W niedzielę 9 sierpnia 2026 r. w centrum Warszawy, podczas manifestacji Komitetu Obrony Demokracji pod hasłem „Nie bądź obojętny”, ukraińska aktywistka Natalia Panczenko (Panchenko) wygłosiła słowa, które szybko obiegły media społecznościowe i wywołały ostre reakcje.

Stojąc przed uczestnikami zgromadzenia na Placu Zamkowym, Panczenko powiedziała m.in.:

„Nie oddam Polski, mojej Polski, ludziom, którzy próbują budować ją na strachu, nienawiści i pogardzie. Bo oni nie mają monopolu na Polskę i muszą to wreszcie zrozumieć. Moja Polska jest dzisiaj tutaj.”

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Część zebranych zareagowała oklaskami. Na nagraniu widać ludzi z ukraińskimi flagami oraz transparentami „WITH U”.

Poseł Krzysztof Szymański (Konfederacja, Ruch Narodowy) we wpisie opublikowanym 10 sierpnia napisał:

„Imigrantka z Ukrainy mówi, że Polska jest jej i że nie mamy monopolu na Polskę! Ukrainka Natalia Panczenko w centrum Warszawy próbuje nam wmówić, że Polska nie należy do Polaków, a jest jakimś wspólnym krajem wielu narodów. TO BZDURA! Polska jest krajem Polaków i po to istnieje – by dbać o naród polski, by Polak był tu gospodarzem. O to walczyli nasi przodkowie.

Może ta Pani zacznie też mówić, że Ukraińcy nie mają monopolu na Ukrainę i powinni się nią podzielić z innymi krajami? Niech spróbuje w Kijowie. Ciekawe, czy też zbierze oklaski.”

Wpis Szymańskiego szybko zyskał duży zasięg.

Manifestacje pod hasłem „Nie bądź obojętny” zorganizował KOD w około 25 miastach. Organizatorzy przedstawiali je jako protest przeciwko „hejtowi, ksenofobii, nacjonalizmowi i przemocy” wobec Ukraińców mieszkających w Polsce. W Warszawie głos zabierała właśnie  Panczenko.

Panczenko od ponad 17 lat mieszka w Polsce. Jest liderką Euromajdanu-Warszawa oraz prezeską Fundacji Stand with Ukraine. Od lat angażuje się w działania na rzecz Ukrainy i relacji polsko-ukraińskich. W przeszłości wielokrotnie była obiektem kontrowersji – zarówno z powodu własnych wypowiedzi (które  były przez nią tłumaczone jako wyrwane z kontekstu), jak i z powodu hejtu oraz gróźb, które – według jej relacji – otrzymuje.

Wypowiedź z placu Zamkowego wywołała zdecydowane reakcje  Poseł Janusz Kowalski napisał m.in., że „przyjdzie czas na weryfikację procedury przyznania obywatelstwa tej ukraińskiej krzykaczce i cofnięcie tej decyzji. A potem wydalenie z Polski”. Inni komentujący wskazywali na asymetrię: trudno wyobrazić sobie, by Polak w centrum Kijowa publicznie twierdził, że Ukraińcy nie mają monopolu na Ukrainę – i zbierał za to oklaski.

Jest to kolejny przykład „roszczeń” części ukraińskiej diaspory i próby redefiniowania charakteru państwa polskiego.

Niezależnie od interpretacji, słowa wypowiedziane publicznie w centrum stolicy Polski – i przyjęte oklaskami – dobrze pokazują, jak głęboko poszła debata o tym, kto i na jakich zasadach ma prawo określać, czym jest współczesna Polska.