Ludzie będą przez to umierać, skomentował radny Joe Cressy, przewodniczący Toronto Public Health, decyzję rządu Ontario o zmniejszeniu nakładów na ochronę zdrowia publicznego. Wydatki mają być zmniejszone o miliard dolarów w ciągu 10 lat. Zdaniem Cressy’ego to decyzja krótkowzroczna i okrutna.

Radny mówi, że w Toronto finansowanie utrzymania odpowiedniej jakości wody, bezpieczeństwa żywności, zapobiegania chorobom zakaźnym i używaniu nikotyny będzie zmniejszone o 50 proc., natomiast wydatki na inicjatywy prenatalne, rejestrowanie szczepień i odżywianie uczniów zostaną zredukowane o 25 proc. Do tej pory prowincja ponosiła 75 proc. wydatków na zdrowie publiczne, teraz ma być 50 (ogólnie, średnio na wszystkie inicjatywy). Cressy podkreśla, że niewątpliwie najlepszym sposobem walki z tzw. medycyną korytarzową jest zwiększanie inwestycji w zdrowie publiczne, a nie cięcia funduszy. Z wielu analiz wynika, że 1 dolar zainwestowany w zdrowie publiczne to zaoszczędzone nawet 10 dolarów na późniejsze leczenie. „Gdy mówię, że ludzie będą z tego powodu umierać, nie wyolbrzymiam. To nie retoryka, to fakt”, mówił Cressy.

Rząd tymczasem uważa, że komentarze Cressy’ego mają na celu straszenie ludzi. Rzecznik prasowy ministerstwa zdrowia powiedział, że rząd współpracuje z partnerami z miast i powoli, stopniowo zmienia model współdzielenia kosztów, tak by uwzględnić większe zaangażowanie miast. Ministerstwo ma szczerą nadzieję, że wszystkie oddziały agencji zdrowia publicznego będą należycie finansowane.

Cressy wytyka rządowi, że informacja o zmianach została podana późnym popołudniem przed długim weekendem, czyli celowo tak, by jak najmniej osób zwróciło na nią uwagę. Z decyzją rządu nie zgadza się burmistrz John Tory i twierdzi, że jego miasto zostało niesprawiedliwie potraktowane gorzej od innych.