Leszek Miller skomentował apel mera Kijowa. „Może pan Kliczko zwróci się najpierw do swoich synów?”

Były premier Leszek Miller ostro zareagował na wypowiedź burmistrza Kijowa Witalija Kliczki, który w wywiadzie dla Radia ZET opisał dramatyczną sytuację stolicy Ukrainy i zaapelował o dalsze wsparcie militarne, w tym systemy obrony powietrznej.

Kliczko mówił o paraliżu miasta podczas rosyjskich nalotów. — Miasto jest, delikatnie mówiąc, sparaliżowane. Podczas nalotów firmy nie pracują, ludzie schodzą do schronów czy miejsc ukrycia — stwierdził mer. Ostrzegł, że rosyjska armia przygotowuje się do zmasowanych uderzeń w infrastrukturę energetyczną i że zima będzie trudnym wyzwaniem dla 3,5 miliona mieszkańców Kijowa.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Były mistrz świata w boksie nazwał działania Rosji ludobójstwem. — Tysiące cywilów już zginęło, w tym dzieci, kobiety, osoby starsze. To ludobójstwo. I bezpośrednio odpowiada za to Putin. On nie potrzebuje Ukraińców, on potrzebuje terytorium, to jego pragnienie odbudowy Związku Radzieckiego — powiedział Kliczko. Jednocześnie podziękował Polsce za dotychczasową pomoc humanitarną i wsparcie, dodając, że Ukraina liczy na kolejne pociski i systemy do zwalczania dronów oraz rakiet.

Na te słowa Miller odpowiedział na platformie X jednym zdaniem: „Może pan Kliczko zwróci się najpierw do swoich synów?”. Nawiązał w ten sposób do faktu, że obaj synowie mera Kijowa — 26-letni Jegor-Daniel oraz 21-letni Maksym — mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Młodszy z nich jest koszykarzem. Żaden z nich nie służył w ukraińskim wojsku.

Komentarz Millera wpisuje się w jego wcześniejsze wypowiedzi, w których zwracał uwagę, że rodziny części ukraińskich elit przebywają za granicą, podczas gdy kraj apeluje o dalsze wsparcie sojuszników. Podobny zarzut formułował wcześniej m.in. wobec mera Lwowa Andrija Sadowego.