O Przesmyku Suwalskim, a szczególnie o jego newralgicznym znaczeniu dla obrony państw NATO pisałam już kilkakrotnie. Nie, ja go ani nie odkryłam, ani nie wymyśliłam. Przesmyk to jedyna lądowa granica między Polską a Litwą łącząca bałtyckie kraje NATO a resztę państw natowskich. Rozciąga się on przez 104 km między Polską a Litwą. To te kilometry są tak newralgiczne, bo łączą natowskie państwa bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię poprzez Polskę z zachodem. W sumie jest około 6 milionów mieszkańców w tych trzech bałtyckich państwach. Jest to jedyne lądowe połączenie państw należących do układu Północnoatlantyckiego. Do niedawna, czyli do przystąpienia tych krajów do NATO – Litwa, Łotwa i Estonia zostały członkami NATO w roku 2004, a Polska w roku 1999, nie było problemu z przesmykiem, bo obejmował on ten sam blok sowiecki. Ale to uległo zmianie po roszadzie zmian sił geopolitycznych. A więc od ponad 20 lat Przesmyk Suwalski budzi niepokój i jest uważany, za najbardziej newralgiczny punkt obronny państw NATO. Ale także dobry strategiczny punkt do ataku. Wystarczy go zająć…
W tym momencie dobrze jest przypomnieć sobie mapę tego terenu, bo z południa mamy Białoruś, a z drugiej strony pasa, eksklawę rosyjskiego regionu Kaliningradu. Od 2023 Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza granicami Polski podjęła decyzję, abyśmy oficjalnie używali nazwy Królewiec. Królewiec to bardzo ważne miasto w historii Polski związane z rycerskim zakonem krzyżackim domu niemieckiego. Więc ten region Królewca od 1945 roku należy do Rosji, choć jest od niej oddzielony terytorialnie. Obecnie nie jest to możliwe aby dostać się do regionu Królewieckiego bezpośrednio z Rosji, ani nawet Białorusi. Wjazd jest możliwy tylko przez teren Polski lub Litwy. Oczywiście pozostaje jeszcze droga morska, i powietrzna.
Jest to trudne do wyobrażenia i zrozumienia, dlaczego Stalin upierał się na utrzymaniu eksklawy Królewca w Rosji? Podobnie jest z Ceutą (ostatnia zasłynęła tym, że w ciągu jednego dnia, przedarło się do niej z Maroka 70 tys nielegalnych) i Melią, które są terytoriami należącymi do Hiszpanii, choć leżącymi w Afryce. Kiedyś pracowałam z Kalifornijczykiem, którego matka był z Koenigsberga (Koenigsberg to niemiecka nazwa Królewca). Nalegał on, że ten Koenigsberg leży w Polsce – bo tak mu powiedziała w Kaliforni jego mama. Uciekłam się do mapy z atlasu politycznego, żeby mu pokazać, że się myli.
– To nie ma sensu – odpowiedział.
– No nie ma, tak jak i wiele innych rzeczy w komunizmie.
Jak się możecie domyślić był to komunista, który schronił się w Kanadzie przed zaciągiem do wojska w Wietnamie. Było ich wielu. Szacuje, że podczas wojny w Wietnamie (w latach 1965–1975) do Kanady zbiegło od 30 000 do 40 000 Amerykanów podlegających poborowi (tzw. draft dodgers). Jeśli jednak doliczy się do tego dezerterów z wojska oraz członków rodzin i przeciwników politycznych, całkowita liczba Amerykanów, którzy wyemigrowali wówczas z powodów politycznych do Kanady, wynosi według różnych szacunków od 50 000 do nawet 125 000 osób. Etnicznie ten mój kolega nie był Niemcem, tylko… I na dodatek komunistą. Uciekałam z Polski przed komunistami. Uciekałam z Polski także przed komunistycznymi działaczami młodzieżowymi. Tak to los lubi płatać figle.
