Druga połowa lutego i marca to kolejna rocznica rzezi szlachty w Galicji Zachodniej, znanej pod nazwą “rabacji galicyjskiej”.

Słowo “rabacja” pochodzi od niemieckiego “rauben” – grabić, plądrować, a znane u nas spolszczone rabować. Używa się też “rabacja tarnowska”, bo działo się to w Galicji w Powiecie Tarnowskim.

W tym roku mija właśnie 175 lat jak to w 1846 roku wybuchło powstanie chłopskie przeciw szlachcie i ziemiaństwu. Jest to bardzo ważny okres w historii Polski i nawet wyjątkowy. Nigdy wcześniej, ani później coś takiego nie odbyło się na tak wielką skalę. Było powstanie Chmielnickiego, czy rzeź wołyńska, ale tam nie mordował Polak katolik Polaka katolika. Tam mordowała czerń ukraińska.

Ten antyszlachecki i anty pańszczyźniany zryw chłopski przejawiał się w napadach na dwory szlacheckie, niszczeniu ich i niestety mordowaniu mieszkańców, nie szczędząc kobiet i dzieci, czyli po prostu mordowaniu całych rodzin. Nie ominął ten sam los różnego szczebla urzędników dworskich, a nawet rządowych, nie szczędząc nawet księży.

Dość przytoczyć skalę zniszczeń w osobach, które straciły życie i stratach materialnych, bo doszło oprócz grabieży do fizycznego niszczenia całych dworów. Zniszczono ich 470, a zabito ok. 1100 – 1200 osób, niektóre źródła mówią nawet o 2000 zabitych,  setki osób pobito i okaleczono, Austriacy aresztowali 3 tys. osób.

Powstanie chłopskie zbiegło się z przygotowywanym Powstaniem Krakowskim, które wybuchło w tym samym czasie jednak wystąpienia chłopskie w głównej mierze przyczyniły się do upadku powstania.

Tak charakteryzuje tamte wydarzenia Henryk Słowiński we wspomnieniach z rabacji. “Rzeź w roku 1846 jest niewątpliwie najczarniejszą kartą dziejów naszych porozbiorowych. Rzucenie się braci na braci, rabunki pożogi, strumienie łez i krwi przelanej ręką rozwścieczonego ludu. To zaiste obraz tak szatański, że co do piekielnych barw jego groza domowej wojny ledwo porównywalna być może”.

Trzeba zaznaczyć, że przygotowywane było powstanie ogólnopolskie, czyli w Królestwie Polskim, Księstwie Poznańskim i w Galicji Zachodniej.

Niestety robiono to nieudolnie, wcześniej zdekonspirowano organizatorów i aresztowano. W Galicji postanowiono inaczej, posłużono się chłopstwem podżegając do wystąpień przeciw szlachcie i inteligencji, załatwiając w ten sposób  problem z powstaniem przeciw zaborcy.

Jak do tego doszło; do tak wielkiego gniewu i tak okrutnych wystąpień chłopskich.

Wiemy, że od 1772 roku po pierwszym rozbiorze Polski Galicja Zachodnia znalazła się pod zaborem austriackim. Mówimy Galicja Zachodnia, bo była też Galicja Wschodnia pod panowaniem rosyjskim, tam mieszkali Ukraińcy. Pokutuje takie przekonanie, że w zaborze austriackim żyło się ludności polskiej najłatwiej, że była większa swoboda, nie rusyfikowano jak w rosyjskim i nie germanizowano jak w pruskim, jednak szkoły polskie w tych zaborach  były i chociaż z czasem próbowano wyrugować język polski to nigdy to się zaborcom nie udało. Mimo, że matura w języku polskim nie była ważna trzeba było zdawać przed komisją zaborcy i w języku zaborcy, ale uczono, zwalczano analfabetyzm.

W zaborze austriackim natomiast nie dbano o szkolnictwo i tam było najwięcej analfabetów a przez to i największe zacofanie.

