Kumor: Jak się bić?

Zacznę od tego, że wła­śnie nie­daw­no zoba­czy­łem na Face­bo­oku zdję­cie, któ­re mia­ło dowo­dzić ciem­no­ty i anty­se­mi­ty­zmu ludzi, któ­rzy są prze­ciw­ni szcze­pie­niom na Covid; była to tabli­ca przy­stan­ku auto­bu­so­we­go w jakiejś mie­ści­nie na Pod­la­siu zakle­jo­na do poło­wy, wydru­ko­wa­ną kart­ką A4, z napi­sem, że za pan­de­mię odpo­wia­da­ją Żydzi czy coś w tym sty­lu. Infor­ma­cja zosta­ła natych­miast nagło­śnio­ne przez zwy­kłe pudła rezo­nan­so­we, w „Pol­sce Times” napi­sa­li nawet, że ulot­ki takie „poja­wi­ły się przy koście­le” (nie­chyb­nie ludzie cho­dzą­cy do kościo­ła, a może i sam pro­boszcz macza­li w tym pal­ce — no nie?).

Uśmiech­ną­łem się w duchu, bo tego rodza­ju rze­czy to praw­do­po­dob­nie (trze­ba by było prze­śle­dzić pro­pa­ga­cję) typo­wa pro­wo­ka­cja. Dru­ku­je­my sobie ulot­kę, nakle­ja­my, gdzie trze­ba, robi­my zdję­cie, wysy­ła­my ano­ni­mo­wo albo nie. No i zacie­ra­my ręce, gdy spra­wa zosta­je podchwycona.

Prze­cież nie tak daw­no cała Euro­pa zaplu­wa­ła się z obu­rze­nia na zakła­da­ne na słu­pach przed wio­ska­mi w Pol­sce tabli­ce z napi­sem „Stre­fa wol­na od LGBT”. Oka­za­ło się potem, że to tyl­ko „hap­pe­nin­gi” pew­ne­go „bojow­ni­ka” o pra­wa homo­sek­su­ali­stów. Tak więc i tym razem może­my mieć do czy­nie­nia z pró­bą ośmie­sze­nia i ”zapa­sku­dze­nia przez aso­cja­cję”, bo są to typo­we meto­dy pro­pa­gan­do­wej „wal­ki elek­tro­nicz­nej” XXI wieku.

REKLAMA

Inny przy­kład; jakiś dzien­ni­karz ponoć kie­dyś napi­sał, że pre­zy­dent Duda „to idiot”; zatro­ska­ny o pra­wo­rząd­ność pry­wat­ny oby­wa­tel tę spra­wę zgło­sił orga­nom, no i teraz „huczy o tym cały świat”. Dowie­dzia­łem się o tym z BBC, że oto dzien­ni­karz został oskar­żo­ny o obra­zę gło­wy pol­skie­go pań­stwa, bo napi­sał „that he is a moron”.

Jak to może być zro­bio­ne? A tak, że jako rze­czo­ny dzien­ni­karz pro­szę Bron­ka, żeby zło­żył na mnie donie­sie­nie do pro­ku­ra­to­ra, że oto obra­zi­łem gło­wę pań­stwa. Mnie od tego nic nie będzie, a nazwi­sko się wyro­bi, do tego jesz­cze we wszech­świa­to­wych mediach, jak BBC; czy­li jakiś Ziu­tek doniósł do pro­ku­ra­to­ra, ta bada spra­wę, a cały świat ubo­le­wa nad tłu­mie­niem przez pol­skie wła­dze deba­ty publicznej…

Od daw­na żyje­my w cza­sach pro­wo­ka­cji. Tutaj u nas, w Kana­dzie były przy­pad­ki nie tyl­ko anty­se­mic­kich malo­wa­nek doko­ny­wa­nych przez Żydów „na sie­bie”, jak to mia­ło miej­sce w Win­ni­pe­gu, ale rów­nież pro­wo­ka­cyj­nych wpi­sów na forach inter­ne­to­wych, następ­nie zgła­sza­nych przez wpi­su­ją­cych na poli­cję, że nie są w porę usu­wa­ne. Jeden z adwo­ka­tów w Otta­wie sam wypi­sy­wał beze­ceń­stwa, a potem dono­sił na policję.

Strzeż­my się więc pro­wo­ka­to­rów. To są ludzie, któ­rzy ubli­ża­ją, reagu­ją emo­cjo­nal­nie no i gene­ral­nie wpi­su­ją się kli­szę, któ­rą dru­ga stro­na, ta rze­ko­mo obra­ża­na, łatwo jest w sta­nie zdys­kon­to­wać na swo­ją korzyść.

Bar­dzo czę­sto bywa i tak, że ta dru­ga stro­na sama takie posta­wy pro­wo­ku­je, aby usta­wiać sobie prze­ciw­ni­ka pod ścia­ną, jak chłop­ca do bicia czy też, jak to mówi­li w KGB, „kukłę”.

Emo­cje nicze­go nie zała­twia­ją i nie war­to ich pod­grze­wać, a jeśli już to raczej u prze­ciw­ni­ka, aby się potknął i pogu­bił. Jak to mówią, gdy się czło­wiek dener­wu­je, to jedy­nie mści się na wła­snym orga­ni­zmie za głu­po­tę innych.

Pod moim wide­ofe­lie­to­nem o tym, że „dzie­ci trze­ba wycho­wy­wać na woj­nę”, ktoś obu­rzo­ny pytał, a niby prze­ciw komu ta woj­na? Otóż, nie cho­dzi o to prze­ciw­ko komu, bo wróg może się zmie­niać w przy­ja­cie­la, a przy­ja­ciel we wro­ga; cho­dzi o to, żeby wal­czyć o swo­je, nie dać się innym.

