W Noc Listo­pa­do­wą do mło­dych pod­cho­rą­żych dołą­czy­ły niż­sze war­stwy spo­łecz­no­ści War­sza­wy. Część histo­ry­ków posłu­gu­je się nawet okre­śle­niem „dru­gie powsta­nie war­szaw­skie”, przy czym pierw­szym była insu­rek­cja z kwiet­nia 1794 r. – mówi PAP dr Adam Buła­wa, histo­ryk z UKSW. 190 lat temu, wie­czo­rem 29 listo­pa­da 1830 r., wybu­chło Powsta­nie Listopadowe.

Pol­ska Agen­cja Pra­so­wa: Jeden z histo­ry­ków zaj­mu­ją­cych się gene­zą Powsta­nia Listo­pa­do­we­go stwier­dził, że była to „rewo­lu­cja bez sytu­acji rewo­lu­cyj­nej”. Dla­cze­go więc w Noc Listo­pa­do­wą tłum miesz­kań­ców War­sza­wy ruszył na Arse­nał, a w kolej­nych dniach i tygo­dniach spo­łe­czeń­stwo Kró­le­stwa Pol­skie­go jesz­cze bar­dziej się zradykalizowało?

Dr Adam Buła­wa: Pierw­sze dwa mie­sią­ce tego zry­wu nie­pod­le­gło­ścio­we­go zosta­ły okre­ślo­ne przez jed­ne­go z histo­ry­ków jako okres odga­dy­wa­nia celów insu­rek­cji. Pamię­taj­my, że powsta­nie było wyni­kiem spi­sku nie­wiel­kiej garst­ki ludzi, głów­nie pod­cho­rą­żych sku­pio­nych wokół Pio­tra Wysoc­kie­go. Pozo­sta­wa­li oni w kon­tak­cie z tzw. star­szy­mi w naro­dzie, któ­rzy nie widzie­li sen­su roz­po­czy­na­nia zry­wu w ówcze­snej sytu­acji poli­tycz­nej. Rów­nież część wyż­szych ran­gą ofi­ce­rów uzna­ła dzia­ła­nia pod­cho­rą­żych za pucz. Wła­śnie dla­te­go na uli­cach War­sza­wy w Noc Listo­pa­do­wą ginę­li gene­ra­ło­wie, któ­rzy odma­wia­li przy­łą­cze­nia się do dzia­łań spi­skow­ców lub pró­bo­wa­li wybić im z gło­wy roz­po­czy­na­nie wystą­pie­nia prze­ciw­ko obo­wią­zu­ją­ce­mu porząd­ko­wi politycznemu.

W Noc Listo­pa­do­wą do mło­dych pod­cho­rą­żych dołą­czy­ły niż­sze war­stwy spo­łecz­no­ści War­sza­wy. Część histo­ry­ków posłu­gu­je się nawet okre­śle­niem „dru­gie powsta­nie war­szaw­skie”, przy czym pierw­szym była insu­rek­cja z kwiet­nia 1794 r. Miesz­kań­cy War­sza­wy, pod­cho­rą­żo­wie Wysoc­kie­go i wspie­ra­ją­cy bunt inte­li­gen­ci nie mie­li pomy­słu na przy­szłość zry­wu. Ich celem było jedy­nie wznie­ce­nie powsta­nia. Następ­nie zamie­rza­li prze­ka­zać ster bie­gu wypad­ków doświad­czo­nym poli­ty­kom, czy­li owym „star­szym w narodzie”.

W grud­niu 1830 i stycz­niu 1831 r. mie­li­śmy do czy­nie­nia z dwo­ma prze­ciw­staw­ny­mi pro­ce­sa­mi. Do opa­no­wa­nia nastro­jów dąży­li m.in. ksią­żę­ta Adam Jerzy Czar­to­ry­ski oraz Fran­ci­szek Ksa­we­ry Druc­ki-Lubec­ki, tak­że kama­ry­la Łubień­skich, a więc eli­ta Kró­le­stwa Pol­skie­go. Ich celem był powrót do sytu­acji poli­tycz­nej sprzed 29 listo­pa­da 1830 r. i „zamel­do­wa­nie” caro­wi o przy­wró­ce­niu spo­ko­ju w Kró­le­stwie Pol­skim. Przy oka­zji liczo­no na pew­ne ustęp­stwa ze stro­ny Peters­bur­ga. Takie nadzie­je wyra­ża­li m.in. Druc­ki-Lubec­ki i poseł Jan Jezier­ski, wysła­ni do cara przez dyk­ta­to­ra gen. Józe­fa Chło­pic­kie­go. On tak­że sprzy­jał gru­pie „kontr­re­wo­lu­cyj­nej”.