W zaborze pruskim w 1807 po zwycięstwach Napoleona nad Prusami utworzono Księstwo Warszawskie (1807 – 1815). Było to formalnie niepodległe państwo, chociaż pod zwierzchnictwem Francji, ale z własną Konstytucją, co prawda nie tą z 3 Maja 1791, ale na wzór francuski, Sejmem, rządem i nawet armią, która to potrafiła sama się obronić przed Austrią, gdy Napoleon poszedł na Hiszpanię, a nawet wyzwolić Galicję Zachodnią i Wschodnią w 1809. Niestety tylko na trzy lata, gdyż Napoleon przegrał wojnę z Rosją w 1812 i część Zachodnia trafiła do Austrii, część Wschodnia do Rosji. Także tylko przez trzy lata 1809 -1812 Galicja cieszyła się autonomią.  Poza tym od 1772 roku aż do  1921 do pokoju z Rosją w Rydze ziemie te nie były polskie, gdzie po 1918 Polska musiała bić się  o te tereny z Ukraińcami. W 1921 obie Galicje weszły w skład Państwa Polskiego.

W międzyczasie powstało Królestwo Polskie tu z kolei połączone Unią Personalną z Cesarstwem Rosyjskim na Kongresie Wiedeńskim (1815), tak było do 1832 i tu też obowiązywała polska konstytucja, sejm, wojsko, szkolnictwo, był Uniwersytet Warszawski a nawet polska moneta. Niestety po Powstaniu Listopadowym od 1832 przywileje te były ograniczane.

Tego wszystkiego niestety w zaborze Austriackim w Galicji Zachodniej nie było. Chłop był analfabetą, był rozpijany, co chętnie robił, bo na owe czasy był to chyba jedyny antydepresant, lek na wszelkie choroby. Łatwo takim człowiekiem było sterować.

Nikt nie dbał o podniesienie świadomości społecznej chłopstwa, nie mówiąc o państwowej.  Zaborcy zależało na utrzymaniu  chłopa w ciemnocie sącząc do głów, że Najjaśniejszy Pan Cesarz jest dobry, a całej biedzie winien jest polski pan, nawet można poskarżyć się na polskiego pana, urzędnik cesarski wysłuchał i obiecał, że skarci pana, ale przeważnie i jednemu i drugiemu zależało, żeby sobie chłopa podporządkować. Polski pan, dziedzic nie dbał o chłopa niemiłosiernie go wykorzystując tak bezpośrednio i było takie wrażenie, że to polski dziedzic jest gorszy.

Tak więc, gdy zaczęto organizować struktury powstańcze chłopów w tym nie uwzględniono, to był wielki błąd, bo przeciw okupantowi powinno zaangażować się masy chłopskie, tu przecież jest siła.

Potrafił to zrobić Kościuszko w czasie Insurekcji w 1794 roku. Kosynierzy chłopi bili się dzielnie, obiecane mieli uwłaszczenie, zdobywali nawet działa rosyjskie. Niestety, jak wiemy Powstanie Kościuszkowskie upadło, a na uczestników posypały się represje.

Przed Kościuszką i po, nikt nie próbował chłopa angażować do walk wyzwoleńczych a i chłop mając niewielką świadomość narodową sam się nie angażował. Cały czas był wykorzystywany i pogardzany, tak było też i przed zaborami, przed 1772 rokiem, kiedy Polska była wolna, zbyt wielkie swobody szlacheckie zgubiły państwo.

Świadczy o tym, co powiedział pradziadek chłopskiego działacza ludowego Teofila Kurczaka: “Dzieci prośta Boga, żebyśta Polski nie doczekały, bo nam w Polsce źle było”.

Rok 1846, zaczęto konspirować, pomijając chłopów, robiono to niezbyt dyskretnie, tak, że Austriacy bardzo szybko  zdekonspirowali organizatorów powstania, lecz postąpili inaczej jak w Królestwie i Księstwie Poznańskim, posłużono się chłopami.

Ponadto powstanie nie było przygotowane militarnie, nie było po prostu czym walczyć.  W tej sytuacji Austriacy napuścili chłopów na powstańców, twierdząc, że to właśnie przeciw chłopom szlachta szykuje atak zbrojny.  Część szlachty i ziemiaństwa poszła do powstania, chłopi zostali, było łatwo plądrować i niszczyć dwory.

