Na platformie X pojawił się wpis Katarzyny Sokołowskiej z Fundacji Wołyń Pamiętamy, w którym autorka zarzuca podręcznikowi do historii dla klasy 6 wtłaczanie polskim dzieciom  kłamstw dotyczących kolonizowania ziem Ukrainy przez Rzeczpospolitą. Do wpisu dołączono zdjęcie strony 101 rozdziału „Powstanie kozackie”. Wpis szybko zyskał setki polubień i ponad sto repostów.

Sokołowska twierdzi, że Ukraina była krainą geograficzną i nigdy nie stanowiła własności Rusinów (Ukraińców), a kozactwo to „pospolite bandy, które kierowały się tylko rabunkiem i gwałtem”. Jako źródło  poleca wznowioną przez swoją fundację pracę Franciszka Rawity-Gawrońskiego Historya Ruchów Hajdamackich z początku XX wieku.

Fragment zatytułowany „Kolonizacja Ukrainy” brzmi m.in.:

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Niedługo po sukcesach odniesionych w zwycięskich wojnach z państwem carów Rzeczpospolitą poważnie osłabił wybuch powstania Kozaków na Ukrainie. Większość terenów Ukrainy, wraz z Kijowem, włączono do Korony Polskiej na mocy unii lubelskiej w 1569 roku. Na przełomie XVI i XVII wieku rozpoczęła się intensywna kolonizacja tych ziem.
Powstawały wielkie magnackie majątki, w których właściciele osiedlali chłopów. Pewna ich część przybyła (lub zbiegła) tutaj z ziem rdzennie polskich.

Dalej podręcznik opisuje zwolnienia z pańszczyzny jako zachętę dla osadników, napływ ubogiej szlachty polskiej oraz stopniowe przejmowanie przez przybyszów języka i obyczajów prawosławnej ludności. Kozaków przedstawia jako grupy wolnej ludności na Zaporożu, wywodzące się z chłopstwa i drobnej szlachty, prawosławne, posługujące się językiem ruskim (ukraińskim), posiadające samorząd i Sicz. Kozacy rejestrowi są opisani jako elita opłacana przez skarb Rzeczypospolitej, broniąca kresów przed Tatarami, ale też organizująca łupieżcze wyprawy czajkami na ziemie tureckie.

To standardowy, skrócony opis szkolny. Słowo „kolonizacja” pojawia się w polskich podręcznikach od lat i oznacza osadnictwo na słabo zaludnionych, narażonych na najazdy tatarskie terenach stepowych po unii lubelskiej.

Krytyka Sokołowskiej wpisuje się w szerszy spór o język i ramy interpretacyjne. Z jednej strony podręcznik używa współczesnej nazwy „Ukraina” dla ziem ruskich Korony po 1569 r. i mówi o „kolonizacji” – co część polskich środowisk odczytuje jako narzucenie narracji o Polakach-kolonizatorach i tubylcach-Ukraińcach. Z drugiej strony historycy zwracają uwagę, że nakładanie dzisiejszych kategorii narodowych na XVI–XVII wiek jest anachronizmem.

Fakty, co do których istnieje względna zgoda:

  • Po unii lubelskiej województwa kijowskie, bracławskie i wołyńskie przeszły z Wielkiego Księstwa Litewskiego do Korony.
  • Tereny te były w dużej mierze pograniczem („ukrainą” w dawnym znaczeniu – ziemią kresową), wyludnianym przez najazdy tatarskie i jasyr.
  • Magnaci (często ruskiego pochodzenia: Ostrogscy, Wiśniowieccy, Zasławscy) otrzymywali ogromne nadania i sprowadzali osadników – zarówno miejscowych, jak i z Korony.
  • Kozacy zaporoscy powstali jako mieszanka zbiegłych chłopów, awanturników i drobnej szlachty. Pełnili funkcję obronną (rejestr) i równocześnie organizowali wyprawy łupieżcze. Nie byli ani wyłącznie „rycerzami wolności”, ani wyłącznie „bandytami”.
  • Naród ukraiński w dzisiejszym rozumieniu kształtował się dopiero w XIX wieku. W epoce, o której mowa, dominowały tożsamości stanowe, religijne (prawosławie vs. katolicyzm/unia) i regionalne.

Rawita-Gawroński, na którego powołuje się Sokołowska, reprezentował skrajnie polonocentryczną historiografię przełomu XIX i XX wieku. Traktował hajdamaków i kozaków przede wszystkim jako żywioł rozbójniczy i fanatyczny religijnie, a samo pojęcie „Ukrainy” jako fałszerstwo zastępujące tradycyjną „Ruś”. Jego prace są dziś źródłem do badania ówczesnych poglądów, a nie obowiązującym kanonem.

 Po 2022 roku relacje polsko-ukraińskie i pamięć historyczna (Wołyń 1943, UPA, wzajemne oskarżenia o „kolonizację” i „okupację”) stały się wyjątkowo wrażliwe. Część polskich komentatorów widzi w szkolnym języku „kolonizacji Ukrainy” echo współczesnych narracji postkolonialnych albo ukraińskiej historiografii narodowej. Część ukraińska z kolei odczytuje polską historię kresów jako historię dominacji szlacheckiej i polonizacji.

Podręcznik szkolny dla 11–12-latków z konieczności upraszcza. Używa skrótów („Ukraina”, „kolonizacja”, „język ukraiński”), które dla jednych są neutralnym opisem procesu osadniczego, a dla innych – ideologicznym komunikatem.

Problem nie polega na tym, że podręcznik „kłamie” w prostym sensie faktograficznym (unia 1569, magnackie latyfundia, Sicz, rejestr, czajki – to wszystko się zgadza). Problem polega na tym, jakie ramy interpretacyjne i jakie współczesne słowa nakłada na skomplikowaną, wieloetniczną i przednowoczesną rzeczywistość.

Historia kresów Rzeczypospolitej nie jest ani prostą opowieścią o cywilizowaniu pustkowia, ani opowieścią o obcej kolonizacji rdzennego narodu. Jest czymś znacznie bardziej złożonym – i właśnie tę złożoność podręcznik szkolny z trudem oddaje.