Z dru­giej stro­ny znaj­do­wa­li się spi­skow­cy, któ­rych patrio­tycz­ne wzmo­że­nie i wola wal­ki z wła­dzą dep­czą­cą pra­wa Kró­le­stwa Pol­skie­go udzie­la­ły się dużej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, nie tyl­ko w War­sza­wie, lecz i na pro­win­cji. Oba stron­nic­twa ście­ra­ły się na niwie poli­tycz­nej i pro­pa­gan­do­wej. Tak było m.in. w przy­pad­ku spo­ru Mau­ry­ce­go Moch­nac­kie­go z Józe­fem Chło­pic­kim. Dopie­ro gdy na forum Sej­mu dotar­ła infor­ma­cja o nie­po­wo­dze­niu roz­mów pol­skiej dele­ga­cji z carem Miko­ła­jem I i rosyj­skich żąda­niach fak­tycz­nej bez­wa­run­ko­wej kapi­tu­la­cji, więk­szość poli­ty­ków ule­gła nastro­jom rewo­lu­cyj­nym. Wów­czas doszło do detro­ni­za­cji Miko­ła­ja I oraz całej dyna­stii Roma­no­wów oraz zerwa­nia unii z Rosją.

Moż­na powie­dzieć, że był to jeden z naj­waż­niej­szych momen­tów w dzie­jach pol­skie­go par­la­men­ta­ry­zmu. Posło­wie repre­zen­tu­ją­cy naród uzna­li, że w jego imie­niu mają pra­wo do pod­ję­cia decy­zji o zmia­nie panu­ją­ce­go, kie­dy ten nie speł­nił swo­ich zobo­wią­zań. W ten spo­sób sta­li się de fac­to rewo­lu­cjo­ni­sta­mi, rzecz jasna nie w zna­cze­niu cha­rak­te­ry­stycz­nym dla Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej. Był to jed­nak akt cał­ko­wi­cie zmie­nia­ją­cy rze­czy­wi­stość poli­tycz­ną. Dzię­ki nie­mu sta­wa­li­śmy się pań­stwem cał­ko­wi­cie suwe­ren­nym. Mię­dzy koń­cem stycz­nia 1831 r. a upad­kiem powsta­nia na nie­wiel­kim obsza­rze Kró­le­stwa Pol­skie­go, jedy­ny raz w dzie­jach poroz­bio­ro­wych, Pola­cy cie­szy­li się peł­ną suwerennością.

PAP: Czy to nie­wiel­kie pań­stwo mia­ło szan­sę na prze­trwa­nie dzię­ki kom­pro­mi­so­wi z Rosją lub zwy­cię­stwom, któ­re mogły­by spra­wić, że Peters­burg uznał­by, iż utrzy­my­wa­nie kon­tro­li nad Kró­le­stwem Pol­skim jest dla nie­go nie­opła­cal­ne? Czę­sto o klę­skę Powsta­nia Listo­pa­do­we­go obwi­nia się nie tyle prze­wa­gę Rosji, ile kunk­ta­tor­stwo pol­skich dowód­ców i polityków.