Powstali więc przeciw swoim panom,  mieli swojego przywódcę, w osobie Jakuba Szeli, który zamiast na Austriaków wzywał chłopów do grabieży dworów i nie odrabiania pańszczyzny. Sam Jakub Szela mając osobiste zatargi z dziedzicem mógł się teraz odegrać. Chłopi mając obiecane wynagrodzenie za doprowadzenie żywego lub martwego powstańca wychwytywali powstańców i doprowadzali władzom austriackim.

Jakub Szela tak się rozochocił w tym, co robił, do tego stopnia iż wymknął się spod kontroli władz austriackich i żeby go powstrzymać w jego zapędzie mordowania użyto wojska, gdyż zapędził się już poza powiat tarnowski. Szelę aresztowano, ale ze względu na to, że wykonał robotę za Austriaków, niejako w nagrodę wysłano go na Bukowinę dając mu tam 17 hektarowe gospodarstwo, gdzie gospodarował do śmierci pod nadzorem zaborcy.

Dlaczego mordowano też księży, ano przed rabacją księża z ambon nawoływali, żeby chłopi składali przyrzeczenia przed ołtarzem, że nie będą pić wódki, tak i to czynili. Lecz wiadomo, czym jest nałóg i jak chłopstwo z pokolenia na pokolenie się upija, to jak tak gwałtownie to zahamować, tak się nie da, no i w chłopach pęczniał gniew.

Niewykluczone, że plądrując dwory natknęli się na pełne beczki wina i innych trunków, nie sposób było nie spróbować, wtedy już wszystko poszło łatwo. Mają co pić, nie będzie księży, kto im zabroni, kto będzie pilnował składanych przyrzeczeń.

Tedy można powiedzieć, że tu nie było świadomości chłopskiej żadnej. Polski chłop nie czuł Polski, był wyobcowany w swoim kraju, tu od 1772 roku nie było Polski, to już 75 lat, ludzie wtedy żyli krócej, trzecie pokolenie, nie pamiętali już wolnej Polski. Lecz na dworach, szlachta, inteligencja i księża, (tak teraz pogardzani) oni trzymali tę polskość i stąd ten apel o trzeźwość.

Niestety wiele czasu minęło od tamtych zdarzeń zanim zaczęła kiełkować świadomość chłopska i branie odpowiedzialności za kraj.

Całe szczęście, że rosła też świadomość w narodzie, czym jest własny kraj, Ojczyzna. Zaczęto uzmysłowić sobie, że tak wielkiego potencjału jaki tkwi w masie chłopskiej nie można zostawić tak ot sobie, żeby broń Boże nie obróciła się przeciw.

Ten trudny temat świadomości narodowej podejmuje Stanisław Wyspiański w “Weselu”, tam już pojawia się Jakub Szela we właściwej  roli Upiora, lecz pojawia się też Piłsudski, który potrafił, jak się później okazało, pociągnąć za sobą masy chłopskie.

Przypomnę tylko pewną statystykę. Po tym jak Kościuszko poderwał chłopów, przeciw Rosji, tak później w mniejszych lub większych zrywach nie było chłopów, pomijając te mniejsze, to ani w Powstaniu Listopadowym i Styczniowym (bardzo niewielu) nie było chłopów.

Po Powstaniu Styczniowym represjonowano co 24 księdza, co 50 szlachcica, co 150 mieszczanina, dopiero co 1150 chłop był karany za powstanie.

Ale już w wojnie 1920 z bolszewikiem, brało udział 80 % chłopów, niewiarygodne, ale prawdziwe. (Piszę o tym szerzej w tygodniku “Goniec” w numerze 33 z 2020 roku w artykule pt. “Chłop wygrał tę bitwę”).

Dużą rolę odegrały tam też kobiety, które dopingowały swoich mężów, którzy w nielicznych wypadkach opierali się z pójściem na front, zagroziły one wtedy, że nie wpuszczą swoich chłopów pod pierzynę, nie mieli wyboru, musieli iść.  Lecz chłop sam rozumiał już wtedy, że trzeba bronić ojczyzny, jak nie na froncie, to w swoim obejściu. Chociaż nie każdy miał swój kawałek ziemi, ale jak pisze Żeromski, wtedy każdy walczył o ten kawałek ziemi, o to miejsce, żeby było dla niego, żeby można go było gdzie pochować.

