Dziś z innej beczki, jednak związanej nierozłącznie ze sportem. Chodzi o reakcje dziennikarzy, prasy sportowej, kiboli i innych związanych ze sportem na aktualne zdarzenia. Zacznę od siebie: jestem chyba zbyt wrażliwy na krytykę czołowych polskich sportowców przez wspomniane grupy społeczne, a może – aspołeczne.
Wychowałem się w czasach, KIEDY prasa PRL-u była przegięta w stronę socjalizmu gospodarczego i ideologicznego, jednak w tym samym czasie ta sama prasa pisała bardzo mądrze o sporcie, o sportowcach nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
Koniec lat 50. do końca lat 70. to okres świetności polskiego sportu.
Oczywiście władzom zależało na sukcesie sportowym, który nierozerwalnie wiązał się z sukcesem kraju jako całości. Nie pamiętam przykładów publicznego boiczowania tak zawodników jak i trenerów i działaczy. Oczywiście były to inne czasy, zamordyzmy i niemożliwości klepania bzdur na klawiaturach komputerów, chowając się za jakimś pseudonimem.
Odwaga cywilna. Cnota nie do zastąpienia! Komuna się skończyła i mamy ponad trzydzieści lat wolności w Polsce, co się, niestety, przekłada na wolność słowa w obrażaniu zawodników. Nawet nie tyle o obrażanie chodzi, ile o zaspokojenie własnego durnego ego. I tu mam na myśli przede wszystkim dziennikarzy sportowych.
Próbuje od czasu do czasu porównać słynnego Bohdana Tomaszewskiego z obecnymi pseudo-sprawozdawcami i jest to niemożliwe.
Spróbuję jednak:
Bohdan Tomaszewski – elegancki erudyta, chodząca encyklopedia sportów, wspaniała dykcja, wyobraźnia, rozsądek, logiczne podejście do sportów, które prezentował i na których doskonale się znał. Ludzie wręcz lgnęli do radia czy później do telewizji, aby go posłuchać lub obejrzeć.
A teraz:

Inny Tomaszewski, Jan, były bramkarz, walący gramatyczne byki w podstawowej polszczyźnie i krytykujący bez przerwy najlepszego piłkarza w historii Polski, Roberta Lewandowskiego, bo akurat może.
Rozumiem też, że obecnie nie chodzi o jakość dziennikarstwa czy prawidłowość faktów. Jest to bolączka ogólnoświatowa.
Chodzi o popularność, klikanie, bo na tej tylko zasadzie media w ogóle obecnie egzystują.
Robert Lewandowski jest najlepszym kozłem ofiarnym na tym ołtarzu dla sztana.
Nie tylko zresztą on. Iga Świątek, Aga Radwańska, Adam Małysz, mimo że nie skacze, czy Kamil Stoch – bo skacze lub już nie chce skakać.
Nie mogę nadziwić się ilością jadów, które wydzielają kibice. Tak, ze zwykłej zawiści czy zazdrości.
Robert Lewandowski przeniósł się do USA na dwa lata, aby tam zakończyć swoją wspaniałą karierę w lidze MLS.
W ciągu dwóch pierwszych meczów nie strzelił bramki. Kibice już go wirtualnie powiesili.
Wczoraj strzelił dwie bramki i jego drużyna, Chicago Fire, wygrała 2:1. Dziś – wzniesiony po niebiosa, ale jutro?
Polacy mają doskonałych miotaczy młota: Anitę Włodarczyk, Pawła Fajdka i Jana Nowickiego.
Nie ma w kraju lepszych.
Polska wysyła ich na Mistrzostwa Europy, a tu zgraja ignorantów lekkiej atletyki wylewa żółć na facebookowych kontach. Bo niby za starzy!
Dwie czołowe Polki: Iga Światek i Maja Chwalińska zaczynają turniej tenisowy tu, w Toronto.
Aż się boję myśleć, co tej internetowej polskiej tłuszczy wpadnie do głowy, gdzie przegrają.
I tyle narzekania.
































































