Z wie­lu źró­deł sły­szy­my, że rynek real esta­te jest nie­zwy­kle gorą­cy. Czy tak jest rze­czy­wi­ście i dla­cze­go się tak dzieje?

Muszę powie­dzieć, że żyje­my napraw­dę w dość nie­ty­po­wych cza­sach. Dla wie­lu z nas obec­na sytu­acja jest ogrom­nym zasko­cze­niem. Kie­dy zaczę­ło się gło­śno mówić o pan­de­mii, wszy­scy poczu­li­śmy dresz­czyk emo­cji. Nikt tak napraw­dę nie wie­dział jakie będą jej skut­ki, a z fil­mów i repor­ta­ży z Chin wia­ło gro­zą. Ja sam otrzy­ma­łem kil­ka pry­wat­nych fil­mi­ków od moich chiń­skich klien­tów, któ­re nie mogły być publi­ko­wa­ne w ofi­cjal­nych mediach. To, co zoba­czy­łem, było przerażające.

Ten chłod­ny powiew z Chin zmro­ził rynek real esta­te i spo­wo­do­wał na począt­ku, że pra­wie nikt nie chciał wysta­wiać domów na sprze­daż. Każ­dy, kto już miał dom i nawet pla­no­wał jego zamia­nę ale nie był zmu­szo­ny by robić to w danym momen­cie, wolał pocze­kać. Jed­no­cze­śnie na ryn­ku była ogrom­na licz­ba ludzi, któ­rzy już swój dom sprze­da­li, ale jesz­cze nic nie kupi­li, i fak­tycz­nie sta­nę­li w obli­czu bez­dom­no­ści — nie z wła­sne­go wybo­ru, ale z bra­ku domów do kupna.

Z upły­wem cza­su (na począt­ku pan­de­mii), kry­zys pogłę­biał się coraz bar­dziej. Mało nowych listin­gów i coraz wię­cej zde­spe­ro­wa­nych chęt­nych do kup­na. Na każ­dy war­ty zain­te­re­so­wa­nia dom potra­fi­ło być 5–15 ofert. Nic dziw­ne­go, że ceny sprze­da­ży znacz­nie prze­wyż­sza­ły ceny, za któ­re nie­ru­cho­mo­ści się sprzedawały.

Widocz­ny stał się tak­że pewien trend. Domy, połów­ki czy nawet town­ho­uses z ogród­kiem sta­ły się bar­dziej poszu­ki­wa­ne niż miesz­ka­nia w dużych budyn­kach. Wyraź­nie widać, że ludzie wolą trzy­mać dystans z oba­wy przed COVID-19.

Poja­wił się rów­nież kolej­ny trend. Ponie­waż ceny w dużych mia­stach (jak Toron­to, Mis­sis­sau­ga czy nawet Bramp­ton) wymknę­ły się spod kon­tro­li, a jed­no­cze­śnie coraz wię­cej firm kom­plet­nie prze­sta­wia się na pra­cę on-line, to nagle dla wie­lu mło­dych ludzi miesz­ka­nie poza dużym mia­stem sta­ło się opcją sen­sow­ną i war­tą uwa­gi. W cią­gle kil­ku mie­się­cy takie mia­sta jak Hamil­ton, Guelph, Dun­das i wszyst­ko w zakre­sie 60 minut jaz­dy (a nawet wię­cej) zaczę­ło być atrak­cyj­nym miej­scem do zamiesz­ka­nia. Praw­da jest taka, że COVID-19 spo­wo­do­wał, że wie­le firm już nigdy nie wró­ci do pra­cy w biu­row­cach. Nie będzie­my roz­li­cza­ni za przy­cho­dze­nie do pra­cy, ale z efek­tów, któ­re osią­ga­my. Wie­le firm prze­szło wyłącz­nie na pra­cę z domu, co w grun­cie rze­czy zaosz­czę­dzi im mnó­stwo pie­nię­dzy na wynaj­mie biu­row­ców, a ich pra­cow­ni­kom cza­su na dojaz­dach do pracy.

