Nowa książka o Wielkiej Lechii itp. teoriach

Z ogromnym zainteresowaniem sięgnąłem po wydaną przez wydawnictwo Fronda książkę „Skąd nasz ród. Wielka Lechia i inne teorie i pseudo teorie pochodzenia Polaków” autorstwa Przemysława Słowińskiego i Teresy Kowalik. Nie mam środków ani czasu, by samemu poznać publikacje na te temat, więc zawsze cieszą mnie takie przekrojowe opracowania.

Po 200 stronach tej 500 stronicowej publikacji przerwałem lekturę. W trakcie lektury nie mogłem się zorientować, gdzie są cytaty z innych publikacji, a gdzie własne opinie autorów, które informacje pochodzą z publikacji zwolenników Wielkiej Lechii, a które z uznanych naukowców. Zapewne to, że sposób narracji autorów nie pasuje do mojej percepcji, nie oznacza, że inni czytelnicy też będą mieli problemy z percepcją lektury – szczególnie ci, którzy znają tematykę poruszoną przez autorów.

Ze strony wydawnictwa Fronda można się dowiedzieć, że „pisząc o Słowianach, Prokopiusz z Cezarei nie zadał sobie nawet trudu, aby dowiedzieć się, skąd przybyli. Po prostu nic go to nie obchodziło. Istotne było, że napierają od północy na cesarstwo. Sześć stuleci później problem ich pochodzenia skwitował Gall Anonim: ”Dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa””.

Według wydawcy pracy książka „Skąd nasz ród” odpowiada na pytanie: o pochodzenie Polaków, istnienie przed Chrztem Polski mitycznej Wielkiej Lechii (słowiańskiego imperium równego Cesarstwu Rzymskiemu), historię obecności Słowian na ziemiach polskich i w całej Europie, nasze związki ze Scytami i Ariami, Aleksandrem Macedońskim, Wenedami, biblijnymi Izraelitami, Wikingami, ustalenia językoznawców i genetyków, zawartość kronik.

Swego czasu na łamach dwumiesięcznika „Magna Polonia” ukazał się niezwykle ciekawy artykuł publicysty i youtubera Radosława Patlewicza, w którym autor skrytykował niezwykle popularną w ostatnich latach w internecie bzdurną idee Wielkiej Lechii.

W swoim artykule Radosław Patlewicz stwierdził, że mit Wielkiej Lechii głosi, że przed chrztem Polski istniało imperium Lechitów, które zostało zniszczone przez katolików, którzy do dziś dnia ukrywają swoje zbrodnie i istnienie imperium.

Zdaniem Radosława Patlewicza mit Wielkiej Lechii związany jest z panslawizmem, rosyjską ideologią promowaną w krajach wschodniej i centralnej Europy (w PRL przez Bolesława Tejkowskiego związanego z Lechickim Kręgiem Czcicieli Światowida, Towarzystwem Słowiańskim i Towarzystwem Krzewienia Kultury Świeckiej).

Według Radosława Patlewicza „pod koniec komuny i na początku postkomuny władze zainteresowały się rozwojem grup ezoterycznych, magicznych, sekciarskich i słowiańskich. Z władzami łączył je wspólny wróg ideologiczny, czyli Kościół katolicki”.

W opinii Radosława Patlewicza w dobie internetu zaczęli być promowani ideolodzy Wielkiej Lechii „którzy powymyślali kroniki i poprzekręcali treść już istniejących”. „Zrobiono to w celu dywersji ideologicznej, dzielenia społeczeństwa, ośmieszenia polskiej prawicy, historii, patriotyzmu, wreszcie polskiej kultury i tradycji ukształtowanej dzięki Kościołowi”.

Radosław Patlewicz uważa, że „Kościół stanowi naczelnego wroga w narracji turbosłowian”, jeden z ideologów Wielkiej Lechii Janusz Bieszka (autor wydanej przez wydawnictwo Bellona książki „Słowiańscy królowie Lechii”) twierdzi, że „historia rzekomej starożytnej Polski została zafałszowana przez Watykan, Żydów i Niemców”.

Według Radosława Patlewicza Janusz Bieszka to były agent wywiadu wojskowego PRL, zwerbowany w czasie swojej pracy dla Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego „Baltona”, żołnierz zawodowy (ludowego) Wojska ”Polskiego” od 1976 do 1984 roku, działacz Związku Młodzieży Socjalistycznej i PZPR, absolwent kursu w Wyższej Szkole Nauk Społecznych KC PZPR i Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu Leninizmu przy Komitecie Wojewódzkim PZPR w Gdańsku.

Radosław Patlewicz zapomniał wspomnieć, że we wcześniejszych swoich publikacjach Janusz Bieszka propagował tezę o starożytnych kosmitach (prehistoryczne cywilizacje stworzyć mieli kosmici). Wydawcą pracy o Wielkiej Lechii Janusza Bieszka jest Bellona, według Radosława Patlewicza wydawnictwo powiązane z WSI.

