużej odległości od granicy z Ukrainą. Freeland czy Hnatyshyn byli Kanadyjczykami z ukraińskimi korzeniami, a nie uchodźcami wojennymi z wczorajszym paszportem.

W Polsce społeczność jest liczniejsza w stosunku do ludności kraju, młodsza migracyjnie i mocniej powiązana z bieżącą wojną oraz codziennymi tarciami o mieszkania, szkoły, świadczenia i historię. Droga od statusu UKR do obywatelstwa i Sejmu jest możliwa, ale wymaga lat, języka i lojalności wobec państwa, w którym się głosuje — nie tylko wobec Kijowa.

Kułeba nie ukrywa celu: diaspora ma być narzędziem polityki zagranicznej Ukrainy. W Kanadzie taki model częściowo zadziałał, bo zbiegł się z interesami Ottawy. W Europie Środkowej, a zwłaszcza w Polsce, ten sam język łatwo odczytać jako zapowiedź budowy równoległego lobby — i tak właśnie odczytują go część polskich komentatorów.

Artykuł nie rozstrzyga, czy wizja „ukraińskiego premiera w Europie za 30 lat” jest realna. Pokazuje natomiast, że były szef MSZ Ukrainy traktuje pozostanie milionów rodaków za granicą nie jako stratę demograficzną, lecz jako inwestycję geopolityczną. Kanada jest w tej opowieści dowodem, że da się to zrobić. Polska — największym i najbliższym poligonem.