Co się zmieniło od tamtego czasu, mam wrażenie, że role się zmieniły. To polski chłop teraz ma większą świadomość swojej wartości, on czuje co to Ojczyzna, ten chłop, to już nie ten sam chłop, to człowiek wykształcony, świadomy własnego ja i posiadający bardzo cenną cechę, wierność.

Obecny chłop – rolnik to nie cham i mierzi go to co widzi, co czyta, zewsząd wydobywające się chamstwo i wulgaryzmy, dzisiejszy chłop jest tym zgorszony. Dzisiejszy chłop, to człowiek posiadający wielką wiedzę, teoretyczną i praktyczną, w zakresie uprawy roślin, hodowli i potrafi operować wieloma narzędziami i maszynami niezbędnymi teraz w rolnictwie.  On nie opuści swojego gospodarstwa, nie wyjedzie za granicę, nie będzie straszył, że wyjedzie, że mu się tu nie podoba. On nie powie na Polskę, że to “kraj nad Wisłą”, nie powie “ten kraj” a powie  Polska.

Teraz ten chłop – rolnik niejednokrotnie pogardzany przez tych co nie dorastają do niego, bierze odpowiedzialność za swój kraj i tu, stąd, skąd wyrósł patrzy z niedowierzaniem na tych co się sprzeniewierzają własnemu krajowi. Gdzieś tam w Brukseli szczują na własny kraj, a to, że rolnik znęca się nad krową, bo doi mleko, a to, że hoduje jakiegoś zwierzaka, żeby wyżywić innych, a to że jego krowa zrobi kupę na polu i zatruje środowisko i tych zarzutów jest  tak wiele, co świadczy o wielkiej głupocie ludzi, którzy legitymują się doktoratami.

Doktorat, przypominam to tytuł naukowy, który do czegoś zobowiązuje, to tytuł, który powinien wyróżniać i stawiać w pozytywnym świetle tę osobę która go posiada. Tak samo profesor, jeśli mówi, że zwierzęta powinny mieć prawa wyborcze, lub w jednopłciowych małżeństwach rodzi się tyle samo dzieci, lub, że dziecko nie ma ojca i matki tylko opiekuna, to taki przeciętny człowiek nie wie, czy śmiać się czy płakać.  Jednakowoż żal tych ludzi, że tak się wystawiają, w imię czego? Przecież milczenie jest złotem. Lecz nie, oni nie będą milczeć, ci ludzie chcą być przewodnią siłą narodu, do tego uzurpują sobie prawo.

Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo niebezpieczna narrację, że “rabacja galicyjska” coraz śmielej zaczyna być wykorzystywana jako holokaust na Żydach, (pamiętam, w którymś ze swoich wykładów wspominał o tym prof Andrzej Nowak), że powstaje coraz więcej oszczerczych publikacji, celuje w tym Gazeta Wyborcza z red. Michnikiem na czele i różne TVN – ny, że to chłopi polscy wymordowali Żydów, mimo, że w tym czasie nie zginął ani jeden Żyd, choćby nawet dlatego, że kto by wtedy prowadził karczmę, czy oberżę do których to chłopi często zaglądali. Dla Michnika już polskojęzyczne media nie wystarczą, żeby opluwać własny kraj, ostatnio udzielał wywiadu hiszpańskim mediom, oczywiście stawiając Polskę w jak najgorszym świetle.

Wyspiański temat Żydów podejmuje w “Weselu”.  Żydzi podpuszczali chłopów na księży, bo po tych przyrzeczeniach o abstynencji wielu właścicieli knajp musiało je pozamykać, a to był niejednokrotnie ich jedyny dochód. Tak więc oni mieli w tym interes, żeby podburzyć chłopów, ale Żydów nikt nie mordował. Nie zginął, nawet nie został pobity ani jeden Żyd. I choćby dlatego warto interesować się tym tematem, chociaż może być on nie za bardzo przyjemny i nie przysparza nikomu chwały, to jednak trzeba reagować na próby pisania historii na nowo.

