Prezydent USA w wpisie na Truth Social obarcza Kanadę winą za „nie do oszacowania” koszty dymu z pożarów lasów i zapowiada nałożenie dodatkowych ceł. To kolejny rozdział w napiętych relacjach Waszyngtonu z Ottawą.
W momencie, gdy setki pożarów lasów w północno-zachodniej Ontario i innych częściach Kanady nadal szaleją, a dym gęstą warstwą pokrywa amerykańskie miasta od Detroit po Nowy Jork, prezydent Donald Trump przeszedł do bezpośredniego ataku.
W swoim najnowszym wpisie na platformie Truth Social Trump oskarżył Kanadę o eksport zanieczyszczenia do Stanów Zjednoczonych i zapowiedział, że zamierza obciążyć Ottawę kosztami tego zjawiska poprzez dodatkowe cła.
„Koszty zanieczyszczenia [z kanadyjskich pożarów] są nie do oszacowania” – napisał Trump, dodając, że te koszty powinny zostać doliczone do ceł nakładanych na Kanadę.
„Uważamy Kanadę za odpowiedzialną za fakt, że nie utrzymuje należycie swoich lasów i zarośli w nich.
Prezydent nie sprecyzował, o jakie dokładnie mechanizmy celne chodzi ani na podstawie jakiego przepisu prawnego chciałby je wprowadzić. Prawnicy i analitycy natychmiast zauważyli, że prezydent nie ma jasnej, bezpośredniej podstawy prawnej do nakładania ceł wyłącznie z powodu transgranicznego dymu z pożarów. Mimo to wpis Trumpa wywołał natychmiastową reakcję zarówno w Kanadzie, jak i wśród amerykańskich komentatorów.
Dym dławi amerykańskie miasta
W czwartek i piątek (16–17 lipca) sytuacja jakości powietrza w wielu stanach USA była dramatyczna. W Detroit wskaźnik AQI (Air Quality Index) sięgnął poziomów groźnych dla życia – w szczytowych momentach przekraczając 700. Minneapolis i Chicago również znalazły się w ścisłej światowej czołówce najbardziej zanieczyszczonych dużych miast. Alertami objętych jest co najmniej 18 stanów – od Minnesoty i Wisconsin, przez Michigan i Illinois, aż po Nowy Jork i części Nowej Anglii.
W wielu miejscach niebo przybrało pomarańczowo-brązowy kolor, a mieszkańcy otrzymali zalecenia pozostania w domach. Szczególnie narażone są dzieci, osoby starsze oraz chorzy na astmę i choroby serca.
Republikanie piszą listy, Trump grozi cłami
Wpis Trumpa idealnie wpisuje się w narrację, którą od kilku dni budują republikańscy kongresmeni z stanów graniczących z Kanadą. Czterech przedstawicieli Michigan (John James, Jack Bergman i inni) wysłało w środę list do premiera Marka Carneya, w którym oskarżyli Kanadę o „zaniedbania w zarządzaniu lasami” i „trzeci rok z rzędu” tego samego problemu.
„Nasze społeczności nie powinny cierpieć z powodu decyzji podejmowanych po drugiej stronie granicy” – napisali.
Trump poszedł krok dalej – zamiast listów zagroził realnymi sankcjami ekonomicznymi w postaci ceł. To kolejny element jego twardej polityki wobec Kanady, która od początku drugiej kadencji obejmuje groźby aneksji („51. stan”), cła na stal, aluminium, nabiał, a teraz także na „zanieczyszczenie powietrzne”.
Kanada: „Walczymy z ogniem, a nie z wiatrem”
Kanadyjskie władze podkreślają, że sytuacja jest niezwykle trudna. W całym kraju płonie obecnie ponad 850–900 pożarów, z czego ponad 100 jest poza kontrolą. Największe problemy są w Ontario. Strażacy i samoloty gaśnicze pracują non-stop, ale wiele pożarów to efekt piorunów w trudno dostępnych rejonach borealnego lasu.
Premier Ontario Doug Ford poinformował o zaangażowaniu ponad 150 załóg i prawie 50 jednostek lotniczych. Rząd federalny wysłał dodatkowe wsparcie.
Eksperci ds. pożarów przypominają, że Kanada nie kontroluje wiatru – a to właśnie on przenosi dym na południe.
Meteorolodzy prognozują, że dym może utrzymywać się jeszcze przez kilka dni, choć nadchodzące opady deszczu w rejonie Wielkich Jezior mogą przynieść częściową ulgę.
Politycznie sprawa dopiero się rozkręca. Kanadyjscy dyplomaci będą musieli odpowiedzieć zarówno na listy kongresmenów, jak i na groźby ceł ze strony prezydenta USA. Pytanie, czy Trump realnie wprowadzi takie cła (i czy Kongres oraz sądy na to pozwolą), czy też wpis ma charakter bardziej retoryczny i negocjacyjny.


































































