Skończyło się ponad 5 tygodni męczarni oglądania wszystkich meczów i dziś (poniedziałek) czuję depresję.
Wiem, że przejdzie mi to. To samo miałem po ceremoniach zamknięcia igrzysk olimpijskich.
I tak: Hiszpania jest znów królem (krolową) świata piłkarskiego.
Po raz drugi. Pierwszy raz udało im się to w 2010 roku. Hiszpania całkowicie zasłużyła na końcowy sukces.
To był największy mundial w historii (48 krajów) i, mimo że grali o jedną rundę więcej niż w poprzednich wydaniach, stracili zaledwie jednego gola! Stare porzekadło trenerskie mówi, że obrona wygrywa mecze/turnieje.
To, co Hiszpania pokazała w półfinale przeciwko Francji i później w finale przeciwko Argentynie, jest nie do opisania. Dwie wielkie drużyny praktycznie nie były w stanie oddać strzału na bramkę przez prawie cały mecz.
Trener i „zgraja” doskonałych zawodników zmontowali taki zespół, który może dominować na międzynarodowej scenie przez lata. Zresztą podobnie było z ekipą z 2010 roku. Tym razem Hiszpania była chyba ulubienicą Europy.
Inaczej było z Argentyną
Ameryka Łacińska ma rytuał podczas każdych mistrzostw świata: wspieranie swojego brata. Tym razem nie lubią swojego brata.
Argentynofobia eksplodowała w mediach społecznościowych przeciwko jedynej latynoamerykańskiej drużynie, która przetrwała mistrzostwa świata 2026. Dlaczego?.
Wielu ludzi w regionie od lat narzeka, że Argentyńczycy uważają się za lepszych od reszty Ameryki Łacińskiej. Stereotyp „zarozumialca” stał się znakiem rozpoznawczym. Duma z piłki nożnej, tanga czy mate jest w wielu miejscach odbierana jako arogancja.
To, co kiedyś budziło podziw, zaczęło wywoływać odrzucenie. W mediach społecznościowych Argentyna nie jest już tylko drużyną: jest idealnym antagonistą mistrzostw świata. Wiele osób pyta: „Jak można kibicować drużynie, która ma arogancki przekaz i której dodatkowo pomaga FIFA?” Na tym polega problem. Nie na koszulce. Na tym, co z nią zrobiono. Piłka nożna nie tworzy nienawiści. Ona ją odzwierciedla.
Mecz o trzecie miejsce między Anglią i Francją był farsą. Niesamowita farsą.
Wyglądało na to, że wyrządzono wielką krzywdę tym reprezentacjom. Tak przynajmniej można było wnioskować z wypowiedzi obu selekcjonerów, którzy od kilku dni wciąż narzekali, że czekał ich mecz o trzecie miejsce.
Rozumiem, że bardzo trudno jest się podnieść po przegranym półfinale i zmobilizować się na mniej prestiżowe starcie, ale sport zmusza do radzenia sobie także z takimi sytuacjami. Prawdziwych mistrzów poznaje się nie tylko po tym, jak wygrywają, ale też po tym, jak radzą sobie z porażką. To dla mnie oczywistość, ale chyba nie dla przedstawicieli tych dwóch wielkich ekip.
Żalą się więc i jedni, i drudzy, choć przecież mecz o brązowy medal nie jest rozgrywany na mundialu po raz pierwszy.
Na koniec – szmal.
Kwoty, jakie FIFA uzyskuje z tytułu organizacji Mistrzostw Świata, są astronomiczne. Pod względem finansowym ten turniej okazał się natomiast trudny dla kibiców.
Marion Laboure, starsza analityczka w Deutsche Bank Research, ocenia w rozmowie z BBC, że FIFA jest “bez wątpienia” głównym beneficjentem, a jej przychody w czteroletnim cyklu zbliżają się do poziomu 13 mld dol.
“Not too bad”, jak to mawia Novak Djoković.
































