Ważne jest to, że Polacy potrafili wyciągnąć wnioski po tych wydarzeniach, choć nie od razu, bo początkowo rabacja pogłębia na długie lata  przepaść między chłopstwem a szlachtą.

Ale wspomniany Wyspiański w “Weselu “ podejmuje temat roli chłopów, żeby spojrzeć inaczej na ich rolę, że są też ważni, występuje tam już inteligent, którego zadaniem jest wyciągnąć chłopa z ciemnoty i tak 50 lat po tej tragedii galicyjskiej się dzieje. Mamy w tym okresie wielu pisarzy, na których dziełach  wychowują się dzieci chłopskie. Czytają Sienkiewicza, jego Trylogię, czytają poetów,  Mickiewicza, któremu się marzy, żeby jego dzieła trafiły pod każdą strzechę, nawet tę najbiedniejszą, czytają Słowackiego, Krasińskiego, Norwida, który  nie jest lubiany przez klasy wyższe, bo podejmuje trudne tematy piętnując pieniactwo, kundlizm i to zwalanie winy na siebie nawzajem przez wszystkie stany za nieszczęścia Polski. Pisze też Adam Asnyk, trochę mniej znany jak inni poeci, więc przytoczę fragment z jego wiersza “Do młodych” z drugiego tomu Poezji:

…”Żyć to nie znaczy iść przez róże

Sięgać po laury, zbierać oklaski

Żyć to znaczy przetrwać wszystkie burze

I dążyć tam, gdzie świecą ideałów blaski”…

Duch Narodowy w warstwach chłopskich się budzi, świadomość własnej wartości rośnie. Coraz więcej jest “Judymów”, jak z “Ludzi bezdomnych” Żeromskiego, gdzie lekarz już z ludu walczy sam ze sobą, czy budować własną karierę, czy zostać na wsi i leczyć tych biednych ludzi. Wybiera to drugie, podejmuje ten trud. Może nawet sugerując się słowami z tego wiersza powyżej.

Coraz więcej jest “Siłaczek” jak w noweli Żeromskiego pod takim samym tytułem, gdzie nauczycielka walczy o oświatę chłopskich dzieci, całe swoje życie temu poświęcając, dosłownie.   Zwalcza się analfabetyzm, dzięki poświęceniu właśnie takich ludzi jak Siłaczka, mocnych siłą swego charakteru.

Dzieci chłopskie czytają Konopnicką, Reymonta, Orzeszkową, Żeromskiego, Prusa, Rodziewiczówną.

Zauważenie warstwy chłopskiej i wciągniecie jej w szereg równouprawnienia zaowocowało tym, że wszystkie warstwy społeczne stały się tak samo ważne w budowaniu wspólnego dobra jakim jest kraj w którym żyją. Co potem pokazał i rok 1920 i Wrzesień 1939 i Powstanie Warszawskie i wielu synów chłopskich, którzy walczyli poza granicami kraju, ale z wiarą, że kiedyś wrócą do wolnej Ojczyzny.

Teraz natomiast zauważamy niepokojące zjawisko w części społeczeństwa, niebezpieczną tendencję,  żeby znowu Polskę podzielić, skłócić, nad tym się intensywnie pracuje i to otwarcie, bez żadnych konspiracji.  Szuka się znowu jakiegoś rozwarstwienia.

Tak jak kiedyś część szlachty próbowała walczyć o wolną i niepodległą Polskę, a inni układali się z zaborcą, tworząc np Targowicę. Teraz można zaobserwować podobne tendencje wśród części społeczeństwa, żeby służyć obcym kosztem własnego kraju. Nie ważna dla nich Konstytucja, chcą tworzyć jakieś nowe prawo dla swych potrzeb. Są tacy, nie będę pokazywał palcem, sami państwo wiecie i trzeba ich uświadamiać, bo może nie wiedzą, że błądzą.

