Mimo powszechnych przekonań i doniesień medialnych o coraz częstszych i intensywniejszych falach upałów, szczegółowa analiza ponad stu dwudziestu lat pomiarów z ponad 1200 stacji meteorologicznych w Stanach Zjednoczonych wskazuje na coś zupełnie innego. Temperatury w USA stały się bardziej umiarkowane. Zarówno ekstremalne upały, jak i ekstremalne mrozy występują rzadziej niż na początku XX wieku. Najintensywniejsze krajowe fale upałów przypadały na lata 20., 30. i 50. XX wieku, a nie na ostatnie dekady.

Taki wniosek płynie z badań Johna R. Christy’ego,  klimatologa z University of Alabama in Huntsville, byłego klimatologa stanu Alabama i współtwórcy satelitarnych serii temperatur troposferycznych. Jego praca, opublikowana wiosną 2026 roku w czasopiśmie Theoretical and Applied Climatology, nosi tytuł „Declines in hot and cold daily temperature extremes in the conterminous US, 1899–2025”. Christy przeanalizował ponad 40 milionów codziennych obserwacji temperatury z 1211 stacji sieci USHCN (United States Historical Climatology Network), które pierwotnie wybrano jako szczególnie wartościowe do badań klimatycznych.

Kluczowa różnica między analizą Christy’ego a oficjalnymi ocenami NOAA polega na podejściu do danych. NOAA publikuje głównie średnie roczne temperatury i stosuje algorytmy kontroli jakości, które usuwają lub korygują obserwacje uznane za błędne, wynikające ze zmiany lokalizacji stacji, instrumentów lub innych czynników pozaklimatycznych. Christy wrócił do oryginalnych zapisów – w tym ręcznie sporządzanych notatek z czasów Army Signal Corps i Weather Bureau – i uzupełnił luki danymi z pobliskich, silnie skorelowanych stacji. Dzięki temu uzyskał niemal kompletne serie (minimum 92 proc. danych) bez homogenizacji i interpolacji przestrzennej czy czasowej.

W efekcie okazało się, że ekstremalne wysokie temperatury w latach 20., 30. i 50. XX wieku były wyraźnie większe niż obecnie. Nawet gdy uwzględni się intensywne upały w zachodnich stanach w ostatnich latach, reszta kraju „nie idzie za tym scenariuszem”. W skali całego kontynentalnego USA nie ma dziś krajowego ekstremum upałów porównywalnego z tymi z połowy XX wieku. Najgorętszy rok pod względem ekstremów ciepła to 1936. Lata 1925–1954 pozostają okresem najsilniejszych fal upałów w skali kraju.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Jednocześnie gwałtownie spadła częstotliwość i intensywność ekstremalnych mrozów, szczególnie od lat 90. XX wieku. Różnica między najgorętszymi a najzimniejszymi temperaturami rocznymi na stacjach zmniejszyła się o około 6°F (ok. 3,3°C) w ciągu 127 lat. Suma dni fal upałów i fal mrozów spadła z ponad 120 w latach 30. do około 75 po 1960 roku – spadek rzędu 30 proc.

Wzrost średnich temperatur, który NOAA ocenia na ok. 2°F od 1850 roku, wynika głównie z łagodzenia ekstremalnych zimnych nocy, a nie z coraz wyższych dziennych maksimów. Temperatury nocne rosną wyraźniej, bo są znacznie bardziej wrażliwe na urbanizację. Parkingi, budynki, usunięcie drzew i pokrycie terenu asfaltem czy betonem tworzą lokalne wyspy ciepła. Christy podaje przykład Fresno w Kalifornii: minima nocne w mieście są dziś o ponad 5°F wyższe niż na okolicznych stacjach. Efekt ten jest widoczny już przy stosunkowo niewielkich zmianach otoczenia stacji.

„Nie da się tego przypisać wyłącznie gazom cieplarnianym, bo efekt miejski jest w tych stacjach oczywisty” – podkreśla Christy. „Wystarczy zbudować parking obok wiejskiej stacji, a wyspa ciepła już się zaczyna”.

Regionalne różnice są istotne. Zachodnie stany faktycznie doświadczają w ostatnich dekadach wzrostu aktywności fal upałów, ale obszary centralne i wschodnie wykazują długoterminowy spadek. W skali kraju trendy te się bilansują. Naturalna zmienność klimatu nadal dominuje nad ewentualnym sygnałem gazów cieplarnianych w metrykach ekstremów.

Christy porównuje swoje wyniki z twierdzeniami National Climate Assessment 5, według których fale upałów nasiliły się od lat 60. XX wieku. W skali całego CONUS trend jest niewielki i statystycznie nieistotny. Gdy analizę wydłuża się do 1899 roku, ekstremalne upały wykazują raczej skromny trend spadkowy.

Christy zwraca uwagę, że jego zestaw danych jest pełniejszy niż ten udostępniany badaczom przez rząd federalny. Budowa bazy zajęła lata żmudnej pracy polegającej na ręcznym przeglądaniu tysięcy oryginalnych formularzy. „To była praca z zamiłowania i ciekawości” – mówi.

Naukowiec, który ma na koncie m.in. Medal NASA za Wyjątkowe Osiągnięcia Naukowe (1991, wspólnie z Royem Spencerem) oraz nagrodę American Meteorological Society, przyznaje, że publikowanie wyników idących pod prąd dominującej narracji jest trudne. Recenzenci szukali każdego możliwego zarzutu. „Musiałem pokonać wiele zastrzeżeń i wielokrotnie pokazywać, że konkretny zarzut jest nieuzasadniony” – relacjonuje. Część prac nigdy nie ujrzała światła dziennego. W kwestii zmian klimatu atmosfera akademicka jest, jego zdaniem, szczególnie nietolerancyjna, choć w Alabamie nadal można zadawać pytania i badać rzeczywiste dane.

Christy podkreśla, że jego rola od pół wieku polega na budowaniu jak najlepszych zestawów danych, aby można było stawiać im konkretne pytania. „Jeśli ktoś ma polityczny pogląd, że ekstremalne zjawiska stają się coraz gorsze, to prawie religia – trudno zmienić takie umysły. Ale jeśli ktoś bezstronnie patrzy na informacje, to właśnie do tego służą solidne dane”.

Badanie nie neguje ocieplenia średnich temperatur ani roli gazów cieplarnianych. Pokazuje natomiast, że w przypadku ekstremów ciepła w USA obraz jest znacznie bardziej złożony i mniej alarmujący, niż wynikałoby to z przekazów skupiających się na wybranych regionach i krótkich okresach. Media naturalnie relacjonują miejsca, w których aktualnie jest najgoręcej, co kształtuje poczucie, że cała Ameryka doświadcza coraz gorszych ekstremów. Dane z ponad 1200 stacji na przestrzeni 127 lat tego nie potwierdzają.

Praca Christy’ego przypomina, jak ważna jest dbałość o oryginalne pomiary i ostrożność wobec automatycznych korekt. Pokazuje też, że naturalna zmienność – w tym spektakularne okresy takie jak lata 30. XX wieku – nadal odgrywa decydującą rolę w kształtowaniu ekstremów temperaturowych w Stanach Zjednoczonych.