W czwartek wieczorem Trump zamknął pierwszą w historii republikańską konwencję midtermową w Dallas. Poprosił salę o przysięgę, że 3 listopada — albo wcześniej, w głosowaniu przedterminowym — pójdą do urn „jakby on sam był na karcie”. Potem dodał: „Wiecie, co się dzieje, jeśli nie zagłosujecie? Idziecie do piekła”.

Przekaz konwencji był ostry. Trump i inni mówcy przedstawiali demokratów jako „komunistyczną frakcję”, która — gdyby odzyskała Kongres — miałaby skonfiskować majątek, uderzyć w teksańską ropę i gaz oraz „wypuścić przestępców”. Republikanie świadomie stawiają na mobilizację twardego elektoratu, choć sondaże wskazują, że wyborców najbardziej boli koszt życia, a nie wojna kulturowa.

Ton prezydenta jest jednak niejednolity. Dzień po wezwaniu do masowej mobilizacji Trump powiedział w Fox News, że w midterms nie będzie kampanijnie „tak twardo” jak wtedy, gdy sam startował. Gdyby demokraci odzyskali większość, zamierza „blokować ich złe pomysły przez dwa lata” i „pewnie zawierać z nimi układy”.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Na konwencji prezydent ponowił też obietnicę „dywidendy” 5 tys. dolarów dla każdego dorosłego Amerykanina, jeśli republikanie utrzymają Izbę i Senat. Eksperci i część Republikanów wskazują, że koszt przekroczyłby bilion dolarów i wymagałby zgody Kongresu.