Zdaniem Radosława Patlewicza bzdury o Wielkiej Lechii wydawane są, by kompromitować polski patriotyzm. W opinii Radosława Patlewicza „propagatorzy antypolskiej i antykatolickiej idei Wielkiej Lechii” mają związek „z takimi personami jak Wojciech Olszański, Eugeniusz Sendecki, Maciej Poręba, Adolf Kudliński, Radecki, Wasiak, Grudniewski, Aleksander Berdowicz z porozmawiajmyTV czy endokomuna”. Wszystkie te osoby zdaniem publicysty i youtubera „jak jeden mąż propagują przyjaźń z Rosją” — „przyjaźń z Rosją to kolejny po nienawiści do Kościoła integralny element teorii Wielkiej Lechii”.

Warto dodać, że nie tylko Radosław Patlewicz, ale i Stanisław Michalkiewicz przestrzegał przed mitem Wielkiej Lechii. Stanisław Michalkiewicz w swoim felietonie „Ubecja z Żydami odkrywa »Turbosłowian«”, który ukazał się na „Magna Polonii”, za groteskowe uznał teorie „o »Turbosłowianach«, którzy panowali nad światem już od wielu tysięcy lat przed Chrystusem, wymyślili nie tylko ogień i koło, ale również — język łaciński”.

Jak przypomina Stanisław Michalkiewicz, groteskowe teorie o „Turbosłowianach” są wymierzone w Kościół katolicki, bo jednym z wątków narracji o „Turbosłowianach” jest to, że rzekomą „prawdę” o nich „przez ostatnie kilka tysięcy lat ukrywał złowrogi Kościół katolicki, któremu potężne imperium Sarmatów stało kością w gardle i nie spoczął, aż podstępem i przemocą narzucił idyllicznym »Turbosłowianom« chrześcijański zabobon, od czego rozpoczęły się wszystkie trapiące nasz nieszczęśliwy kraj paroksyzmy”.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza głosicielom bredni o „Turbosłowianach” nie przeszkadza nawet to, że nie potwierdzają ich żadne kroniki czy badania archeologiczne – pomimo „że historia Europy jest dosyć dobrze znana, podczas gdy po potężnym imperium Turbosłowian tak dobrze, jak nie ma śladu, ani w postaci reliktów materialnych, ani w postaci dokumentów, które przecież takie wielkie imperium musiałoby wytwarzać choćby dla potrzeb administracyjnych”.

Stanisław Michalkiewicz zwraca uwagę, że o rzekomym spisku Kościoła katolickiego rzekomo ukrywającego prawdę o „Turbosłowianach” nie przeciwstawiali się nienawidzący katolicyzmu protestanci ani masoni. Publicysta przypomniał też, że wyznawcy teorii o „Turbosłowianach” każdego, kto nie wierzy w ich brednie, uznają za agenta Watykanu.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza brednie o „Turbosławianach” „przeznaczone są dla uczestników młodzieżowych ruchów patriotycznych, czy choćby tylko »antysystemowych«, którzy w poszukiwaniu korzeni, zaczęli rozgrzebywać przygotowany przez ubecję i żydokomunę śmietnik historii ze spreparowanymi »legendami«, który smrodem swego rozkładu zatruwa w Polsce atmosferę polityczną i moralną”.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza spreparowana przez środowiska WSI i żydokomuny mitologia „Turbosłowian” ma na celu odwrócenie uwagi młodych od prawdziwych bohaterów Żołnierzy Wyklętych, ośmieszenie polskiego patriotyzmu poprzez propagowanie pod jego szyldem niedorzecznych bredni.

Według Stanisława Michalkiewicza głównym celem działań środowisk promujących brednie o „Turbosłowianach” jest walka z Kościołem katolickim, którego niezależność jest zagrożeniem dla wszechwładzy żydokomuny i komuny. Kościół katolicki dla lewicy to najgroźniejszy wróg, bo to „potężna światowa organizacja, dysponująca kadrami i doświadczeniem, a także — dobrze poinformowana, a w dodatku taka, której cele nie pokrywają się ani z celami bezpieki, ani z celami żydowskich lobbies w państwach osiedlenia. Toteż bezpieka podtrzymuje w swoich szeregach zapiekłą nienawiść do Kościoła”.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza pomimo sukcesów w promowaniu posoborowej herezji modernizmu dla lewicy „najważniejsze jest odcięcie historycznego narodu polskiego od Kościoła, który dzisiaj, nolens volens, z różnym zresztą skutkiem, jest dla tego narodu, przez komunę pozbawionego organicznej elity, namiastką szlachty, czyli warstwy przywódczej. Odcięcie narodu nawet od takiej namiastki, pozwoliłoby przerobić go na amorficzne „masy” – no i dlatego za głównego winowajcę zagłady pamięci o „Turbosłowianach” został uznany Kościół katolicki”.

 

 

Jan Bodakowski