Usta­wa C‑11 o cen­zo­ro­wa­niu inter­ne­tu prze­szła dru­gie czy­ta­nie w Izbie Gmin i zosta­ła skie­ro­wa­na do Sena­tu. W Izbie Gmin popar­ło ją 208 posłów, a 117 było prze­ciw. Za przy­ję­ciem usta­wy poza libe­ra­ła­mi gło­so­wa­li posło­wie NDP i Bloc Québéco­is. Prze­ciw­ni byli tyl­ko kon­ser­wa­ty­ści, któ­rzy kry­ty­ku­ją usta­wę od momen­tu jej przed­sta­wie­nia, oraz jeden poseł par­tii Zie­lo­nych i jeden niezależny.

Usta­wę zapro­po­no­wał w lutym mini­ster dzie­dzic­twa naro­do­we­go Pablo Rodri­gu­ez. Ofi­cjal­nie nazy­wa się  An Act to Amend the Bro­ad­ca­sting Act and to Make Rela­ted and Con­se­qu­en­tial Amend­ments to other Acts.

Dru­gie czy­ta­nie z Sena­cie zapla­no­wa­no na czwar­tek. Pra­ce sena­to­rów nad usta­wą mogą prze­cią­gnąć się do jesie­ni. Dopie­ro wte­dy odbę­dzie się gło­so­wa­nie. Nie­któ­rzy sena­to­ro­wie od razu powie­dzie­li, że zagło­su­ją przeciwko.

Ist­nie­ją oba­wy, że na mocy usta­wy CRTC (Cana­dian Radio-tele­vi­sion and Tele­com­mu­ni­ca­tions Com­mis­sion) może zmu­szać stro­ny inter­ne­to­we takie jak YouTu­be, Twit­ter i Face­bo­ok do usu­wa­nia w cią­gu 24 godzin tre­ści uzna­nych za „szko­dli­we”. Ponad­to komi­sja będzie mogła żądać od takich usłu­go­daw­ców jak Net­flix emi­to­wa­nia więk­szej ilo­ści kana­dyj­skich treści.

W zeszłym tygo­dniu rząd Tru­de­au zagło­so­wał za zamknię­ciem deba­ty w spra­wie usta­wy C‑11. Usta­wa szyb­ko prze­szła przez Izbę Gmin, a w ostat­niej chwi­li doda­no ponad 150 popra­wek, któ­rych posło­wie nie mili moż­li­wo­ści przedyskutować.

Usta­wa C‑11 jest bar­dzo podob­na do usta­wy C‑10, któ­ra „doszła” w zeszłym roku do Sena­tu i tam utknę­ła, gdy Tru­de­au ogło­sił wybory.

Były pro­fe­sor Uni­ver­si­ty of Toron­to, dr Jor­dan Peter­son, stwier­dził, że usta­wa C‑11 może zamie­nić Kana­dę w naj­bar­dziej cen­zor­ski kraj roz­wi­nię­te­go świa­ta. Dr Micha­el Geist z Uni­ver­si­ty of Otta­wa, zaj­mu­ją­cy się pra­wem doty­czą­cym inter­ne­tu i han­dlu w inter­ne­cie, zauwa­żył, że rząd wło­żył wie­le wysił­ku w to, by uciąć deba­tę i nie dopu­ścić do dys­ku­sji nad popraw­ka­mi. Nic więc dziw­ne­go, że usta­wa prze­szła. Senat zasy­gna­li­zo­wał, że prze­pro­wa­dzi praw­dzi­wy prze­gląd ustawy.

Cana­dian Taxpay­ers Fede­ra­tion (CTF) w swo­im rapor­cie doty­czą­cym nie­bez­pie­czeństw zwia­za­nych z usta­wą C‑11 pisze, że usta­wa „pod­wa­ża pra­wo Kana­dyj­czy­ków do wyra­ża­nia sie­bie i oglą­da­nia w sie­ci tego, co chcą oglą­dać. Do tego utrud­nia pocią­gnię­cie rzą­du do odpo­wie­dzial­no­ści. Rząd pró­bu­je na siłę prze­pchnąć tę nie­bez­piecz­ną usta­wę bez odpo­wied­niej deba­ty”. Dyrek­tor CTF w Onta­rio, Jay Gold­berg, zauwa­ża, że rząd niby twier­dzi, iż tre­ści gene­ro­wa­ne przez użyt­kow­ni­ków nie będą pod­le­ga­ły usta­wie, ale z tek­stu usta­wy i z tego, co mówi szef CRTC, wyni­ka co inne­go. „Usta­wa C‑11 daje biu­ro­kra­tom narzę­dzie do wpły­wa­nia na to, co mówi­my i oglą­da­my w sie­ci, rów­nież w mediach społecznościowych”.