No po prostu zwariować można. Nie wolno wejść do sklepu bez przykrycia twarzy.

Dwa dni temu miałam małą rzecz do kupienia. Jedną, i wiedziałam gdzie to jest na półce. Wyskoczyłam z auta i chciałam to załatwić w mig. Ale nie! Zostałam zatrzymana, bo nie miałam maski. Odwróciłam się na pięcie i założyłam apaszkę, którą miałam na szyi od słońca, na nos.

Wpuścili mnie.

Chusteczka była szyfonowa, więc lekka i przewiewna. Żadnego parowania okularów, żadnego duszenia się. Nawet własnego oddechu nie czułam. A to mi kuzynka zdradziła sekret, że jak sobie porządnie nie wyczyści zębów (z flosowaniem, itp) to zaraz to w tej masce czuje. Własne zęby jej zajeżdżają. A wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Pewnie często zbliżała się do innych, nieświadoma tego, i dziwiła się czemu sie od niej odsuwają. Też coś! Przynajmniej jedna dobra strona noszenia maski – sprawdzian, czy się dobrze wyszorowało zęby, i z przodu, i z tyłu, i między zębami. No kto by pomyślał o tym wcześniej!

Ale poczekajcie, był taki jeden facet co sobie chuchał w dłoń. Nigdy nie wiedziałam po co. Myślałam, że może pluje w ręce, przed trudnym do wykonania zadaniem, na przykład porąbaniem drewna? Ale on nie pluł, tylko chuchał. Drewna też nie było w pobliżu. Nie zapytałam, choć mnie ciekawość zżerała. Ale nie wypadało pytać. To trochę tak jak niektórzy próbują sobie pachy powąchać, czy się już spocili. A spocili się, spocili. Tylko nie wszyscy równomiernie. Niektórym to nawet codzienny prysznic, ani czyste  ubranie nie pomoże. Znałam jednego takiego w pracy, co pocił się nieludzko, szczególnie z nerwów, więc jak miał więcej niż jedno stresujące zebranie w pracy, to zmieniał koszule. Mało pracowało, bo to były czasy, kiedy faceci nosili garnitury do pracy, i na tej koszuli była wierzchnia marynarka, którą trudniej było zmienić.  Ale też mu nic nie zasugerowałam, bo nie wypadało.

Więc ta maska moja szyfonowa ze mną będzie bojkotować to co dla mnie nie ma sensu. Na przykład w Szwecji nie ma nakazu noszenia masek, i nic się tam tak jak u nas nie zawaliło. Ta moja szyfonowa maska, będzie dla równowagi  tym, co przeszli na druga stronę. Wyobraźcie sobie, że płynęłyśmy z córką kajakami na rzece Humber, i minęła nas dwójka, też w jednoosobnych kajakach, zamaskowana! Naprawdę. Przed czym oni się chronili?  Przed kormoranami? A poprzedniego dnia, o 7-mej rano w High Parku (o tej porze to tam jest niewielu), jeden gość jechał na rowerze w masce!

No już go chyba porąbało całkiem. A słyszałam też i o takich co prowadzą samochody w masce, mimo tego, że nikogo nie wiozą. No nic. Nie trzeba się tym złościć, tylko z tego śmiać – bo inaczej zwariujemy do cna. Ostatnio wiozłam koleżankę, a ta mi mówi, co ten przede mną tak wolno jedzie?  Nie widzisz, że dystans trzyma? – mówię jej.

I takiego z tego wszystkiego małpiego humoru dostałyśmy, że musiałyśmy zatrzymać się na kawę w High Parku. Siadłyśmy po przeciwnych krańcach stołu, zdjęły maski, i chichrały jak głupie. Jak nam się zrobiło lepiej, to poszłyśmy na spacer. Nie ma to jak dobry śmiech z dobrą koleżanką. Z taką to i łatwiej przejść wszystkie przeszkody, i nawet maskę założyć bez gderania jak trzeba.

MichalinkaToronto@gmail.com