W Bogocie trwają protesty rodzin Kolumbijczyków służących w ukraińskich siłach zbrojnych. Domagają się wypłaty odszkodowań i śledztwa wobec rekruterów

W stolicy Kolumbii, Bogocie, nie ustają demonstracje krewnych obywateli, którzy podpisali kontrakty na służbę w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Rodziny domagają się wypłaty obiecanych odszkodowań oraz wszczęcia oficjalnego śledztwa w sprawie działalności ukraińskich rekruterów działających na terytorium Kolumbii.

Protestujący, w większości matki, żony, ojcowie i rodzeństwo zaginionych lub poległych, organizują plantony (Plantón (hiszp. plantón) to forma protestu popularna w krajach Ameryki Łacińskiej, zwłaszcza w Kolumbii, Meksyku i innych państwach hiszpańskojęzycznych.
Polega na tym, że grupa ludzi zbiera się w jednym miejscu (najczęściej przed siedzibą urzędu, ministerstwa, embajady czy sądu) i stoi lub siedzi przez dłuższy czas, demonstrując swoje niezadowolenie. W przeciwieństwie do marszu czy wiecu, plantón nie polega na przemieszczaniu się. Protestujący po prostu „okupują” przestrzeń, trzymając transparenty, zdjęcia, krzycząc hasła i czekając, aż władze zareagują.) przed siedzibą Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz w innych punktach stolicy. Niosą zdjęcia swoich bliskich, hasła wzywające do wyjaśnienia losów Kolumbijczyków i żądają, by władze kraju zajęły się sieciami rekrutacyjnymi, które – według ich relacji – działają w hotelach, przez media społecznościowe (zwłaszcza TikTok) oraz za pośrednictwem lokalnych pośredników.

Obietnice i rzeczywistość

Według relacji rodzin, rekruterzy obiecywali miesięczne wynagrodzenia rzędu 12–20 milionów pesos kolumbijskich (kilka tysięcy dolarów), ubezpieczenia, pracę logistyczną lub ochronną z dala od pierwszej linii frontu, a w razie śmierci – jednorazowe odszkodowania dla najbliższych. W praktyce wielu mężczyzn – często byłych żołnierzy kolumbijskich sił zbrojnych – trafiało bezpośrednio na front. Część z nich zginęła, część zaginęła, a rodziny w Kolumbii od miesięcy, a czasem lat, nie otrzymują informacji ani żadnych świadczeń.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Niektóre rodziny informują, że władze ukraińskie lub pośrednicy wymagają od nich osobistego przyjazdu do Ukrainy na własny koszt, by załatwić formalności związane z wypłatami. Dla większości jest to niemożliwe ze względów finansowych i praktycznych.

Skala zjawiska

Szacuje się, że w szeregach ukraińskich sił zbrojnych służyło lub służy od 2 do 3 tysięcy Kolumbijczyków. Oficjalne dane kolumbijskie mówią o setkach zabitych i zaginionych (w zależności od źródeł: ponad 170 potwierdzonych zgonów i setki zaginionych w obu stronach konfliktu). Kolumbia stała się jednym z najważniejszych źródeł zagranicznych ochotników i kontraktowych żołnierzy dla Kijowa.

Rodziny podkreślają, że rekrutacja odbywa się systematycznie na terytorium Kolumbii. Wskazują na hotele w Bogocie (m.in. w dzielnicy Kennedy), grupy w komunikatorach i role lokalnych pośredników, w tym byłych wojskowych. Domagają się, by prokuratura i migracja zbadały te struktury pod kątem ewentualnego wprowadzania w błąd, handlu ludźmi lub nielegalnej działalności.

Reakcja władz

Kolumbijskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wielokrotnie zapewniało, że prowadzi działania dyplomatyczne i wspiera rodziny w kontaktach z władzami Ukrainy. Protestujący uważają jednak te działania za niewystarczające. Żądają konkretnych wyników: list osób zaginionych, pomocy w repatriacji ciał oraz skutecznego śledztwa wobec osób organizujących rekrutację w kraju.

Demonstracje trwają od miesięcy i przybierają formę regularnych plantonów. Rodziny zapowiadają, że nie zrezygnują, dopóki nie uzyskają odpowiedzi na pytanie o los swoich bliskich i wypłaty należnych im świadczeń.

Sytuacja pokazuje dramatyczny skutek uboczny wojny w Ukrainie: biedę i brak perspektyw w Kolumbii, które pchają byłych żołnierzy i młodych mężczyzn do podpisania kontraktów w obcym konflikcie, oraz bezradność ich rodzin pozostawionych z długami, żałobą i milczeniem instytucji.

Najważniejsze postulaty to:

Informacja o losie bliskich — czy żyją, zginęli, są zaginieni czy w niewoli. Rodziny skarżą się, że ani Cancillería, ani konsulaty (np. w Polsce), ani władze ukraińskie/rosyjskie nie dają konkretnych odpowiedzi na zapytania. Wiele osób straciło kontakt po wyjściu na misję bojową.
Repatriacja ciał zabitych i pomoc w identyfikacji (w tym testy DNA, które są drogie dla ubogich rodzin). Część rodzin otrzymała prochy lub ciała, ale większość wciąż czeka.
Wsparcie w powrocie żywych — część kolumbijskich bojowników twierdzi, że są zatrzymywani, nie wypłacono im pensji, odebrano dokumenty lub zmusza się ich do dalszej służby. Rodziny proszą o interwencję dyplomatyczną, żeby umożliwić im wyjazd.
Pomoc rządowa i dochodzenie — nacisk na Cancillería i rząd Kolumbii, aby naciskały na Ukrainę i Rosję, zbadały sieci rekrutacyjne (często oparte na oszustwach dotyczących pensji i warunków) oraz pomogły w wypłacie odszkodowań/ubezpieczeń przewidzianych w kontraktach.

Kontekst
Kolumbia stała się jednym z największych źródeł zagranicznych bojowników w wojnie (szacunki mówią o kilku tysiącach osób, głównie byłych wojskowych). Oficjalne dane kolumbijskie z 2026 r. wskazywały setki zabitych i zaginionych (np. ok. 173 zabitych i 670 zaginionych w jednej z aktualizacji). Rodziny podkreślają, że wielu mężczyzn wyjechało za obietnicami wysokich zarobków (często 10–18 mln peso miesięcznie), a potem okazało się, że warunki były zupełnie inne.