Nastała jakaś obłąkana tendencja do likwidowania wszystkiego co polskie, szczególnie opozycja działa destrukcyjnie, żadnego budowania, wszystko likwidować, nawet już wysoko zaawansowane inwestycje przerwać, lub odłożyć, TVP- info opozycja uważa  za tubę propagandową, zbiera nawet podpisy na rzecz likwidacji.

Mnie osobiście denerwuje zawodowy aktor każdej płci, który przyswoiwszy sobie kilka ról i odegranie ich, będąc oklaskiwany na scenie za swój występ, uzurpuje sobie prawo do wskazywania mi drogi jaką ja mam kroczyć, a nie jest świadom tego, że to on potrzebuje  przewodnika.

Jakub Szela, prowodyr rabacji galicyjskiej, zbrodniarz na własnym narodzie, awanturnik przez ciągłe zatargi, skargi i procesy sądowe ze swoim dziedzicem, był przez wiele lat ukazywany jako bohater, jako ten, który odważył się podnieść rękę na swego ciemiężycę.

Długo historia nie potrafiła sprawiedliwie go osądzić, przez długie lata, a  szczególnie po 1945 roku, gdy kształtowała się nowa władza komunistyczna na ziemiach polskich był nawet w podręcznikach szkolnych ukazywany jako bohater.

Nazwano jego imieniem ulice i skwery, we Wrocławiu dawny plac Hohenzollernów nazwano jego imieniem zaraz po  drugiej wojnie. Nazwa ta  przetrwała do 2014 roku, nie zmieniono jej po 1990, kiedy to zmieniano większość ulic poprzedniego systemu.

Dobrze, że naprawiono ten błąd i w innych miastach, bo i w Olkuszu miał ulicę i w Zielonej Górze. Żadna sytuacja nie uprawnia do mordowania niewinnych ludzi, a Szela zasłynął ze szczególnego zacietrzewienia w tych występkach i można śmiało stwierdzić, że gdyby nie jego przywództwo nie byłoby rabacji galicyjskiej, a losy Powstania Krakowskiego może by miały inny finał,  mimo tych wszystkich przeciwności losu.

Szukając jeszcze przyczyn tych okrutnych chłopskich wystąpień, to być może gdyby nie było wielkiej powodzi na ziemi tarnowskiej w 1844 roku, zniszczenia zbiorów i klęska głodu i chorób, a także ruchu trzeźwościowego, który przez Europę przywędrował z Ameryki Północnej w roku 1845, który łatwiej było wprowadzić jako pokutę za grzechy pijaństwa, może by tak to nie rozjuszyło chłopów, bo w innych regionach mimo, że chłopi mieli podobną sytuację a nie było tych klęsk żywiołowych do takich tragicznych zdarzeń nie doszło..

Na pewno to są ważne przyczyny, bo nigdzie w żadnym zaborze, a nawet w Galicji tylko właśnie tu  w Powiecie Tarnowskim Polak chłop katolik wystąpił przeciw Polakow katolikom – panu, dziedzicowi, ziemianinowi, księdzu.

Tym sposobem władze austriackie rękami polskiego chłopa udaremniły wybuch Powstania Krakowskiego.

Po stłumieniu powstania nastał jeszcze większy głód, jeszcze większą bieda.

Zniszczono, splądrowano dwory, zmarnowano zapasy. Doszło do tego, że zaborcy musieli prosić Wiedeń o pomoc w zażegnaniu głodu.

Doświadczeni tą historią musimy wyciągać wnioski. Nie pozwólmy, żeby takie sytuacje wykorzystywano i twierdzono, że Polska to całe zło, to anarchia, to wyzysk. Słyszymy, wyzwolić się od polskości, od tradycji katolickiej, bo to zabiera wolność.

Nastał jakiś trend antypolonizmu, znani ludzie twierdzą, że wstydzą się być Polakami!!!  Co to jest?, gdzie oni żyją?, kto ich żywi?, szczególnie niebezpieczni ci co ujadają z Brukseli, bo domagają się głośno w Parlamencie, żeby karać Polskę, kraj w którym żyją, gdzie są ich rodziny.