Dr Adam Buła­wa: Wcho­dzi­my na szlak histo­rii alter­na­tyw­nej, roz­wa­ża­my wyda­rze­nia, do któ­rych nie doszło. Tym tro­pem szło jed­nak wie­lu histo­ry­ków, m.in. Jerzy Łojek w książ­ce „Szan­se Powsta­nia Listo­pa­do­we­go: roz­wa­ża­nia histo­rycz­ne”. Poja­wia się pyta­nie, czy byli­śmy w sta­nie wygrać woj­nę pol­sko-rosyj­ską. Porów­na­nie poten­cja­łów wska­zu­je, że było to star­cie Dawi­da z Golia­tem. Jed­nak w pew­nym momen­cie na fron­cie pol­skim i utwo­rzo­nym póź­niej fron­cie kre­so­wym w oko­li­cach Wil­na prze­wa­ga stro­ny rosyj­skiej nie była aż tak wielka.

Tak­że Rosja­nie mimo ich bar­dzo doświad­czo­nej kadry dowód­czej popeł­nia­li ogrom­ne błę­dy. Być może gdy­by pol­ska armia nie była dowo­dzo­na przez gen. Jana Skrzy­nec­kie­go, któ­ry był chy­ba naj­gor­szym wybo­rem na to sta­no­wi­sko, woj­na trwa­ła­by dłu­żej. W lutym 1831 r., kie­dy Rosja­nie prze­kra­cza­li gra­ni­ce Kró­le­stwa Pol­skie­go, zakła­da­li, że kam­pa­nia będzie sto­sun­ko­wo lek­kim, zwy­cię­skim prze­mar­szem, dobrym prze­tar­ciem przed ewen­tu­al­ną kam­pa­nią w zachod­niej Euro­pie. Ta sytu­acja nie­co przy­po­mi­na tę z lata 1920 r., gdy bol­sze­wi­cy zakła­da­li, że łatwo zaj­mą Pol­skę i poma­sze­ru­ją na Zachód, aby prze­nieść tam pło­mień rewo­lu­cji komu­ni­stycz­nej. W 1831 r. Rosja­nie chcie­li nieść „kontr­re­wo­lu­cję”.

Tym­cza­sem w bitwie pod Gro­cho­wem uzy­ska­li­śmy remis ze wska­za­niem na nasze zwy­cię­stwo, a potem, kie­dy odno­si­li­śmy suk­ce­sy pod­czas ofen­sy­wy na szo­sie brze­skiej, mogli­by­śmy mieć Rosjan prak­tycz­nie „na widel­cu”. Roz­bi­cie Gwar­dii oraz posła­nie więk­szych sił na Litwę mogło­by przy­nieść kon­kret­ne suk­ce­sy. Nie­ste­ty po bitwie pod Ostro­łę­ką 26 maja 1831 r. powsta­nie zna­la­zło się na rów­ni pochy­łej, szcze­gól­nie w sfe­rze men­tal­nej. Mimo to Rosja­nie zakła­da­li wów­czas, że woj­na potrwa do wio­sny 1832 r. Prze­cho­dzi­li z jed­nej skraj­no­ści w dru­gą – od prze­sad­nie trium­fal­ne­go opty­mi­zmu po pesy­mi­stycz­ną oce­nę swo­jej siły i rze­ko­me­go poten­cja­łu armii Kró­le­stwa Polskiego.

Wyda­je się, że pol­ska wik­to­ria mili­tar­na nie była jed­nak moż­li­wa. Nie­wiel­ki poten­cjał lud­no­ścio­wy i gospo­dar­czy Kró­le­stwa Pol­skie­go unie­moż­li­wiał pro­wa­dze­nie kam­pa­nii wojen­nej dłuż­szej niż kil­ka mie­się­cy. Real­niej­sze było zwy­cię­stwo poli­tycz­ne. Moż­na przy­wo­łać przy­kła­dy innych naro­dów wal­czą­cych wów­czas o nie­pod­le­głość – Bel­gów i Gre­ków. W spra­wę grec­ką włą­czy­ły się Rosja i mocar­stwa zachod­nie, któ­re przy sto­le kon­fe­ren­cyj­nym usta­li­ły zakres nie­za­leż­no­ści nowe­go pań­stwa, któ­re począt­ko­wo obej­mo­wa­ło sto­sun­ko­wo nie­wiel­ki obszar. Może uda­ło­by się zatem nawią­zać do sce­na­riu­sza grec­kie­go, gdzie tron objął przed­sta­wi­ciel jed­nej z dyna­stii niemieckich.