By dolać oli­wy do ognia, do tej sza­lo­nej sytu­acji nale­ży dodać jesz­cze dwa waż­ne czynniki.

Po pierw­sze – nasz rząd chcąc „sty­mu­lo­wać” eko­no­mię, dru­ku­je pie­nią­dze w takim tem­pie, że pew­nie wkrót­ce będzie musiał zamó­wić ich dru­ko­wa­nie w Chi­nach — bo nie wiem czy nasze lokal­ne moce prze­ro­bo­we są wystar­cza­ją­ce. Powo­du­je to ogrom­ną oba­wę o infla­cję! Panu­je ogól­ne prze­ko­na­nie, że pie­niądz stra­ci na war­to­ści. Ofe­ro­wa­ne opro­cen­to­wa­nia przez ban­ki są poni­żej infla­cji. Jedy­nym towa­rem, któ­ry się wszyst­kim wyda­je bez­piecz­nym są nie­ru­cho­mo­ści. Szcze­gól­nie domy i ziemia!

Po dru­gie —  resz­ta świa­ta myśli bar­dzo podob­nie i widzi Kana­dę jako „safe haven”: kraj o sta­bil­nym sys­te­mie poli­tycz­nym i gospo­dar­czym. I dodat­ko­wo tanim, bo w porów­na­niu z wie­lo­ma kra­ja­mi jeste­śmy napraw­dę bar­dzo kon­ku­ren­cyj­ni pod wzglę­dem kosz­tów życia. Nasi głów­ni inwe­sto­rzy to Chi­ny i Indie. Chi­ny — bo mają ogrom­ne nad­wyż­ki finan­so­we, a jed­no­cze­śnie ich biz­nes boi się lokal­ne­go reżi­mu poli­tycz­ne­go. Indie — bo choć jest to ogrom­nie zróż­ni­co­wa­ny kraj, ale ma tak­że zamoż­ne eli­ty, któ­re dosłow­nie wywo­żą stam­tąd pie­nią­dze w waliz­kach. Cze­mu? By zamie­nić bez­war­to­ścio­we tam pie­nią­dze na coś, co ma real­ną war­tość poza ich kra­jem. Cho­dzi oczy­wi­ście o nie­ru­cho­mo­ści w waż­nych ośrod­kach w Kana­dzie. Hin­du­si inwe­stu­ją tu w zie­mię i nie­ru­cho­mo­ści, co zresz­tą widać na każ­dym kroku.

Tych kil­ka waż­nych czyn­ni­ków zło­ży­ło się na obec­ną sytu­ację na ryn­ku real esta­te w rejo­nie GTA. Oczy­wi­ście, jak zawsze pod­kre­ślam, rynek nie­ru­cho­mo­ści jest ryn­kiem lokal­nym i zale­ży głów­nie od poda­ży i popy­tu. Pamię­taj­my, że Alber­ta, Regi­na czy Nova Sco­tia to są zupeł­nie inne ryn­ki nie­ru­cho­mo­ści. Ale moim zda­niem, nawet dru­ga faza COVID-19 nie spo­wo­du­je gwał­tow­ne­go zawi­ro­wa­nia w cenach. Myślę, że wręcz może spo­wo­do­wać następ­ny skok, jak tyl­ko podaż znów sta­nie się pra­wie zero­wa w sto­sun­ku do potrzeb.

Czy pla­nu­jąc zamia­nę domu na takim ryn­ku, jak obec­nie lepiej jest naj­pierw nie­ru­cho­mość kupić, czy sprzedać?

To wszyst­ko zale­ży od indy­wi­du­al­nej sytu­acji i zapra­szam wszyst­kich Pań­stwa pla­nu­ją­cych zmia­nę do kon­tak­tu i do konsultacji.

Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że mamy obec­nie tak zwa­ny SELLERS MARKET. W prak­ty­ce ozna­cza to, że zachwia­na jest podaż (za mało domów na sprze­daż) i to sprze­da­ją­cy zasad­ni­czo dyk­tu­ją warunki.

