Kanada przez dekady uchodziła za kraj, w którym każde kolejne pokolenie odchodzi od wiary. Najnowsze sondaże i relacje duszpasterzy wskazują, że ten schemat się łamie: po raz pierwszy młodsi dorośli częściej niż osoby po czterdziestce określają siebie jako silnie zaangażowanych religijnie. Zjawisko opisał m.in. kanadyjski serwis The Epoch Times na podstawie sondażu Angus Reid Institute i think-tanku Cardus z 2025 r. oraz rozmów z osobami, które do wiary doszły dopiero jako dorośli.
Według badania około jednej czwartej Kanadyjczyków w wieku 18–34 lat zalicza się do kategorii „religiously committed”. Wśród osób powyżej 45. roku życia odsetek ten wynosi ok. 16 proc. Najwyższy wskaźnik mają 18–24-latkowie (24 proc.). Wśród samych chrześcijan różnica jest jeszcze ostrzejsza: 39 proc. wierzących w wieku 18–34 lat jest silnie zaangażowanych wobec 20 proc. wśród osób 55+. Młodzi katolicy niemal dwukrotnie częściej niż starsi uczestniczą w nabożeństwach przynajmniej raz w miesiącu. General Social Survey Statistics Canada z 2022 r. pokazał podobny kierunek: 22 proc. osób 15–24 lat uczestniczyło w praktykach religijnych co najmniej raz w miesiącu, wobec 15–17 proc. w grupie 25–64 lat.
Jeszcze w 2018 r. Pew Research Center raportowało odwrotny obraz: 30 proc. Kanadyjczyków po 40. roku życia modliło się codziennie, wobec 16 proc. poniżej 40 lat. Teraz młodsi nie tylko nie odstają — w miarę zaangażowania wyprzedzają rodziców.
Historie, których wcześniej prawie nie było
The Epoch Times ilustruje statystyki konkretnymi biografiami. Bjorn Rieder, 38 lat, nie wychował się w domu religijnym. Na uniwersytecie studiował filozofię religii głównie po to, by „udowodnić religiom, że się mylą”. Przełom przyszedł w 2025 r., gdy trafił na roczny program leczenia uzależnień i zauważył, że osoby, które najlepiej sobie radzą, mają wiarę. Wpłynęły też publiczne nawrócenia znanych postaci oraz związek z chrześcijanką. W kwietniu 2026 r. przyjął chrzest i zaczął uczęszczać do katedry anglikańskiej.
„Lubię organy, Eucharystię, szaty, kadzidło. Po prostu lubię tradycyjną liturgię. Nie myślałem, że będę to lubił” — mówił. Religia nie ułatwiła mu życia, lecz dała „bardziej wymagający, ale bardziej wart zachodu zestaw problemów”.
Johnathan Ross, 33 lata, wychował się na północ od Toronto w kulturowo katolickiej rodzinie, w której wiara nie odgrywała codziennej roli. Przez lata sprawdzał różne tradycje i w 2019 r. przyjął chrzest w Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. „Jeśli nie ma Boga, to nie ma celu. Musi być cel wszystkiego” — tłumaczył. Kościół dał mu też wspólnotę, której wcześniej brakowało.
Donna McCullough, 44 lata, po latach odejścia od praktyki wróciła do Kościoła po urodzeniu syna. Szukała pokoju, struktury i środowiska, które mogłoby wpłynąć na dziecko. „Jesteśmy w epoce, w której zalewa nas kontakt nie-ludzki. Ludzie tęsknią za czymś trwałym, głębokim i prawdziwym” — mówiła.
Młodzi mężczyźni i tradycja
David Haskell, socjolog z Wilfrid Laurier University, obserwuje wzrost zainteresowania wśród młodych mężczyzn, także tych bez religijnego domu. Po COVID-zie wielu z nich przychodzi do konserwatywnego chrześcijaństwa: katolicyzmu z wyraźną doktryną, prawosławia, nurtów reformowanych. Szukają wiary „rygorystycznej i intelektualnej”, a nie wyłącznie emocjonalnego przeżycia z lat 80. i 90. Przyciąga ich wezwanie, by „stać twardo i mówić prawdę”.
Ray Pennings z Cardus wyklucza jednak narrację o samym „męskim przebudzeniu”: liczba młodych kobiet i mężczyzn szukających wiary jest zbliżona. Wrażenie przewagi mężczyzn wynika m.in. z tego, że więcej młodych kobiet wychowanych we wspólnotach religijnych z nich odchodzi.
Pennings nie ogłasza odrodzenia. „Zdecydowanie więcej młodych ludzi chodzi do miejsc kultu i poważnie traktuje wiarę” — mówi. Jednocześnie zastrzega, że dane nie wystarczają, by mówić o szerokim odrodzeniu. Pod powierzchnią różnych motywacji widzi to samo: „Szukają tego, co transcendentne. Szukają tajemnicy. Szukają celu”.
Co mówią ostrożni socjologowie
Sarah Wilkins-Laflamme z University of Waterloo przypomina, że poprzednie pokolenia też bywały bardziej religijne w młodości. Religijność często słabnie po wyprowadzce z domu, studiach i założeniu własnego gospodarstwa. W tym samym sondażu już grupa 35–44 lat spada do 18 proc. „zaangażowanych”, a starsze kohorty — do 16 proc. Duża część najbardziej praktykujących młodych to imigranci pierwszego i drugiego pokolenia. Osoby, które zmieniają stosunek do wiary, częściej idą w stronę niereligijności niż odwrotnie. Wilkins-Laflamme woli „poczekać i zobaczyć”, zanim uzna zwrot za trwały.
Kanada pozostaje krajem silnie zsekularyzowanym. Odsetek osób bez religii wśród 15–35-latków przekraczał 40 proc. już w spisie 2021 r. Regularne uczestnictwo w nabożeństwach w skali całego społeczeństwa jest niskie. Cardus w późniejszym opracowaniu pisał raczej o zahamowaniu wieloletniego spadku i o większej otwartości młodych niż o masowym powrocie przed ołtarze.
Zmiana polega na czymś węższym, ale historycznie nowym: po raz pierwszy to nie rodzice i dziadkowie, lecz pokolenie wchodzące w dorosłość częściej deklaruje poważne zaangażowanie religijne. Część z nich — jak Rieder, Ross czy McCullough — nie odziedziczyła wiary w domu. Sama ją wybrała. Kanadyjski automatyzm „im młodszy, tym mniej religijny” przestał obowiązywać.































