Jak to zro­bić? Ubo­le­wam, że my Pola­cy, nie inwe­stu­je­my w to, co mogło­by przy­no­sić sku­tek; nawet tutaj, u nas, na polo­nij­nym podwór­ku. Bo czy mamy, na przy­kład, jakiś polo­nij­ny ośro­dek „wal­ki elek­tro­nicz­nej”? Czy mamy jakąś mło­dzież har­cer­ską czy inną zor­ga­ni­zo­wa­ną do inter­ne­to­wych zma­gań na róż­nych forach? Cho­ciaż­by w bata­liach o wpi­sy na Wiki­pe­dii? Wpi­sy, któ­re są czę­sto kłam­li­we, szka­lu­ją­ce nas, fał­szu­ją naszą histo­rię? A prze­cież nie jest to wca­le trud­ne; tego rodza­ju ośrod­ki „wal­ki elek­tro­nicz­nej” mają inni. Wiem, bo widzia­łem i to kil­ka­dzie­siąt lat temu.

W latach 90. mia­łem przy­jem­ność prze­pro­wa­dzać wywiad z Solem Lit­t­ma­nem, nie­ży­ją­cym już dzia­ła­czem żydow­skim, m.in. obroń­cą praw Murzy­nów w Ari­zo­nie, a tutaj pro­wa­dzą­cym nie­gdyś wła­śnie taki ośro­dek, gdzie namie­rza­no i wal­czo­no z Ku Klux Kla­nem oraz gene­ral­nie anty­se­mi­ty­zmem. Z tego, co pamię­tam, Sol Lit­t­man nawet pro­po­no­wał, że „mogą pomóc nam wyszko­lić kogoś do takiej działalności”…

Czyż nie trze­ba się uczyć wła­śnie od takich ludzi? Zresz­tą dobrze zapa­mię­ta­łem sobie i inne roz­mo­wy z mądry­mi Żyda­mi, jak wywiad z adwo­ka­tem Guidy Maman­nem, któ­ry wprost stwier­dził; „broń­cie wła­snej spo­łecz­no­ści, bo nikt za was tego nie zrobi”.

Wiel­ka praw­da ludzi, któ­rzy wie­dzą, o czym mówią.

Nie­ste­ty my Pola­cy bar­dzo czę­sto zamiast dzia­łać pla­no­wo, dłu­go­fa­lo­wo i sku­tecz­nie we wła­snym inte­re­sie, daje­my się pod­pusz­czać i napusz­czać przez pro­pa­gan­do­wych kie­row­ni­ków, któ­rzy potra­fią grać na naszych emo­cjach, jak na harmonii.

To nie emo­cje są waż­ne lecz inte­res. A jaki inte­res? No, na przy­kład, jeśli już mówi­my o sto­sun­kach z Żyda­mi i ich orga­ni­za­cja­mi, to oni bar­dzo chęt­nie ubie­ra­ją nas w anty­se­mic­kie kli­sze, nie­ku­ma­tych, nie­in­te­li­gent­nych, nie mówią­cych języ­ka­mi tro­glo­dy­tów, co to jak tyl­ko ich się spu­ści z oka, to zaraz swa­sty­kę wyma­lu­ją, albo krzyk­ną „bij Żyda”; takich, jak to poka­zu­je TVN w pod­pła­co­nej prowokacji.

Tym­cza­sem war­to zauwa­żyć te tema­ty, któ­rych dru­ga stro­na nie chce ruszać. Mamy na przy­kład kwe­stię tzw. „resty­tu­cji” mie­nia żydow­skie­go w Pol­sce. Kwe­stia ta jest tak przez stro­nę żydow­ską sfor­ma­to­wa­na, aby spra­wia­ła wra­że­nie, że cho­dzi o odda­nie pra­wo­wi­tym wła­ści­cie­lom ich mie­nia, a nie o bez­praw­ne de fac­to quasi repa­ra­cje wojen­ne czy odszko­do­wa­nia finan­so­we, jakie Pol­ska mia­ła­by wypła­cać dzi­siaj ame­ry­kań­skim orga­ni­za­cjom żydow­skim za przed­wo­jen­ną wła­sność pol­skich oby­wa­te­li wyzna­nia moj­że­szo­we­go, czy­li tzw. mie­nie bezdziedziczne.

War­to zauwa­żyć, jakie tema­ty są wyci­sza­ne, gdzie są czu­łe miej­sca wro­giej nam nar­ra­cji, w któ­re — bro­niąc wła­snych inte­re­sów — może­my ze wszyst­kich sił ude­rzyć. Wszak nawet Dawid miał szan­sę z Goliatem…

I pro­szę nie mieć wąt­pli­wo­ści, że każ­dy poważ­ny prze­ciw­nik dokład­nie w ten sam spo­sób myśli o nas, sto­su­jąc wszel­kie moż­li­we meto­dy zabez­pie­cze­nia wła­snych inte­re­sów. Stąd mię­dzy inny­mi takie wrzut­ki, jak te opi­sa­ne na wstępie.

Szczę­śli­wie coraz wię­cej jest Pola­ków, któ­rzy potra­fią wal­czyć inte­li­gent­nie i sku­tecz­nie (czap­ku­ję przed Ordo Iuris) i dla­te­go bywa­ją tak bez­względ­nie i na tyle róż­nych spo­so­bów niszczeni.

         Andrzej Kumor