W takiej sytu­acji, kie­dy zamie­nia­my dom (szcze­gól­nie kie­dy jest on już daw­no spła­co­ny), to suge­ro­wał­bym naj­pierw zna­leźć coś, co nam odpo­wia­da i doko­nać zaku­pu z moż­li­wie jak naj­dłuż­szą datą prze­ję­cia. Jeśli dodat­ko­wo kupu­je­my dom tań­szy i czę­sto poza dużą aglo­me­ra­cją, to mamy uła­twio­ne zada­nie. Sprze­daż nie­ru­cho­mo­ści na tere­nie GTA (jeśli jest ona wła­ści­wie wyce­nio­na) nie powin­na spra­wiać trud­no­ści. A poza tym  zawsze moż­na zała­twić w ban­ku tak zwa­ny BRIDGE finan­cing, kie­dy to przez chwi­lę posia­da­my dwa domy. Bene­fi­tem takiej sytu­acji jest fakt, że może­my na przy­kład przez mie­siąc czy dwa powo­li przy­go­to­wy­wać zaku­pio­ny dom do prze­pro­wadz­ki (czy zro­bić w nim remont) oraz prze­pro­wa­dzać się spo­koj­nie i bez stresu.

Sytu­acja wyglą­da tro­chę ina­czej, kie­dy zamie­nia­my dom, ale nasz obec­ny dom wciąż jest obcią­żo­ny dużym mort­ga­ge w sto­sun­ku do ceny, za jaką może­my go sprze­dać. Oczy­wi­ście jak ktoś kupił dom 3 lata temu nawet z 5% wpła­ty, to dziś taki dom nabrał przy­naj­mniej 20% na war­to­ści. Ale ja dosko­na­le rozu­miem oba­wę przed ryzy­kiem. Dla­te­go w takich sytu­acjach, jeśli pla­nu­je­my doko­nać zmia­ny, nale­ży dokład­nie prze­ana­li­zo­wać sytu­ację. Zro­zu­mia­łe jest, że każ­dy oba­wia się ryzy­ka i chciał­by wie­dzieć jaki­mi pie­niędz­mi będzie dys­po­no­wał po sprze­da­ży obec­nie posia­da­ne­go domu. Wte­dy, owszem moż­na zacząć od sprze­da­ży, ale war­to być przy­go­to­wa­nym na kil­ka warian­tów rezer­wo­wych. Czy­li, jeśli nie zdą­ży­my cze­goś kupić na czas, czy mamy miej­sce, gdzie może­my prze­miesz­ki­wać przez kil­ka tygo­dni czy mie­się­cy? Lub inna opcja: czy zde­cy­du­je­my się szu­kać domu w innym i tań­szym rejonie?

Oso­bi­ście oba­wiam się, że jeste­śmy i będzie­my w SELLERS MARKET na wie­le następ­nych lat. Ci wszy­scy, któ­rzy cze­ka­ją na spa­dek cen (od 15 lat) praw­do­po­dob­nie będą cze­kać na to bar­dzo dłu­go. Bo z powo­dów, któ­re opi­sa­łem na wstę­pie, GTA dosko­na­le bro­ni się przed spad­kiem cen.

Ale czy ceny domów w Toron­to są zawsze uza­sad­nio­ne? Uwa­żam że nie. Mia­łem oka­zję oglą­dać wie­le domów w ten week­end na wschód od Ron­ce­sval­les Ave. (tak zwa­ny Dover­co­urt czy Lit­tle Por­tu­gal). Byle jaki semi sprze­da­je się za ponad milion! Ja tego nie rozu­miem, ale na szczę­ście nie jestem Por­tu­gal­czy­kiem, więc nie muszę.

Jeśli pla­nu­ją Pań­stwo zamia­nę, sprze­daż lub kup­no domu, zapra­szam do kon­tak­tu. Wspól­nie przeanalizujemy

Pań­stwa indy­wi­du­al­ną sytu­ację i znaj­dzie­my naj­ko­rzyst­niej­sze rozwiązanie.

Pozdra­wiam,

Maciek Cza­pliń­ski

905 278 0007