W przy­pad­ku Bel­gii podo­bieństw jest jesz­cze wię­cej. Do pew­ne­go momen­tu Pola­cy reali­zo­wa­li taki sce­na­riusz poli­tycz­ny, któ­ry wcze­śniej wyda­rzył się w Bel­gii. Detro­ni­za­cja dyna­stii Roma­no­wów była powtó­rze­niem aktu, do któ­re­go wcze­śniej doszło w Bruk­se­li wobec dyna­stii Orań­skiej. Klu­czem do powtó­rze­nia takie­go suk­ce­su poli­tycz­ne­go w Pol­sce było zwo­ła­nie mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji mocarstw, któ­ra mogła­by zde­cy­do­wać o zacho­wa­niu auto­no­mii Kró­le­stwa Pol­skie­go lub jej wzmoc­nie­niu w sto­sun­ku do posta­no­wień Kon­gre­su Wiedeńskiego.

Pamię­taj­my, że usta­le­nia z roku 1815 były inter­pre­to­wa­ne w zupeł­nie róż­ny spo­sób przez Pola­ków i Rosjan. Ci dru­dzy uwa­ża­li, że auto­no­mia jest wyni­kiem łaska­wo­ści cara-kró­la Alek­san­dra, a Pola­cy powin­ni trak­to­wać takie instru­men­ty jak sejm i kon­sty­tu­cja w spo­sób „zdro­wo­roz­sąd­ko­wy”, czy­li przyj­mo­wać je w spo­sób ule­gły. Pola­cy tym­cza­sem mie­li nadzie­ję, że to dopie­ro począ­tek korzyst­nych zmian i w per­spek­ty­wie cza­su nastą­pi połą­cze­nie Kró­le­stwa Pol­skie­go z resz­tą Ziem Zabra­nych wcho­dzą­cych wcze­śniej w skład I Rze­czy­po­spo­li­tej. Powo­dem zwo­ła­nia mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji mogło­by być „śli­ma­cze­nie się” woj­ny i klę­ski pono­szo­ne przez mar­szał­ka Iwa­na Paskie­wi­cza i jego ewen­tu­al­ne­go następ­cę. W takiej sytu­acji Rosja­nie skło­nie­ni zosta­li­by do rezy­gna­cji z przed­sta­wia­nia woj­ny jako wewnętrz­nej spra­wy impe­rium, bun­tu „nie­wdzięcz­nych Pola­ków”. To chy­ba jedy­ny real­ny sce­na­riusz zwy­cię­stwa Powsta­nia Listopadowego.

Po jego upad­ku pol­skie stron­nic­twa emi­gra­cyj­ne prze­rzu­ca­ły się zarzu­ta­mi o zmar­no­tra­wie­nie szans. Ista­nia­ło bowiem prze­ko­na­nie o nie­wy­ko­rzy­sta­nych moż­li­wo­ściach, m.in. przez zanie­cha­nie się­gnię­cia do wie­lu kart, któ­re mie­li­śmy w zana­drzu, takich jak kwe­stia chłop­ska czy pró­ba odzy­ska­nia Ziem Zabra­nych przez wysła­nie sil­niej­sze­go mili­tar­ne­go wspar­cia dla tam­tej­szych powstań­ców. Tych czyn­ni­ków, któ­re mogły­by się przy­czy­nić do korzyst­niej­sze­go roz­strzy­gnię­cia losów zry­wu, było jesz­cze wię­cej. Dla­te­go klę­ska doskwie­ra­ła szcze­gól­nie dotkliwie.

Z dru­giej stro­ny, przede wszyst­kim na wychodź­stwie, uwa­ża­no, że prze­gra­na kam­pa­nia nie koń­czy pol­skich zma­gań o pra­wo do samo­sta­no­wie­nia. Były one kon­ty­nu­owa­ne, tak­że w duchu powsta­łej w 1831 r. dewi­zy: „Za naszą i waszą wolność”.

https://dzieje.pl/

Roz­ma­wiał Michał Szu­ka­ła (PAP)