W nocy z 16 na 17 września 2026 roku mieszkańcy Ontario, Quebecu, Manitoby, Nowej Szkocji, Nowego Brunszwiku i Wyspy Księcia Edwarda przez kilkadziesiąt minut – a w niektórych miejscach ponad godzinę – nie mogli połączyć się z numerem alarmowym 911. Problem dotyczył przede wszystkim użytkowników telefonów komórkowych i VoIP. Służby ratunkowe kierowały ludzi na numery niespecjalistyczne.

Bell Canada, operator warstwy 911 w tych prowincjach, poinformował, że usterkę w sieci next-generation 911 wykryto około 3:13 czasu wschodniego. Firma uruchomiła systemy zapasowe, a połączenia zaczęły wracać około 4:40. W części regionów pełna sprawność wróciła później, m.in. dlatego, że inni operatorzy musieli ręcznie przywracać routing.

Policja Toronto, OPP, służby w Peel, York, Durham, London, Waterloo, Hamilton, Windsorze, Kingston i Niagara Region informowały o przerwach. W Quebecu Sûreté du Québec i policja Montrealu, Quebec City, Longueuil i Sherbrooke zgłaszały problemy z przekazywaniem połączeń do centrów dyspozytorskich. W Winnipeg awaria trwała od ok. 2:00 do 4:30 czasu lokalnego. Nowa Szkocja wydała nawet alert kryzysowy.

Oficjalna wersja brzmi: „kwestia techniczna / routing operatorów”. Bell bada przyczynę źródłową i na razie nie podał szczegółów. Wcześniejsze awarie – m.in. lipcowa w Manitobie poza Winnipeg, gdy 84 osoby nie mogły się dodzwonić – pokazały, że system wciąż opiera się częściowo na starszej infrastrukturze, która nie zawsze automatycznie przełącza się na zapas. CRTC wymaga pełnego przejścia na NG911 do marca 2027 r.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Reakcja w mediach społecznościowych była ostra. Były wojskowy i emerytowany funkcjonariusz Chris Ryan (@Watchdog_MP) napisał: „911 zgasło w Ontario, Quebecu, Nowej Szkocji, Manitobie i Nowym Brunszwiku. Pożar domu. Ktoś wyważa drzwi. Zawał. A numer, który ma ratować życie, po prostu… nie działał. To kraj G7. Połączenie alarmowe to nie luksus. To ostatnia linia między tobą a grobem”. Wezwał do zapisania lokalnych numerów niespecjalistycznych i żądania odpowiedzi od operatorów oraz Ottawy. Inni użytkownicy spekulowali o ataku na infrastrukturę krytyczną, ale na razie nie ma publicznych dowodów na sabotaż – tylko usterkę sieci Bell.

Służby podkreślały, że w czasie awarii nadal reagowały na zgłoszenia, które udało się przekazać inną drogą. Nie podano na razie liczby niedoszłych połączeń z czwartkowej nocy ani informacji o konkretnych tragediach, które mogły wynikać z opóźnienia.

  Bell, CRTC i rządy prowincji będą musiały wyjaśnić, dlaczego backup nie zadziałał od razu i co zrobią, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w kolejną noc.