Jest zasadne pytanie, jak w sytuacji wrogości do własnego kraju nie ulec demoralizacji, jak scalić Polaków, jak stworzyć wspólnotę, bo to warunek, żeby nie dać się wrogom, którzy zachodzą z każdej strony, a to budując rurociąg poza plecami, a to stosując embargo na dostawy naszych produktów.  Jest wiele tych zagrożeń.

Jak obronić naszą ziemię, która cały czas jest dużym kąskiem dla wielu, którzy tylko czekają na nasze potknięcia.

Podsyca to wszystko polska prasa w zagranicznych rękach, twierdząc, że Polska nie potrafi się rządzić. Na siłę chcą nami sterować z Brukseli.

Jak obronić naszą mowę, polski, piękny, bogaty w słownictwo język, gdy słyszymy cały potok wulgaryzmów i to wykrzyczanych, dosłownie wręcz wypluwanych przez kobiety?!

W miastach natomiast pełno napisów w obcych językach, a przez tyle lat walczono, żeby polski język nie zginął. A tu ktoś mówi, że on się wstydzi będąc za granicą mówić po polsku, pytam więc, co ta osoba robi w Polsce?!, niech tam zostanie, wtopi się w obcy kraj i nie będzie jej wstyd!

Jak obronimy katolicką wiarę ojców ? A może już jej nie chcemy? Czego wobec tego chcemy?, Czy tego czego nie będzie ?  Bo jak w nas wiary nie będzie, to “niczego nie będzie” – powiedzieć można, cytując już klasyka, pana Kononowicza z Białegostoku.

Bez wiary, zaczyna szerzyć się chamstwo i to o zgrozo wśród młodzieży, a chamstwo jest wynikiem złej edukacji i to widać, oprócz ucznia, jak się wyraża na ulicy nauczyciel, jak się wyraża osoba z tytułem naukowym, wiedząc, że ogląda i słyszy ich w dobie internetu niemal cały świat.  Taki obraz Polski mamy przekazywać, utwierdzać innych w tym, że  “Polska to nienormalność” – cytując następnego polskiego klasyka?

Czy o to chodzi?, na szczęście są jeszcze ludzie, którzy potrafią odróżnić dobro od zła i myślę, że nie dopuszczą do tego, żeby nastąpiła powtórka z historii, przecież nie tak znowu odległej!

Wtedy byliśmy pod obcym panowaniem, nie wszyscy mieli świadomość własnego państwa, bo urodzili się w zaborach, walczyli o swój byt, nie zawsze rozpoznając przyczyny swojej niedoli, postanowiono zlikwidować swoich panów, nie mając żadnej wizji co dalej, bo przecież rządził dalej zaborca. Teraz też chce się wszystko likwidować, poprzez demonstracje uliczne, niszczenie mienia, kościołów, teraz już nawet posunięto się do podpalania, jak to miało miejsce w Lublinie. W konsekwencji dąży się do zmiany rządu, bez żadnego wyraźnego programu na przyszłość. Z takim zapewnieniem tylko, żeby zniszczyć, wypalić gorącym żelazem osiągnięcia obecnej władzy.

Taka jest tylko różnica z tamtym okresem, że teraz robi się to świadomie i żeby przejąć  władzę.

Warto wziąć sobie do serca, co pisała nieco zapomniana już pisarka, zmarła 76 temu Maria Rodziewiczówna: oto jej słowa  “są dwie potęgi, którym trzeba oddać wszystko, a w zamian nie brać nic – to Bóg i Ojczyzna”.

I jeszcze jeden jej cytat, gdy po drugiej wojnie rozkradziono, rozparcelowano jej majątek i nie zostało jej już nic, ona, gdy dowiedziała się o tym, powiedziała tylko: “ To wszystko nic, byle Polska była”.

Jakież to znamienne, patrząc na rozrastający się na naszych oczach antypolonizm i wszędobylskie chciejstwo.

Pilnujmy Polski, kraj naszego pochodzenia jest wielką naszą wartością !

Oddamy Polskę, nie będzie nas, bardzo chętnie puste miejsce zagospodaruje ktoś inny!

Jerzy Rozenek