Niby sport i polityka nie powinny się łączyć, ale od trzech tysięcy lat takie połączenie istnieje i jest coraz silniejsze.
Ostatnio jest gorąca w polskich mediach o Ukraińcach i Ukraińcach, nacjonalistycznych działaniach ich prezydenta i rządzących świat z poparciem większości społeczeństwa.
Nikt nie powinien się dziwić, bo taka polsko-ukraińska sytuacja istnieje od setek lat i tylko kolejne ekipy rządowe próbują wykorzystywać do swoich niecnych celów. Zresztą w obu krajach.
Dlaczego o to mówię? Ano dlatego, że w niedzielę Polacy walczyli z Ukraińcami na dwóch frontach i na obu polegli.
Zacznę od piłki nożnej.
Przerwa w sezonie ligowym przed rozpoczęciem Mistrzostw Świata jest wykorzystywana na różnego rodzaju spotkania towarzyskie.
Polakom znów się ubzdurało, aby pokazać więź z Ukrainą i we Wrocławiu przegrali z kretesem 2:0.
Ukraińcy, opatuleni w swoje sztandary (całe szczęście, że te niebiesko-żółte, a nie czerwono-czarne), potraktowali mecz prestiżowo i po raz pierwszy od dziesięciu lat nakopali polskiej drużynie całkiem wyraźnie.
Prestiż meczu podniósł nieco obecność Roberta Lewandowskiego, który wciąż nie określił się, czy będzie dalej grał dla kadry, ale tym razem przyjechał w geście szacunku dla zmarłego Jacka Magiery.
Polacy wiedzą, że pieniądz przychodzi z klubu, więc większej ochoty na granie nie pokazali.
Drugi sparingowy mecz podczas tego zgrupowania, z Nigerią, odbędzie się 3 czerwca na PGE Narodowym w Warszawie. Pierwsze starcia o stawkę odbędą się we wrześniu, gdy rozpoczną się rozgrywki Ligi Narodów.
Niczego ciekawego w tym meczu nie oczekuję.
Kolejna potyczka polsko-ukraińska nastała w Paryżu, na kortach Rolanda Garrosa.
Niby królowa tego kortu, Iga Świątek, miała wygrać, ale przegrała w brutalny sposób z Ukraianką Martą Kostiuk.
Sytuacja taka nie powinna specjalnie dziwić, bo Iga jest daleko od najlepszej formy, szczególnie psychicznie, a Ukraińcom akurat ta wojna z Rosją jest na rękę i dodaje im wiatru w żagle.
Iga niedawno również przegrała z inną Ukrainką – Eliną Świtoliną.
Patrzę na ostatnie poczynania Igi ze smutkiem.
To bardzo porządna dziewczyna, ambitna, zaangażowana i tu wiele innych dobrych epitetów.
Od początku wojny w Ukrainie wywołanej przez Rosję Iga Świątek wspierała polskich wschodnich sąsiadów. Tenisistka m.in. zorganizowała charytatywny mecz pokazowy, w którym udział wzięli m.in. Elina Svitolina, Agnieszka Radwańska czy Andrij Szewczenko. Całkowity dochód z tego wydarzenia został przekazany na rzecz dzieci i nastolatków dotkniętych wojną na Ukrainie.
Ba, nie dość tego. Wpięła sobie kokardę o ukraińskich barwach w czapkę, czym wkurzyła całą masę Polaków, szczególnie tych, którym Ukraińcy pomordowali w najbardziej bestialski sposób rodziny i bliskich znajomych.
Ukraińska wstążka miała symbolizować solidarność z obywatelami zaatakowanego przez Rosję kraju. Po ponad roku pierwsza (wtedy) rakieta świata zdecydowała się zdjąć kokardkę w barwach Ukrainy, co tłumaczyła m.in. hejtem.
Powiedziała: „Ludzie już mówili mi wręcz, że nie jestem Polką. Myślę, że zaczęło to wzbudzać więcej negatywnych emocji niż tych pozytywnych reakcji i zdecydowaliśmy, że wstążka już nie jest najlepszym pomysłem. Jednak nadal zamierzamy wspierać Ukrainę i myślę, że to jest najważniejsze”.
A na koniec – mój lokalny sport: Unia Leszmo w najlepszej lidze żużlowej świata.
Nazar Parnicki, ukraiński żużlowiec reprezentujący (i dobrze opłacany przez) Unię Leszno, w meczu z Falubazem w Zielonej Górze jak nowicjusz.
Klubowi bardzo zależy na punktach, zależy także na play-offach, a Nazar „spręża” się tylko w czasie indywidualnych turniejów.
I to nie pierwszy raz.
Bogdan






































































