Torontońska policja się dozbraja; niedawno dowiedzieliśmy się, że na ulicach będziemy widzieć patrole uzbrojone w broń długą. To wszystko za sprawą wzrastającej przestępczości. Trudno się dziwić.
Tymczasem my, zwykli obywatele, pozostajemy całkowicie rozbrojeni. Na dodatek, prawo stanowi, że cokolwiek, co nosimy jako uzbrojenie – może to być kij, gaz na zwierzęta, a nawet duża torba czy laska – jeśli zostanie nam udowodnione, że nosimy to w charakterze narzędzia samoobrony – jest nielegalne. W przypadku użycia zostaniemy potraktowani jako napastnik nielegalnie uzbrojony, nawet jeżeli bronimy się przed bandytą.
Dlatego dobrze się stało, że już jakiś czas temu prowincja wystąpiła do władz federalnych o zalegalizowanie noszenia gazu pieprzowego. Prokurator generalny Ontario Doug Downey wystosował oficjalny list do federalnego ministra sprawiedliwości Seana Frasera z prośbą o zmianę prawa federalnego i legalizację noszenia oraz używania gazu pieprzowego (pepper spray / OC spray) w celach obrony własnej. Downey argumentował, że osobom narażonym, przestrzegającym prawa, da to praktyczne i natychmiastowe narzędzie do obrony.
Tego rodzaju prawo to absolutne minimum. Chodzi o to, by na przykład, kobieta napastowana w metrze czy mężczyzna zaatakowany przez osobnika z nożem miał możliwość uzyskać te kilkanaście sekund, by odskoczyć.
Fakt, że nie możemy dzisiaj tego legalnie robić, woła o pomstę do nieba i jest świadectwem absolutnego idiotyzmu prawodawców. A jeśli nie idiotyzmu, to znaczy, że działania te są skierowane przeciwko własnemu społeczeństwu w celu obrony bandytów (którzy, jak wiadomo, zawsze mieli do szkoły pod górkę, a ponadto byli pokoleniowo uciemiężeni przez kolonizację, imperializm czy wykluczenie społeczne).
Jeżeli prawo zabrania nam skutecznie bronić się przed bandytami, to znaczy, że żyjemy w państwie opresyjnym.
Można oczywiście próbować stosować metody „chałupnicze”, to znaczy nosić przy sobie gaz pieprzowy na psy i kojoty (można kupić na Amazon). Jeśli potem przed sądem udowodnimy, że nosiliśmy taki specyfik ze względu na strach przed zwierzętami, a nie po to, żeby bronić się przed ludźmi – no to jesteśmy górą. Istnieje bowiem furtka prawna, która pozwala używać broni, którą znajdziemy pod ręką, a więc na przykład walnąć napastnika dużą torbą z kapustą w środku, dźgnąć parasolką czy pchnąć widelcem.
Wszystkie te przedmioty musimy jednak mieć „pod ręką”, „przypadkowo” a nie dostępne cały czas w celu samoobrony – wtedy działamy legalnie.
Proszę więc samemu wyciągnąć wnioski.
Tu ważne zastrzeżenie: mój felieton nie jest poradą prawną.
Andrzej Kumor

































