Obecnie Przesmyk Suwalski znów jest w centrum uwagi. Armia Białorusi zbiera się przy nim, a Polska i Litwa opracowują plan ewakuacji z Litwy, Łotwy i Estonii. Na całe szczęście kilka lat temu zbudowano nowoczesną drogę przejazdową, tzw Via Baltica. Kiedy kilka lat temu zaczęłam interesować się wojskowością, takiej nowoczesnej drogi nie było. Należy tutaj także zaznaczyć, że nie ma bezpośredniego połączenia z Białorusi do Obwodu Królewieckiego, ani lądowego, ani kolejowego.
Przygotowania do wojny są coraz intensywniejsze nie tylko przy Przesmyku Suwalskim. Polacy dostali instrukcje co robić w przypadku ataku powietrznego. Przypomnijmy, że już wcześniej zalecano (nie tylko Polakom) przygotowanie plecaka ewakuacyjnego, z podawaniem tego co do niego włożyć. Chodzi o przetrwanie 72 godzin, czyli 3 dni. Tymi sprawami zajmuje się Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Zgodnie z rekomendacjami w dobrze przygotowanym plecaku powinny się znaleźć następujące kategorie przedmiotów:
Woda i żywność: woda pitna, najlepiej w małych, poręcznych butelkach, wysokokaloryczna żywność lekka i łatwa w przygotowaniu
Apteczka i zdrowie: zapas leków, które domownicy przyjmują na stałe, materiały opatrunkowe, środki przeciwbólowe
Środki dezynfekujące i higieniczne: rękawiczki jednorazowe, chusteczki odkażające, żel do dezynfekcji
Dokumenty i finanse: dokumenty tożsamości, paszport, prawo jazdy, gotówka z niewielkich nominałach, kartka z imieniem, nazwiskiem, adresem oraz numerami alarmowymi do bliskich.
Sprzęt, światło i łączność: latarka z zapasem baterii lub możliwością ładowania, przenośne radio na baterie lub z dynamo, naładowany powerbank wraz z kablem do telefonu.
Narzędzia: nóż składany lub wielofunkcyjny (multitool), taśma naprawcza, sznurek/paracord, zapałki wodoszczelne lub zapalniczka.
Odzież i nocleg: ubranie na zmianę, kurtka przeciwdeszczowa, śpiwór lub koc turystyczny.
W Kanadzie nikt o plecakach ewakuacyjnych nie mówi, zakładając że nam nie będą potrzebne.
W Polsce przygotowania do wojny trwają. Ogłoszono jak się zachowywać w przypadku ataku z powietrza, oznaczono schrony. W Polsce nie ma dostatecznie dużo schronów spełniających najwyższe kryteria bezpieczeństwa technicznego. Profesjonalna infrastruktura ochronna zabezpiecza obecnie jedynie od 2% do 4% populacji kraju.
Za to w Kanadzie praktycznie publicznych schronów brak. W przeciwieństwie do krajów takich jak Szwecja czy Szwajcaria, Kanada nigdy nie wybudowała masowej sieci schronów dla swoich obywateli. Widocznie pokutuje logika następstwa: jak nie ma schronów, to plecaki ewakuacyjne są niepotrzebne? Więc gdzie w razie czego Kanadyjczycy mogą szukać schronienia? Na przykład na stacjach metra. Problem w tym, że niewiele miast takowe posiada. Poza tym ogromna przestrzeń kanadyjska (2. państwo pod względem powierzchni na świecie) nie sprzyja budowie schronów. No chyba, że są to schrony prywatne.
Nie zamierzam nikogo straszyć, po prostu w gorączce przygotowań wojennych należy zadać sobie pytania, jakich do tej pory zadawać nie chcieliśmy. I nawet same te pytania są napędzające strach.
Moja znajoma z Polski skarży się, że jest sama z córką i czwórką wnucząt – to sześć plecaków ewakuacyjnych, na które ich nie stać. Mój znajomy z Toronto dziwił się w sklepie, dlaczego kupuję takie dziwne produkty spożywcze. On o plecaku ewakuacyjnym nic nie słyszał. Można więc i tak, i tak. Tylko co nam to pomoże?
Alicja Farmus,
Toronto, 25 września, 2026




































































