Niedawno w audycjach radiowych dla „Radio Chicago” i „Rozmaitości” w Detroit, emitowanych 14 czerwca w rocznicę pierwszego transportu więźniów polskich do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, mogli Państwo usłyszeć takie moje zdanie: „Miliony zamordowanych, setki spalonych miast i wsi, zniszczone elity, rozbite rodziny, zrabowane dzieła sztuki (o tym będzie mój następny felieton)”. I oto jest ten „następny felieton”. Dzisiaj chcę pokazać, że ja – nie Tusk – dotrzymuję obietnic.

Ten felieton, skierowany do Państwa, poświęcam właśnie tematowi „Zrabowane przez Niemców dzieła sztuki”, ponieważ Polskę dotknęła jedna z największych grabieży dóbr kultury w historii Europy.

Nasza Ojczyzna padła ofiarą jednej z największych grabieży dziedzictwa kulturowego w dziejach Europy. Nie chodziło tylko o obrazy i rzeźby. Ukradziono nam część narodowej pamięci – rękopisy, archiwa, biblioteki, zabytki sakralne i bezcenne dzieła sztuki. Ogromna część tych skarbów do dziś znajduje się poza granicami Polski.

PONIŻEJ KONTYNUACJA TEKSTU

Grabież polskiego dziedzictwa rozpoczęła się już w okresie zaborów. Wywożono wówczas m.in. inkunabuły z Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, srebrne naczynia liturgiczne, obrazy i zabytkowe rzeźby z kościołów Pomorza i Wielkopolski oraz kolekcje magnackie, m.in. Sułkowskich z Rydzyny.

Największy rabunek nastąpił jednak podczas II wojny światowej.

Niemcy przygotowywali się do niego jeszcze przed 1 września 1939 roku. Specjalni wysłannicy i szpiedzy sporządzali listy najcenniejszych polskich dzieł sztuki, archiwów, bibliotek i kolekcji. Wiedzieli dokładnie, po co przychodzą.

Po upadku Powstania Warszawskiego rozpoczęli kolejną zbrodnię – systematyczne niszczenie polskiej kultury. Palono biblioteki, archiwa i zbiory muzealne. Nie chodziło już tylko o rabunek, lecz o zatarcie śladów naszej historii i narodowej pamięci.

Do dziś nie wiadomo dokładnie, ile zrabowanych dzieł znajduje się w niemieckich muzeach, magazynach czy prywatnych kolekcjach. Niemieccy eksperci sami przyznają, że muzea, domy aukcyjne i handlarze sztuką nie są skłonni współpracować przy ustalaniu pochodzenia wielu eksponatów. Dodatkowo niemieckie prawo dopuszcza możliwość nabycia własności rzeczy skradzionej po upływie trzydziestu lat, co jeszcze bardziej utrudnia odzyskanie polskich strat.

Wiele dzieł pozostaje w rękach rodzin byłych funkcjonariuszy III Rzeszy, handlarzy sztuką lub instytucji muzealnych.

W sumie ofiarą niemieckich rabunków padło około 516 tysięcy dzieł polskiej sztuki i zabytków oraz ponad 22 miliony księgozbiorów i archiwaliów. Żeby uzmysłowić skalę tych strat, powołam się na opracowania historyka i archiwisty, pracownika naukowo-dydaktycznego Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – Dariusza Matelskiego: Grabież i restytucja polskich dóbr kultury od czasów nowożytnych do współczesnych oraz Losy polskiego dziedzictwa kulturalnego w latach drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu w historiografii („Studia Podlaskie” 17, 2007–2008, s. 299–318). Na podstawie tych prac dowiadujemy się, że niemieccy okupanci przechwycili co najmniej 11 000 polskich obrazów, 75 000 rękopisów, 25 000 map, 22 000 antyków i 300 000 historycznych tekstów.

Powojenne szacunki (obejmujące wyłącznie zbiory udokumentowane – nie wszystkie muzea prowadziły spisy przed wojną) uzupełniają tę listę: zniknęło 1400 cennych rzeźb, 15 milionów książek z różnych okresów, 25 tysięcy map zabytkowych i 300 tysięcy grafik. Ponadto zniszczono 26 tysięcy bibliotek szkolnych, 4500 bibliotek oświatowych i tysiąc bibliotek naukowych.

Świat zainteresował się problemem rabunku polskich dzieł sztuki, choć tylko na krótko – w 2013 roku, gdy odkryto kolekcję obrazów u Corneliusa Gurlitta, monachijskiego potomka hitlerowskiego handlarza sztuki. Sprawa wywołała dyskusję o tzw. Raubkunst – sztuce zrabowanej przez Niemców podczas wojny. Okazało się wtedy, że po wojnie do niemieckich depozytów trafiły dziesiątki tysięcy obrazów, rzeźb i innych dzieł odebranych nazistowskim dygnitarzom, takim jak Hermann Göring, Martin Bormann czy Heinrich Hoffmann.

Znaczna część tych zbiorów nadal znajduje się w niemieckich muzeach.

„Bild”, powołując się na dane niemieckiego Ministerstwa Finansów, podał, że państwowe kolekcje mogą nadal zawierać około trzech tysięcy dzieł zrabowanych głównie właścicielom żydowskim i polskim. Przez trzydzieści lat Niemcy zwrócili zaledwie około sześćdziesięciu dzieł sztuki.

Nawet niemiecki tygodnik „Der Spiegel” nazwał takie postępowanie „niemiecką moralną katastrofą”.

Najbardziej znanym symbolem tych strat pozostaje „Portret młodzieńca” Rafaela – uznawany za najbardziej poszukiwany obraz świata. Został zrabowany w 1939 roku z kolekcji książąt Czartoryskich i trafił do rezydencji Hansa Franka. Gdy Frank uciekał przed Armią Czerwoną, obraz zniknął. Do dziś nie odnaleziono żadnego pewnego śladu. W Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie wisi jedynie pusta rama.

I właśnie tę pustą ramą chciałbym zakończyć dzisiejszy felieton. Jest ona symbolem nie tylko jednego zaginionego obrazu, ale także ogromnej części polskiego dziedzictwa, którego wciąż brakuje.

W następnych odcinkach tej serii opowiem Państwu o najcenniejszych dziełach sztuki, których wciąż brakuje, oraz o tym, jakie są szanse na ich odzyskanie.

Maria Legieć