Pomysł wprowadzenia licencji na internetowe portale informacyjne w Kanadzie jest efektem pracy nowego „liberalnego” geniuszu. Świadczy o tym, jak intensywnie myślą tutejsze soc-elity zarażone nowym bolszewizmem na tzw. uniwersytetach na razie jeszcze pod pozorem demokracji i liberalizmu, ale też oczywiście świętej wojny z mową nienawiści usiłujące zaprowadzić „nowy ład informacyjny”, w którym to administracja państwowa decyduje o czym obywatel może się dowiedzieć; panuje nad przekazem; tylko to jest „prawdziwe”, co ma państwową pieczątkę.

Pomysły te testowały już zawzięcie hitlerowskie Niemcy, o sukcesach Związku Sowieckiego na tym polu nie wspominając.

Jak tak dalej pójdzie, to wkrótce w bibliotekach powstaną RES-y (o ile część księgozbiorów nie zostanie wcześniej poddana ogniowemu oczyszczeniu). Pozostanie nam więc II obieg, jakieś wklepywane w chmurę samizdaty; o ile też nie będą kontrolowane przez państwowe algorytmy.

Świadczy to również o tym, że tzw. główny nurt nie radzi sobie z wiarygodnością i najwyraźniej ludzie, z lepszym lub gorszym skutkiem, szukają prawdy, gdzie indziej.

Ciekawe też, jak tego rodzaju pomysły planuje się wprowadzić w życie w sytuacji, gdy internet „nie zna granic”; czy podobnie, jak w Chinach, Kanadyjczycy będą mieli odcinany dostęp do portali bez kanadyjskiego znaczka „koszerności”, na przykład tych ze Stanów Zjednoczonych?

Czy tak to sobie wyobrażają opłacani sowicie za nasze pieniądze neobolszewicy z Ottawy?

Odetną nas?

Wychodzi na to, że reżim politycznej poprawności lansowany przez rządzące elity, czyli naszych „kierowników politycznych” nie jest odpowiednio szybko i dokładnie przez nas przyswajany, i być może powoduje jeszcze gdzie niegdzie  (prócz wymiotnego) również odruch poszukiwania prawdy – trzeba go więc zadusić.

A tak na poważnie, to ważne jest żeby dokształcać własne dzieci i siebie; a więc uczmy się nawzajem, jak to robić, jak rozdzielić napływające informacje i jak ich aktywnie poszukiwać.

Rozdzielić na takie, które znamy z własnego doświadczenia, więc  najbardziej wiarygodne oraz takie, które powinniśmy sprawdzać w krzyżowym ogniu pytań; jak się dokształcać, abyśmy mogli wyrobić sobie zdanie, również na temat takich zagadnień, jak manipulacja polityczna, zmiany klimatu, manipulacja pogodą, energetyka, system walutowy i innych podobnych  rzeczy, które nas otaczają niczym ocean żółwia,  a które są polami nowej propagandy.

Słowem pierwsza próba nałożenia kagańca  – bo rząd centralny jednak się z tego na razie wycofał –  i licencjonowania prawdy powinna nas skłonić do walki o wolność. Żyjemy w czasach, w których szkoły indoktrynują zamiast uczyć,  ale wiedza wciąż jest dostępna.

Korzystajmy więc pełnymi garściami! Do boju z głupotą info-czekistów!

 Andrzej Kumor